more_horiz
Historia

Pierwsza "rózga" od Mikołaja. Kogo spoliczkował święty?

Ostatnia aktualizacja: 06.12.2021 05:40
Sobór nicejski w 325 roku miał ustalić fundamentalne dogmaty krzepnącego wciąż chrześcijaństwa. Obrady były do tego stopnia burzliwe, że siłę argumentu zastępował niekiedy argument siły, a mężowie soborowi nie bacząc na powagę sytuacji, brali się za bary.
Fragment malowidła przedstawiającego Mikołaja, który policzkuje Ariusza.
Fragment malowidła przedstawiającego Mikołaja, który policzkuje Ariusza. Foto: Wikimedia Commons/dp

Wśród obradujących hierarchów Kościoła miał znajdować się także biskup leżącej dziś w Turcji Miry, Mikołaj, któremu tradycja przypisała rozdawnictwo niewielkich upominków potrzebującym. I choć dziś reklamy podpowiadają nam, że Mikołaj to dobroduszny starszy pan w czerwonym ubranku, to podania związane z jego udziałem w soborze przedstawiają odmienny obraz świętego.

Ale od początku…

Sobór nicejski został zwołany na polecenie cesarza Konstantyna Wielkiego. Władca imperium rzymskiego zwołał do małoazjatyckiej Nicei najtęższe umysły ówczesnego chrześcijaństwa.

- Konstantyn Wielki sprawował funkcję, którą nazywano pontifex maximus, co oznaczało, że był najwyższym urzędnikiem odpowiedzialnym za wszystkie religie państwowe, w tym chrześcijaństwo. Dlatego miał prawo zwołać sobór – wyjaśniał o. prof. Henryk Pietras w audycji Jana Pniewskiego z cyklu "Lumen - światło wiary i kultury". - Uczynił to głównie ze względu na zbliżający się jubileusz dwudziestego roku swojego panowania. Chodziło o to, żeby przed głównymi uroczystościami wyciszyć wszelkie spory, które mogłyby zakłócić świętowanie.


Posłuchaj
15:01 lumen - światło wiary i kultury_św Mikolaj .mp3 Audycja Jana Pniewskiego z cyklu "Lumen - światło wiary i kultury", w której o. prof. Henryk Pietras wyjaśnia okoliczności soboru nicejskiego. (PR, 29.12.2013)

 

A utarczek i kłótni w Kościele było wywczas co nie miara. Chrześcijanie nie mogli się porozumieć nawet co do wspólnej daty świętowania Wielkanocy. Wspólnota miała też problem z tzw. schizmą melecjańską. Odłam skupiał wiernych szczególnie rygorystycznie traktujących chrześcijan, którzy podczas prześladowań za cesarza Dioklecjana wyrzekli się wiary.

"Z liścia" heretykowi

Wszystkie te problemy blakły jednak przy rozdźwięku, jaki na łonie Kościoła spowodowały poglądy głoszone przez aleksandryjskiego prezbitera Ariusza. Był on głównym ideologiem antytrynitarzy, czyli zwolenników prądu w chrześcijaństwie, który odrzucał pogląd o Trójcy Świętej. Arianie rośli w siłę, a ich odmienne wobec pozostałych chrześcijan poglądy groziły schizmą.

Choć wydawałoby się, że ponad trzystu świątobliwych mężów ograniczy się do sporów na argumenty i cytaty z Pisma Świętego, to nie obyło się bez rękoczynów. I tutaj na scenę powraca Mikołaj. Poglądy Ariusza tak rozwścieczyły biskupa, że ten spoliczkował adwersarza. Prezbiter nie pozostał mu dłużny i… złamał szczękę.

Choć nie spodobało się to ojcom soboru i postanowili pozbawić go sakry biskupiej, to "w obronie Mikołaja stanął sam Bóg i pognębił nieprzyjaciela prawdziwej wiary". Herezję Ariusza potępiono, choć jego poglądy odżywały raz po raz w dziejach Kościoła.

Cała historia, choć występują w niej historyczne postacie, a spór z arianami był kluczowym elementem soboru nicejskiego, może (choć nie musi) być tylko legendą, wytworzoną przez wczesnochrześcijański folklor.

bm