more_horiz
Historia

"Hair" – film o włosach skrywających pełne buntu umysły

Ostatnia aktualizacja: 14.03.2021 05:45
42 lata temu, 14 marca 1979 roku miał premierę film "Hair" w reżyserii czeskiego reżysera Miloša Formana.
Kadr z filmu Hair Milosa Formana z 1979 roku
Kadr z filmu "Hair" Milosa Formana z 1979 rokuFoto: East News

Dla "Hair" najtrudniejszym wyzwaniem było sprostać sławie wcześniejszego filmu Miloša Formana "Lot nad kukułczym gniazdem". "Vlasy", jak tytułowali go Czesi, miał swoją premierę 41 lat temu, 14 marca 1979 roku. Nieco ponad 3 lata wcześniej, w 1975 roku, ukazał się słynny i genialny "Lot nad kukułczym gniazdem", oparty na wydanej w 1962 roku książce Kena Keseya, pod tym samym tytułem.

"Lot", z fantastyczną rolą Jacka Nicholsona, jako jeden z trzech filmów został uhonorowany aż pięcioma Oscarami i to w głównych kategoriach. Pozostałe to "Ich noce" z 1932 i "Milczenie owiec" z 1991 roku. Krytyka dosłownie rozpływała się nad filmem Formana, a jego sława sięgnęła wszystkich kontynentów. Nie można się więc dziwić, że cały filmowy świat oczekiwał kolejnego filmu wielkiego czeskiego reżysera...

Wróćmy jednak do początków, bo są one równie niezwykłe i obfitują w szereg znaczących faktów. Forman, urodzony w 1932 roku, dość burzliwie przeszedł losy II wojny światowej – stracił rodziców w obozach koncentracyjnych. Po wojnie wychowywali go dalsi krewni. W okresie szkolnym został umieszczony w szkole z internatem – na zamku w Podiebradach.

Nie to jest jednak niesamowite, lecz fakt, że dzielił wspólny pokój z trzema innymi młodzieńcami, którzy później stali się równie wielkimi twórcami. Byli to Vaclav Havel, Ivan Passer i Jerzy Skolimowski. Tak dorastali razem jeden wielki pisarz i trzech wielkich reżyserów.

Forman ukończył Akademię Sztuk Scenicznych w Pradze i z miejsca zabrał się za kręcenie filmów. Z początku były to komedie i filmy krótkometrażowe. Powstały cztery znane, z których dwa były wymieniane jako czołowe filmy czechosłowackiej nowej fali: "Konkurs", "Czarny Piotruś", "Miłość blondynki" i "Pali się moja panno".

Te dwa ostatnie dały mu "przepustkę" do wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, na zaproszenie Paramount Pictures, gdzie miał nakręcić jeszcze większe dzieła. Pierwszym z nich był "Odlot" - film o amerykańskiej młodzieży, nakręcony w 1971 roku. Zyskał on dobre oceny i drugą nagrodę na 24. MMF w Cannes.

Już tutaj pokazał, jak bardzo interesuje go tematyka nieprzystosowania do panujących rygorów społecznych zasad. Brutalne stłumienie Praskiej Wiosny spowodowało, że Forman pozostał w Stanach już na zawsze.

Po dobrym przyjęciu pierwszego filmu i odpowiednim zrozumieniu poruszonego problemu "odstawania od reszty" społeczeństwa, Forman poszedł dalej w kierunku bohaterów wyobcowanych, niezrozumianych, odrzuconych wręcz. Stąd nie dziwi drugi film, który z tego nieprzystosowania uczynił temat główny.

"Lot nad kukułczym gniazdem" po mistrzowsku i w bardzo dramatyczny sposób pokazał, co dzieje się z jednostkami, które sprzeciwiają się ogólnym zasadom życia i chcą żyć dokładnie po swojemu, wyrzucając się za margines przyjętych norm moralnych. Takie działanie kończy się tragicznie, a koniec bynajmniej nie jest happy-endem dla obu stron.

I kiedy już ucichł zgiełk ogromnego sukcesu pojawiło się pytanie – jaki będzie następny film, co nakręci Forman i czy powtórzy sukces. Te oczekiwania nie sprzyjały pracy, a presja była tym większa, że czeski reżyser "zabrał się za kręcenie słynnego scenicznego musicalu "Hair".

Dzieło Gerome'a Ragniego i Jamesa Rado miało swoją premierę na deskach off-off-broadwayowskiego Public Theatre w Nowym Jorku w 1967 roku. Forman zachwycił się tym musicalem i od kiedy ujrzał go pierwszy raz, zapragnął stworzyć jego ekranizację. Widział jego walory artystyczne, kapitalny wydźwięk piosenek, ale też głębię przesłania, że bycia poza marginesem ogólnie przyjętych norm kończy się tragicznie.

W większości przedstawień granych na całym świecie, za zgodą twórców musicalu, dokonywano przeróbek treści, dostosowując ją do właściwych realiów historycznych chwili. Zawsze jednak byłą to sztuka o buncie młodych, o ich inności, wyglądzie, celach życiowych, a wszystko było diametralnie inne od społecznych norm.

O ile trudno jest pogodzić się z narkotykami czy nagością, które były tak naturalne dla ludzi młodych końca lat sześćdziesiątych, o tyle wartością samą w sobie było pragnienie wolności – tej wolności samostanowienia o sobie, tej wolności bez wojen i światowych konfliktów.

Taki też był "Hair" Formana, którego ostatnie sceny, mimo pokazanej wcześniej tragedii, napawają nadzieją na "lepszą przyszłość" - pokazują bunt młodych żądających zakończenia wojny w Wietnamie. Nadal byli inaczej ubrani, jakby niechlujnie, nadal mieli długie włosy – wtedy długie włosy były głównym wyrazem sprzeciwu pokolenia rodziców. Jednak pod tymi długimi włosami kłębiły się myśli o wiele bardziej humanitarne niż żądania starszych nakazujące podporządkowanie się. Pod tą "brudną powłoką" kryło się czyste uczucie miłości do człowieka. Stąd bunt ten nie mógł być pominięty, niezauważony i Forman zaakcentował go z największą mocą.

Niestety film nie spełnił oczekiwań krytyki. Zauważano jego walory, sprawną reżyserię, dbałość o szczegóły obrazu, wspaniałe aranżacje śpiewanych utworów..., ale czegoś Amerykanom zabrakło w tym filmie.

Może czas był niewłaściwy – okres bez wyraźnych buntów w USA nie sprzyjał akcentowaniu buntowniczych dramatów. Może też wpływ na chłodniejsze przyjęcie miał fakt, że młodzież z okresu "dzieci kwiatów" już przemijała, a sami uczestnicy hipisowskich ruchów powoli stawali się pokoleniem rodziców.

Poza Ameryką film ten jednak miał swoje chwile prawdziwej sławy, bo jeśli dla nich temat już przebrzmiewał, to na przykład w Europie Środkowej i Wschodniej był nadal niezmiernie aktualny. W Polsce "Hair" był żywym przykładem buntu, który niedługo po premierze miał swój wyraz w protestach sierpniowych 1980 roku. Dla nas "Hair" (jakie szczęście, że nie spolszczyliśmy tego tytułu) był dowodem, że bunt i wołanie o wolność mają rację bytu i mogą napełniać nadzieją na spełnienie. Dzięki Formanowi i za to.

PP