more_horiz
Historia

Józef Czapski: tylko Anders wierzył, że Sowieci są zdolni nawet zabijać jeńców

Ostatnia aktualizacja: 13.04.2022 05:50
Posłuchaj archiwalnych wspomnień Józefa Czapskiego, który na rozkaz gen. Władysława Andersa, wyruszył do Moskwy na poszukiwanie zaginionych oficerów z obozu w Starobielsku. Dzisiaj obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej.

Józef Czapski po zwolnieniu z obozu w 1941 roku na mocy układu Sikorski-Majski dołączył do armii generała Władysława Andersa w miejscowości Tockoje. Czapski zauważył wtedy, że wciąż brakuje wielu oficerów, z którymi był w obozie w Starobielsku. W obozie armii Andersa w Tockoje zajmował się przyjmowaniem do wojska napływających z całego ZSRR polskich żołnierzy.

- Nikt nie potrafił odpowiedzieć na te pytania. Wtedy miałem teorię, że jeńców morduje się w okresie największego nasilenia rewolucji. Miałem sakralne przekonanie, że jeńców się nie zabija – mówił Józef Czapski w wywiadzie z 1985 roku dla Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. 

Czapski napisał wtedy list do generała Andersa, którego jeszcze znał sprzed wojny. Zadeklarował, że jest do jego dyspozycji. W tym liście przypomniał o tym, że w 1919 roku udał się do Rosji szukać zaginionych w czasie rewolucji polskich żołnierzy. Wykazał tym samym, że ma doświadczenie w prowadzeniu takich poszukiwań.

W odpowiedzi Anders mianował Czapskiego Szefem Biura Poszukiwań Zaginionych Oficerów. Na rozkaz generała udał się do Moskwy, by znaleźć więcej informacji.

Posłuchaj fragmentów relacji Józefa Czapskiego z poszukiwań "zaginionych" polskich oficerów:

- Liczyłem na to, że przyjmie mnie Stalin lub Beria. Przecież byliśmy Polakami, którzy walczą przeciwko Hitlerowi, przymykając oczy na to, co się dzieje w Rosji Radzieckiej – wyjaśniał Józef Czapski. 

W Moskwie Czapskiemu nie udało się spotkać z najwyższymi przedstawicielami władz ZSRR. Spędził tam kilka tygodni, walcząc z niechęcią władz do udzielania informacji na temat losu "zaginionych" polskich oficerów. Wojskowi i oficerowie NKWD twierdzili, że nie są w stanie mu pomóc lub nie posiadają takiej wiedzy. Niektórzy z nich utrzymywali, że mogą udzielić takich informacji, jednak najpierw muszą przejrzeć dokumenty, po czym już się nie odzywali. W odpowiedzi na prośbę o spotkanie z Berią lub Stalinem usłyszał, że nie rozmawiają oni z żołnierzami posiadającymi stopień niższy niż generał.

- Dwadzieścia lat po rewolucji zupełnie nie wyobrażałem sobie tego, żeby ci wszyscy ludzie mieli zostać zlikwidowani. Nikt w to nie wierzył poza Andersem, który był przekonany, że wszystko jest możliwe – mówił Józef Czapski.

Katyń, Charków, Miednoje, Bykownia... Tragedia, która dotknęła cały polski naród. Zbrodnia, która pochłonęła 21 857 ofiar. Planowa eksterminacja polskiej inteligencji. Żołnierze, urzędnicy, literaci, matematycy, księża, policjanci, pogranicznicy, lekarze, adwokaci, inżynierowie, poeci, naukowcy... Zabijano strzałem w tył głowy, z rękoma związanymi za plecami, z ustami zakneblowanymi trocinami.

Wiosną 1940 roku na polityczne zlecenie ścisłego kierownictwa Biura Politycznego Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) NKWD zamordowała ponad 20 tysięcy Polaków. Na mocy rozkazu Stalina w lesie katyńskim zginęło ponad 4 tysiące osób, w Charkowie - 3,8 tysięcy, w Miednoje - 6 tysięcy, w łagrach zaś na terenach zajętych przez ZSRS - ponad 7 tysięcy.

Jeńcy byli zabijani strzałem w tył głowy, ciała zakopano w masowych grobach. Eksterminacja policjantów, funkcjonariuszy Korpusu Ochrony Pogranicza i żołnierzy była częścią planu wyniszczenia polskiej inteligencji. Miało to ułatwić komunistom indoktrynację polskiego społeczeństwa i było elementem budowy socjalistycznego świata.

Zbrodnia ukrywana przez Związek Sowiecki ujrzała światło dzienne w 1943 roku, ale dopiero w latach 90. XX wieku Rosjanie przyznali się do politycznej odpowiedzialności za dokonanie tego makabrycznego mordu. Mimo tego władze w Moskwie do tej pory nie chcą uznać zbicia 20 tysięcy Polaków za ludobójstwo.

im