more_horiz
Historia

Stanisław Leopold - dowódca akcji "Koppe"

Ostatnia aktualizacja: 09.01.2019 13:17
"Wspaniały człowiek, szalenie szlachetny i ideowy" - tak Janusz Brochwicz-Lewiński "Gryf" wspominał po latach swojego dowódcę. Choć mniej znany od "Zośki", "Rudego", "Morro" czy "Anody", Stanisław Leopold zajmuje ważne miejsce wśród "kamieni rzuconych na szaniec".
Stanisław Leopold
Stanisław LeopoldFoto: Wikimedia Commons/dp

100 lat temu przyszedł na świat Stanisław Leopold dowódca I kompanii batalionu "Parasol", dowódca akcji "Koppe" w lipcu 1944, wymierzonej w dowódcę SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie, uczestnik Powstania Warszawskiego.

Przyszedł na świat w rodzinie ziemiańskiej. Przez matkę, Małgorzatę z domu Romocką, był blisko spokrewniony z Andrzejem i Janem Romockimi, późniejszymi konspiratorami, żołnierzami batalionu "Zośka", którzy polegli w Powstaniu Warszawskim. Po latach jego ciało spoczęło obok nich na warszawskich Powązkach.

Stanisław Leopold należał do tego samego pokolenia, co główni bohaterowie "Kamieni na szaniec", pokolenia, które zapisało się w dziejach polskich aktywną pracą nad sobą. Jeszcze w czasach gimnazjalnych wstąpił do Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej, organizacji samokształceniowej o orientacji zbliżonej do lewego skrzydła obozu sanacyjnego. Działalność kontynuował po 1935 roku, czyli podczas studiów w Szkole Głównej Handlowej. Był wówczas redaktorem czasopisma ZPMD "Czerwone Tarcze".

W konspiracji

Wybuch wojny zastał Stanisława Leopolda w rodzinnym majątku. Być może odpoczywał wtedy od pisania pracy magisterskiej – rok wcześniej zdał egzaminy końcowe na SGH. Do Warszawy powrócił na przełomie października i listopada 1939 roku. Zamieszkał przy Racławickiej.

Początki jego pracy konspiracyjnej wiążą się z tajnym nauczaniem. Już w listopadzie 1939 roku powstał z jego inicjatywy "Pet" – licząca w szczytowym okresie około 100 osób organizacja samokształceniowo-wychowawcza, która pod okiem Leopolda wydawała konspiracyjne czasopismo "Przyszłość".

W 1942 roku doszło do scalenia "Petu" z Szarymi Szeregami. Jako że wychowankami "Petu" byli głownie ludzie pełnoletni, przydzielono ich do Grup Szturmowych, w których prowadzono działalność bojową i dywersyjną.

Na przełomie lutego i marca 1944 roku Leopold przejął dowodzenie nad 1 plutonem, przekształconym następnie w 1. kompanię Oddziału Dyspozycyjnego "Pegaz" Kedywu Komendy Głównej AK. "Pegaz" został przekształcony później w słynny batalion "Parasol".

Akcja Koppe

Zamach na SS-Obergruppenführera Wilhelma Koppe planowany był przez krakowski Kedyw Armii Krajowej właściwie od chwili objęcia przez Niemca funkcji wyższego dowódcy SS i policji na obszar Generalnego Gubernatorstwa oraz sekretarza stanu do spraw bezpieczeństwa. Niestety, wobec aresztowań, jakie spotkały krakowskie podziemie na przełomie lat 1943-44, likwidacja oficera była niemożliwa. Wobec tego Komenda Główna AK zdecydowała, że Wilhelm Koppe zostanie zlikwidowany siłami warszawskiego oddziału dywersyjnego "Parasol".

Trudno dziś uwierzyć, że udało się przetransportować w warunkach okupacyjnych 28 konspiratorów samochodami, zaś broń dostarczyć pociągiem. Wielka akcja logistyczna zaangażowała około 200 ludzi.

Akcję zaplanowano na 11 lipca 1944 roku. Tego dnia o 9.20 mercedes Wilhelma Koppe mknął krakowską ulicą Powiśle w kierunku Wawelu. Nagle drogę zajechał mu ciężarowy chevrolet. Zaraz potem żołnierze AK pod dowództwem Stanisława Leopolda zaczęli ostrzeliwać auto dygnitarza. Koppe skulił się przy podłodze samochodu i dzięki temu uniknął śmierci. Jego adiutant nie miał tyle szczęścia. Szofer poprowadził samochód przez trawnik rosnący przy ulicy, dzięki czemu udało mu się ominąć blokadę. W pościg za autem oficera rzucił się drugi samochód konspiratorów. Niestety mercedes okazał się szybszy i Koppe przeżył.

Rozpoczął się dramatyczny odwrót młodych konspiratorów do Warszawy. Droga była niebezpieczna, kolumna aut żołnierzy "Parasola" kilkakrotnie natykała się na Niemców. Pięcioro z konspiratorów zostało rannych, w tym Stanisław Leopold, troje z nich dostało się do niewoli, z której już nie wyszli.


Powstanie Warszawskie - zobacz serwis specjalny

W Powstaniu Warszawskim

Leopold ledwo zdążył wydobrzeć, kiedy nastała godzina "W". W Powstaniu Warszawskim mężczyzna kontynuował dowodzenie 1 kompanią batalionu "Parasol", która broniła cmentarza kalwińskiego na Woli. Od 9 sierpnia brała udział w obronie Starego Miasta. W jego oddziale służył m.in. Janusz Brochwicz-Lewiński "Gryf" oraz powstańczy poeta Józef Szczepański "Ziutek". Brochwicz-Lewiński wspominał później Leopolda z podziwem: "wspaniały człowiek, szalenie szlachetny i ideowy". Z kolei Józef Szczepański poświęcił swojemu dowódcy wiersz "Do Rafała".

Stanisław Leopold poległ w nocy z 25 na 26 sierpnia na Starym Mieście. Jego oddział osłaniał natarcie poprowadzone z ul. Długiej na Pałac Radziwiłłów.

bm

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Stanisław Broniewski "Orsza" - harcerz z powołania

Ostatnia aktualizacja: 29.12.2018 06:00
- Po wojnie stał się symbolem szaroszeregowej legendy. Dźwigał ją przez długie lata, traktując jako odpowiedzialność wynikającą z faktu pełnienia funkcji naczelnika Szarych Szeregów - mówił prezydent Ryszard Kaczorowski.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jan Rodowicz "Anoda" - ułan batalionu "Zośka"

Ostatnia aktualizacja: 07.01.2019 09:00
7 stycznia 1949 roku zmarł Jan Rodowicz ps. Anoda, harcerz, żołnierz Szarych Szeregów i Armii Krajowej oraz Delegatury Sił Zbrojnych.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Stanisław Sieradzki "Świst" - jeden z bohaterów "Zośki"

Ostatnia aktualizacja: 16.02.2017 06:21
Żołnierz-ochotnik w kampanii wrześniowej, harcerz, członek Szarych Szeregów i słynnego batalionu "Zośka". Jeden z tych, o których mówiono - "umieli pięknie umierać i pięknie żyć".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Ks. Jan Zieja – prorok piątego przykazania

Ostatnia aktualizacja: 01.03.2018 06:00
- Sylwetkę ks. Ziei określiłbym jako proroka w nowoczesnym znaczeniu. Miał w sobie coś z człowieka, który przeczuwa przyszłość i wybiega naprzód, który swoją działalnością niepokoi, ale wskazuje drogi, które okazują się słuszne i pożyteczne - mówił biskup Władysław Miziołek na antenie Radia Wolna Europa.
rozwiń zwiń