more_horiz
Historia

Przeganianie złodziei, oswajanie blokowiska. Posłuchaj radiowych opowieści Mirona Białoszewskiego

Ostatnia aktualizacja: 30.06.2022 05:57
- "Panie, pan tu pilnuje?" Mówię, że nie. "Bo trzeba milicję zawołać!" Po co? "Bo tam sklep okradają!" Nasłuchuję i słyszę, ktoś piłuje… - opowiadał Miron Białoszewski o swoim nocnym spacerze w okolicach Konstancina pod Warszawą. Takich barwnych, z aktorską swadą przedstawionych historii znakomitego poety zachowało się w archiwum Polskiego Radia znacznie więcej.
Miron Bialoszewski w swoim mieszkaniu, Warszawa 1974 r.
Miron Bialoszewski w swoim mieszkaniu, Warszawa 1974 r. Foto: Aleksander Jalosinski / Forum

Posłuchaj
26:54 miron białoszewski (3)___d 43599_tr_0-0_99317061fa93fd9[00].mp3 Nagranie w mieszkaniu Mirona Białoszewskiego w Warszawie na ul. Lizbońskiej. Obecni są: prof. M. Janion, prof. M. Żmigrodzka, M. Baranowska oraz sam poeta. Fragm. audycji Marii Jęczmyk z cyklu "Radiowe portrety pisarzy" (PR, 2.07.1981)

08:14 głos pisarza - miron białoszewski___pr iii 100847_tr_0-0_997312823e4afe5[00].mp3 "Głos pisarza. Miron Białoszewski". Audycja Grażyny Gronczewskiej złożona z wypowiedzi archiwalnych poety (PR, 1987)

 "Ej, kto tam się dobiera do sklepu!?"

Miron Białoszewski, jak mówił, chętnie chodził na noce konstancińskie spacery. Zanim jednak pojawili się złodzieje, były psy i krowy.

- Idzie się, idzie. O, boczna droga. Ale są psy. Ale nie szczekają. Śpią. Mija się zagrodę jedną, drugą. Nagle przebudził się. Hau, hau, hau! Przebudził drugiego. Hau, hau, hau! - opowiadał przed radiowym mikrofonem poeta.

- Raz wyszedłem w nocy o dwunastej, w październiku. Była czarna noc. Skręciłem ku wsi, ku krowom, które spały (kiedyś nie spały, bo była ciepła noc i one takie natchnione, jak w transie, wychodziły z obory). Idę kocimi łbami i jedno z drzew nagle ruszyło z miejsca. Myślę: "Czy ono idzie do mnie czy ode mnie?". Trochę się chwieje, myślę: "Pewnie pijane". Idę, drzewo coraz bliżej i do mnie: "Panie, pan tu pilnuje?" Mówię, że nie. "Bo trzeba milicję zawołać!" Po co? "Bo tam sklep okradają!" Nasłuchuję i słyszę, ktoś piłuje…

Mężczyzna, wzięty w nocy za drzewo, zaczął tłumaczyć Mironowi, że złodzieje grozili mu, więc się wycofał z odstraszania. Poeta wziął więc sprawy w swoje ręce.

- Poszedłem, zbudziłem dwie znajome i naradzamy się. Ale wcześniej zawołałem do tych złodziei: "Ej, kto tam się dobiera do sklepu!?" A oni dalej piłowali – opowiadał.

Ciąg dalszy tej historii w radiowym nagraniu, zdradzić jednak można, że nocne pohukiwanie Mirona Białoszewskiego na złodziei przyniosło, w dalszej perspektywie, dobroczynny skutek...

"Całe schody grały chrapaniem"

Inna opowieść dotyczyła czasu, w którym Miron Białoszewski mieszkał w kamienicy przy pl. Dąbrowskiego w Warszawie (lata 60. i 1. poł. lat 70. XX w.).

- Byli tam tacy stróże od sklepów. Mieli siedzieć na podwórku, na tyłach Marszałkowej, żeby sklepów nie okradali. Ale trudno im było tak usiedzieć na schodach, ciepło tam było. No to kładli się na poręczach cieniutkich i chrapali. Całe schody grały tym chrapaniem, aż człowieka rozbierało, takiej grypy się dostawało od tego chrapania - wspominał poeta.

Jak przyznał, odwiedzający go przyjaciele próbowali nawet naśladować to "chrapanie na poręczach", ale "nie dorównywali" stróżom. - Raz w nocy wchodzę do klatki schodowej, a tam ci stróże zrywają się, bo myślą, że to kontrola… Po paru latach jednak okradziono sklep naprzeciwko moich schodów i potem tych stróżów nie było. Zdaje się, że bez stróżów mniej kradli.

"Stałem w małym ogonku za serem i kefirem"

Z mieszkaniem Mirona Białoszewskiego przy pl. Dąbrowskiego (które dzielił ze swoim partnerem - malarzem Leszkiem Solińskim), a potem przy Lizbońskiej wiąże się ciekawa, towarzysko-intelektualna, tradycja wtorkowych spotkań. Przyjaciele poety zbierali się, by rozmawiać, słuchać nowych utworów Mirona i jego opowieści, śmiać się.

W archiwum Polskiego Radia zachowały się nagrania z udziałem owej grupy szczęśliwców, którzy mieli okazję uczestniczyć we wtorkach u mistrza. Byli wśród nich literaturoznawczynie prof. Maria Janion i prof. Maria Żmigrodzka, Małgorzata Baranowska (eseistka i poetka związana z Polskim Radiem), poetka Jadwiga Stańczakowa czy Tadeusz Sobolewski, krytyk filmowy i publicysta.

W jednym z nagrań (powstałych w Aninie, w mieszkaniu przyjaciółki Mirona), w trakcie dyskusji o poezji pojawił się spóźniony Białoszewski, by opowiedzieć m.in. anegdotę o deklamatorce z placu Zbawiciela w Warszawie.


Plac Zbawiciela w Warszawie, przełom lat 50 i 60. XX w. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
  Plac Zbawiciela w Warszawie, przełom lat 50 i 60. XX w. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

- Byłem dwa dni temu w nocy na placu Zbawiciela, stałem w małym ogonku za serem i kefirem. Przede mną stała pani, taka czerwono-fioletowa na buzi, przed nią pan i jeszcze jeden, młody, a z nim, na czele ogonka, dość inteligentnie wyglądająca pani z wielkimi złotymi zausznicami (nawet się przyjrzałem, czy przekłute uszy, ale nie, tak to tylko chytrze wyglądało) - snuł swoją opowieść Miron Białoszewski.

- I ta pani przede mną nagle mówi: "Trzy razy księżyc odmienił się złoty. Juliusz Słowacki! I wiem, kto dostał Nagrodę Nobla. Jestem sprzątaczką, ale wiem: Sienkiewicz za Qvo vadis, Maria Curie-Skłodowska za rad. A kiedy, proszę państwa, Moniuszko podniósł do góry halkę…". A potem dodała: "Gdy na tym piasku rozbiłem namioty...".

Jak przyznał Miron Białoszewski, tak zafascynowała go ta kobieta recytująca w kolejce nocnego sklepu Juliusza Słowackiego, że pragnął zobaczyć ją ponownie. W radiowym nagraniu można usłyszeć również piosenkę o placu Zbawiciela, którą zaimprowizował, ku radości zebranych, Miron.


Posłuchaj
14:43 MIron Anin.mp3 "Miron Białoszewski. Wtorki autorskie". Fragm. audycji Walentyny Toczyskiej z cyklu "Pisarz miesiąca" z udziałem E. Berberyusz, M. Gamdzyk-Kluźniak, A. Żurowskiej oraz, spóźnionych, H. Oberländer i samego poety. Nagranie w mieszkaniu A. Żurowskiej w Aninie (PR, 1979)

14:43 Miron.mp3 "Miron Białoszewski. Życie prywatne". Fragm. audycji Walentyny Toczyskiej z cyklu "Pisarz miesiąca" z udziałem poety, prof. M. Janion, prof. Marii Żmigrodzkiej, M. Baranowskiej, A. Żurowskiej i J. Stańczakowej. Nagranie w Domu Związku Literatów w Oborach (PR, 1979)

  

"Myślałem, że tu nie będę się starzał"

Historii Mirona Białoszewskiego związanych z Warszawą i jego kolejnymi warszawskimi adresami zachowało się oczywiście znacznie więcej.

- Jak się sprowadziłem na Saską Kępę, pomyślałem sobie: "Dobrze, dobrze, ale mam obok Grochów. Co zrobić z Grochowem?". Nie przewidziałem tego, trzeba go zasymilować. Wsiadłem w tramwaj, pojechałem, patrzę. Tu ładnie, tam ładnie, brzydko, ładnie, upał i akacje, szafa w oknie, latarnia, idzie pani, idzie pan, wchodzi. Myślę sobie: "Ooo, ładnie, ładnie" - opowiadał poeta w jednym z radiowych nagrań.

W innej audycji natomiast mówił o bloku przy Lizbońskiej, w którym zamieszkał od 2. poł. lat 70. - Kiedy już się wprowadziłem, myślałem, że tu nie będę się starzał. Że to wszystko jest tutaj takie na niby, jakieś sztuczne, nie należy do rzeczywistości. Okazuje się, że jednak nie. Że i tutaj się starzeję.

Przeprowadzka z trzeciego piętra kamienicy przy placu Dąbrowskiego, z samego centrum miasta, do wielkiego bloku nie należała do łatwych. - Tutaj jest co prawda widok na świat, ale z dziewiątego piętra, czyli jak przed odwróconą lornetkę, wszystko w powiększeniu. Widać ileś ludzi idących ścieżkami do pracy, jak mrówki. Ileś dzieci. Ileś psów wyprowadzanych naraz.

W końcu, jak przyznał poeta, oswoił to nowe miejsce. A w ogromnym bloku, w którym mieszkał, zafascynował go m.in. korytarz awaryjny, łączący (na ostatnim, jedenastym piętrze rozległego budynku) wszystkie klatki mrówkowca. - Chodziłem tam na noce spacery. Błąkały się tam dziwne echa, nie byłem przyzwyczajony do tej akustyki. Robiło to na mnie duże wrażenie.


Spektakl "Imiesłów". Miron Białoszewski w roli tytułowej, 1961 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Spektakl "Imiesłów". Miron Białoszewski w roli tytułowej, 1961 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

"Z każdej szarości potrafił wydobyć błysk"

Czytelnicy Mirona Białoszewskiego, słuchając jego radiowych opowieści, rozpoznają wśród nich znane z dzieł mistrza tematy i miejsca. Sytuacja ze złodziejami nocnego sklepu została literacko przetworzona w wierszu "Kradzież na jesiennych wczasach", zaś o długim korytarzu łączącym wszystkie klatki bloku przy Lizbońskiej możemy przeczytać choćby w tomie "Chamowo".

- Podziwiam jego fenomenalną pamięć do dialogów, do sytuacji. Jeśli gdzieś jesteśmy razem, coś się dzieje i gada się o rożnych rzeczach, to zostaje później przez niego zapisane - opowiadała w Polskim Radiu Jadwiga Stańczakowa o pasji Mirona do tych charakterystycznych dla niego "relacji z codzienności".

- Jego magia polegała na tym, że z każdej szarości potrafił wydobyć błysk. Widział w rzeczywistości coś, czego na ogół ludzie nie zauważają - dopowiadała w innej audycji Małgorzata Baranowska. - Potrafił tonem nonszalanckiej swobody mówić o wszystkim. Pisać o sobie samym i podstawowych ludzkich doświadczeniach, które zdawać by się mogło, do tego się nie nadają. I w tym jest, jeśli chodzi o naszą literaturę, niemal bezkonkurencyjny.

Sam zaś Miron Białoszewski, mówiąc o trudach konstruowania swoich "donosów rzeczywistości", przyznawał: - O wszystkim można pisać, tylko musi się wpaść w odpowiedni moment. I trzeba mieć narzędzia do tego. To może być jakaś akcja, jakieś spięcie. Złapanie dwóch-trzech elementów, zakręcenie ich o siebie. To się nigdy nie komponuje samo.

***

Czytaj także:

***

30 czerwca 2022 roku obchodzimy 100. rocznicę urodzin Mirona Białoszewskiego (źródła wskazują na 30 czerwca, ale i na 30 lipca, a rozbieżności wynikają z zaginięcia metryki) - znakomitego poety i prozaika, a także człowieka teatru.

Białoszewski należał do tzw. pokolenia "Współczesności", debiutował w krakowskim "Życiu Literackim" w 1955 roku, rok później ukazał się jego pierwszy tomik - "Obroty rzeczy". Potem wyszły m.in. "Rachunek zaściankowy" (1959), "Mylne wzruszenia" (1961) oraz "Było i było" (1965), które przyniosły mu rozgłos.

Wiosną 1955 roku Białoszewski stał się współzałożycielem "Teatru na Tarczyńskiej", gdzie wystawiał swoje programy sceniczne m.in. sztuki "Wiwisekcja" i "Osmędeusze". Po rozpadzie tego Teatru poeta założył w mieszkaniu przy pl. Dąbrowskiego (z Ludwikiem Herlingiem i Ludmiłą Murawską) Teatr Osobny, który działał do 1963 roku.

W 1970 roku ukazał się "Pamiętnik z powstania warszawskiego", w którym autor, 26 lat po koszmarach wojennych, opisał swoje przeżycia. W następnych latach ukazywały się kolejne tomy jego prozy, m.in. "Donosy rzeczywistości" (1973), "Szumy, zlepy, ciągi" (1976) czy "Zawał" (1977).

jp