more_horiz
Historia

Sowiecka wojna hybrydowa przeciwko Polsce

Ostatnia aktualizacja: 04.08.2022 05:50
Wojny hybrydowej nie wymyślił Władimir Putin. 90 lat wcześniej wpadł na ten pomysł Józef Unszlicht, polski komunista, jeden z szefów sowieckiego wywiadu wojskowego i bliski współpracownik Feliksa Dzierżyńskiego. To on wymyślił, żeby wykorzystywać służby specjalne do destabilizacji sytuacji w sąsiednim kraju. Tę strategię zastosowano w latach 20. przeciwko Polsce.
Komenda policji w Stołpcach spalona przez sowieckich dywersantów w nocy 4 sierpnia 1924 r.
Komenda policji w Stołpcach spalona przez sowieckich dywersantów w nocy 4 sierpnia 1924 r.Foto: wikimedia commons/dp

W nocy z 3 na 4 sierpnia 1924 roku, liczące sobie niespełna 3 tys. mieszkańców, położone nad Niemnem w pobliżu Nowogródka powiatowe miasteczko Stołpce, zostało zaatakowane przez sowiecki oddział liczący około 100 dywersantów. Był to kulminacyjny punkt wojny hybrydowej prowadzonej przez sowiecką Rosję na wschodniej granicy II Rzeczypospolitej po zakończeniu wojny w 1921 roku. 

Posłuchaj
18:26 ale historia_ wojna 'hybrydowa' na polskich kresach.mp3 Audycja Katarzyny Kobyleckiej "Wojna hybrydowa na polskich kresach w latach 20." (PR, 25.02.2015) 

Siać zamęt i chaos

- Unszlicht stworzył strategię destabilizacji krajów sąsiedzkich za pomocą oddziałów dywersyjnych  mających przygotować przewrót i przejęcie władzy. Pierwszy etap to była propaganda, ulotki, gazetki. Potem ataki niewielkich grup operujących z terenu ZSRR  i w końcu utworzenie w Polsce stałych oddziałów partyzanckich złożonych z polskich komunistów i kryminalistów ściganych przez polski wymiar sprawiedliwości. Ci dywersanci dokonywali napadów na przygraniczne miasteczka – opowiadał historyk i publicysta Andrzej Poczobut w audycji Katarzyny Kobyleckiej "Wojna hybrydowa na polskich kresach w latach 20".

Polskie władze szybko się zorientowały, że za tymi napadami stoją sowieci, ale Moskwa oficjalnie twierdziła, że nie ma z tym nic wspólnego, że jest to samodzielny ruch partyzancki. Wszystkie działania przypisywała dezerterowi z Wojska Polskiego Józefowi Michalskiemu "Musze". Tak było i w przypadku napadu na Stołpce. Dywersanci podzieleni na cztery plutony wyposażone w karabiny ręczne i granaty przedostali się przez granicę ZSRR. Celem akcji było uwolnienie z miejscowego więzienia dwóch komunistów: Stanisława Martensa i Józefa Łachinowicza.

Ofiary, podpalenia, grabieże

Oddział zaatakował miasteczko w nocy. W wyniku ataku została zniszczona komenda Policji Państwowej, zginęło 7 polskich policjantów. Podpalono dworzec kolejowy i starostwo, zdewastowane zostały i ograbione wszystkie sklepy i magazyny. Oddział dywersyjny nie był jednak przygotowany na dłuższą walkę i gdy na odsiecz ruszył do Stołpców oddział polskich ułanów,  dywersanci bardzo szybko uciekli z miasteczka i ukryli w lasach. Zdołano schwytać jedynie czterech uczestników tego napadu. Zeznali oni, że przeszli szkolenie  w Mińsku prowadzone przez oficerów sowieckiego wywiadu.

- Od tamtej nocy ochrona kresów stała się w Polsce tematem pierwszoplanowym. Powołano Korpus Ochrony Pogranicza - elitarną jednostkę mającą chronić granicę, a także walczyć ze wznieconą po tym napadzie przez sowietów rebelią. Stosowano sądy doraźne ferujące wyroki śmierci wobec dywersantów schwytanych z bronią w ręku. Dzięki temu udało się uniknąć porażki w wojnie hybrydowej, którą prowadził przeciwko Polsce w latach 20. Związek Sowiecki – podkreślał Andrzej Poczobut w audycji Polskiego Radia z 2015 roku.

mko

Zobacz więcej na temat: wojna polsko-bolszewicka HISTORIA