more_horiz
Historia

Maciej Mielżyński. Historia powstańca z małżeńską zbrodnią w tle

Ostatnia aktualizacja: 09.01.2019 07:00
Mówiono o nim "dobry żołnierz, słaby dowódca". Ale nie dlatego postać ta pozostaje do dziś kontrowersyjna. Wszystkiemu winna zbrodnia, której dopuścił się przywódca wojskowy III powstania śląskiego.
Audio
  • Maciej Mielżyński - ziemianin, wojskowy, dowódca iii Powstania Styczniowego - audycja Andrzeja Sowy i Wojciecha Dmochowskiego z cyklu "Kronika niezwykłych Polaków". (PR, 10.10.2002)
Maciej Mielżyński
Maciej MielżyńskiFoto: NAC

9 stycznia 1944 zmarł w Wiedniu hrabia Maciej Mielżyński, naczelny wódz III powstania śląskiego.

 Mielżyńscy byli jedną z najbogatszych rodzin w Wielkopolsce. Maciej Mielżyński przyszedł na świat w rodzinnym majątku we wsi Chobienice 13 października 1869 roku.

Maciejowi nie w smak było jednak życie ziemianina. Mężczyzna był wyjątkowo niespokojnym duchem o dużej ciekawości świata. Po ukończeniu gimnazjum w Lesznie rozpoczął studia w Monachium – zgłębiał jednocześnie tajniki prawa i malarstwa. Zainteresowania artystyczne zaprowadziły go do pracowni Józefa Brandta. Jak każdy obywatel zmilitaryzowanego państwa niemieckiego musiał przejść obowiązkową służbę wojskową.

- Odbywał służbę wojskową w słynnym, legendarnym we Wrocławiu Pułku Białych Kirasjerów. Przez pewien czas był nawet jednym z adiutantów cesarza Wilhelma II – mówił dr Janusz Osica w audycji Andrzeja Sowy i Wojciecha Dmochowskiego z cyklu "Kronika niezwykłych Polaków". Posłuchaj audycji.

Jednym zdaniem – Maciej nie widział siebie w roli spadkobiercy majątku. Gospodarzem w Chobienicach i kilku innych wioskach, które należały do rodziny, miał zostać młodszy brat Mielżyńskiego, Ignacy. Ojciec mężczyzn, Karol, wystawił na próbę Ignacego – przekazał mu do rozporządzania pieniądze przeznaczone na posag swojej córki. Młodszy Mielżyński przehulał majątek i został wydziedziczony przez ojca. Dlatego wysłał starszego syna na praktykę w zarządzaniu gospodarstwem u nie mniej bogatego krewniaka – Bolesława Potockiego.

Zbrodnia "w imię honoru"

Tam Maciej poznał kilka lat młodszą od siebie Felicję Potocką. Nikt nie mógł spodziewać się, że ta znajomość zakończy się tragedią. Mężczyzna zakochał się w niej bez pamięci. Niestety, kobieta nie odwzajemniała tego uczucia. Gdy mężczyźnie podano czarną polewkę, zrozpaczony Mielżyński strzelił sobie w pierś z fuzji. Przeżył, ale zagroził, że powtórzy próbę samobójczą, jeśli nie otrzyma ręki hrabianki.

Małżeństwo Mielżyńskiego z Felicją z Potockich nie układało się najlepiej. Felicja miała zbyt wielu kochanków, by ukryć swoją rozwiązłość przed podejrzliwym mężem. Gdy okazało się, że kolejnym z adoratorów Felicji jest jej siostrzeniec, hrabia Alfred Miączyński, miarka się przebrała.

21 grudnia 1913 roku Mielżyński przybył potajemnie do pałacu w Dakowach. Zakradł się do sypialni, w której Felicja spędzała noc w towarzystwie Alfreda. Maciej Mielżyński nie mógł znieść widoku żony w objęciach siostrzeńca i celnymi strzałami ze strzelby pozbawił kochanków życia. Sąd uniewinnił ziemianina, argumentując, że ten działał w afekcie i w obronie honoru.

- Takie były prawa ówczesnej epoki. W oczach sądu Mielżyński uratował swój honor - podkreślił dr Janusz Osica.

Na scenie politycznej

Niewiernej Felicji należy oddać sprawiedliwość choćby o tyle, że małżeństwo od początku zamieniło się w fikcję. Biorąc pod uwagę styl życia Macieja Mielżyńskiego, fakt, że para doczekała się trojga dzieci, można uznać za cud (lub interwencję poprzednich kochanków). Mężczyzna rzadko bywał w domu.  Wciągnął go wir polityki.

- Utowrzył w Berlinie własny salon malarski, który służył także za klub dyskusyjny. Było to jedno z centrów życia polonijnego w Berlinie - podkreślał dr Janusz Osica.

W 1903 roku został posłem do Reichstagu, mandat sprawował aż do wybuchu I wojny światowej. To wówczas poznał Wojciecha Korfantego. Pod jego wpływem od 1909 roku Mielżyński zaczął interesować się kwestią polskości na Górnym Śląsku. W 1911 roku wystąpił z Narodowej Demokracji i wspólnie z Korfantym założył Stronnictwo Polskie na Śląsku.

- Ukształtował się pod wpływem narodowej demokracji. Endecja bowiem, uwrażliwiona na zagrożenie niemieckie, była dla Wielkopolan partią wręcz naturalną – wyjaśniał dr Janusz Osica.

Po zamordowaniu  żony, mimo uniewinnienia, spotkał się z ostracyzmem ze strony środowiska. Nic dziwnego, że mężczyzna postanowił wyjechać z rodzinnej Wielkopolski. Dzieci przekazał pod opiekę teściowi. Nigdy już nie utrzymywali kontaktów.

W mundurze

Na wieść o zamachu na arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie, Maciej Mielżyński zgłosił się na ochotnika do niemieckiej armii. Wydaje się, że dopiero w mundurze złapał wiatr w żagle. Walczył zarówno na wschodnim, jak i zachodnim froncie, wykazując się odwagą, czego dowodem były odniesione rany. Od czerwca 1915 roku do października 1916 roku  pełnił funkcję oficera łącznikowego armii niemieckiej przy Legionach Polskich.

Ostatnie dwa lata wojny spędził w Berlinie, gdzie służył jako oficer garnizonowy. Tam poznał swoją drugą żonę, Wiktorię Henrietę Marię Adutt, młodszą od Mielżyńskiego o 27 lat córkę tureckiego dyplomaty.

W 1920 roku został przyjęty do Wojska Polskiego w stopniu rotmistrza. Pełnił szereg funkcji dowódczych w wojnie z bolszewikami najpierw jako szef sztabu Frontu Północnego, a następnie jako dowódca oddziałów kawaleryjskich.

Po odparciu bolszewików został odwołany ze służby i oddelegowany do międzynarodowej komisji, której zadaniem było wyznaczenie polsko-niemieckiej granicy w Wielkopolsce, a następnie – po awansie na podpułkownika – wysłano go na Śląsk, gdzie objął stanowisko zastępcy dowódcy Dowództwa Obrony Plebiscytu.

Naczelny Wódz III Powstania Śląskiego

Po dwóch polskich powstaniach zarówno Polacy, jak i Niemcy, wiedzieli, że niezależnie od wyników głosowania, nie zadowoli ono żadnej ze stron. Obie narodowości przygotowywały się do powstania, gdyby plebiscyt nie poszedł po ich myśli. Korfanty uważał, że sprawę można jeszcze załatwić na płaszczyźnie dyplomatycznej, obawiał się, że Ślązacy nie poradzą sobie z Niemcami bez wsparcia z Warszawy – premier Witos zabronił Korfantemu rozpoczynać powstanie. Ale wielkopolski ziemianin nie miał wątpliwości, że musi dojść do rozlewu krwi, choć – jak później pisał – miał pełną świadomość dysproporcji sił: "Na pierwszy rzut oka jasnym być musi, nawet dla niefachowca, że cała impreza powstańcza była czynem nieomal szalonym". Według własnych pamiętników, to Mielżyński wymusił na jednym z ojców niepodległości i przyszłym dyktatorze powstania podpisanie rozkazu o wybuchu insurekcji 3 maja 1921.

Po wybuchu powstania Maciej Mielżyński został wodzem naczelnym zrywu. Szybko okazało się, że lepszy z niego żołnierz niż dowódca. Zastrzeżenia mieli do niego zarówno podkomendni, jak i Korfanty. Szalę goryczy przechyliły walki o Górę św. Anny. Najzacieklejsza batalia śląskiego zrywu zakończyła się porażką powstańców. Korfanty odwołał Mielżyńskiego.

Uratowany przez żołnierzy Wehrmachtu

Po degradacji Mielżyński wycofał się nieomal całkowicie z życia publicznego. Uczestniczył tylko w zlotach weteranów powstań śląskich jako honorowy członek Związku Powstańców Śląskich. W 1927 roku zakupił majątek Gołębiewko pod Tczewem, gdzie zajął się rolnictwem i hodowlą koni. Rodzinny majątek odsprzedał bratu Ignacemu już w 1909 roku.

Wybuch II wojny światowej zastał go na Pomorzu. Jego rodzina przeżyła wojnę dzięki służbie Macieja Mielżyńskiego w niemieckiej armii. W październiku 1939 roku ziemianin został wywieziony przez dawnego przyjaciela, oficera Wehrmachtu nazwiskiem Thiedemann, do Warszawy. Dwa lata później familia przeniosła się dzięki pomocy innego oficera, lekarza wojskowego von Mackensena, którego rodzina zaopiekowała się Mielżyńskimi. Były dowódca powstańców śląskich znajdował się do końca życia pod obserwacją gestapo. Jeden z najbogatszych niegdyś ziemian w Wielkopolsce zmarł w ubóstwie, w wiedeńskim Szpitalu Powszechnym.

bm

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak