more_horiz
Historia

Marek Kotański – życie w służbie wykluczonym

Ostatnia aktualizacja: 19.08.2022 05:35
W 1978 roku w Głoskowie niedaleko Warszawy z inicjatywy psychologa Marka Kotańskiego powstał pierwszy ośrodek Monaru, zajmujący się m.in. terapią i leczeniem uzależnień, a także pomocą dla osób bezdomnych. Dzisiaj mija 20. rocznica jego śmierci.
Marek Kotański w 2000 roku.
Marek Kotański w 2000 roku.Foto: PAP/Przemek Wierzchowski

- Byłem z tymi wszystkim ludźmi, bo byłem z bliźnimi. To był swoisty papierek lakmusowy mojego człowieczeństwa - mówił Marek Kotański na antenie Polskiego Radia.

Urodził się 11 marca 1942 roku jako syn prof. Wiesława Kotańskiego, twórcy polskiej japonistyki. Od 1960 roku studiował psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Po ukończeniu studiów pracował w szpitalu psychiatrycznym w Warszawie i współpracował ze Społecznym Komitetem Przeciwdziałania Alkoholizmowi.

W 1974 roku, podczas pracy w szpitalu psychiatrycznym w Garwolinie, zetknął się z problemem narkomanii. Problemem, który oficjalnie w PRL nie istniał. Kotański postanowił leczyć narkomanię metodą społeczności terapeutycznej. Cztery lata później w zrujnowanym domu w Głoskowie pod Garwolinem otworzył ośrodek dla byłych pacjentów pobliskiego szpitala. Tak powstał Monar.

Z narkomanią związane były inne problemy społeczne: AIDS, bezdomność, alkoholizm.

- Każda droga składa się z porażek i sukcesów. Myślę, że moim wielkim sukcesem było to, że wtedy, kiedy jeszcze nikt w Polsce nie chciał podawać ręki ludziom chorym na AIDS, ja byłem z nimi bardzo blisko – mówił w rozmowie z Markiem Szczęsnym w audycji z cyklu "Na przykład".


Posłuchaj
09:13 testament marka kotańskiego___2535_02_iv_tr_0-0_11942907ff480222[00].mp3 "Testament Marka Kotańskiego" - audycja Marka Szczęsnego. (PR, 22.08.2002)

 

Dzięki zaangażowaniu Kotańskiego i ludzi jemu podobnych w całej Polsce powstawały kolejne ośrodki przeznaczone dla tych, na których społeczeństwo wolało patrzeć tylko kątem oka.

"W kraju, gdzie bardzo głośno mówi się o miłości człowieka, jest jej coraz mniej. Ci, którymi się opiekuję, są jak wyrzut sumienia naszego społeczeństwa" - pisał w 1999 roku.

Praca w ośrodkach wymagała czasu i odporności psychicznej. Ludzie, wśród których działał "Kotan" mieli za sobą trudne życie, często zbaczali ze ścieżki prawa, nierzadko ośrodki Monaru i Markotu były ich ostatnim ziemskim domem.

- Pochód trupów gęstnieje za mną, obracam się w kręgu takich spraw, które często kończą się śmiercią – podkreślał dosadnie na antenie Polskiego Radia.


Posłuchaj
01:07 7dni_Kot_o_narkomanii.mp3 Marek Kotański o problemie narkomanii. Fragment audycji "7 dni w kraju i na świecie" Antoniego Szybisa i Marka Lipińskiego. (PR, 1.04.1990)

 

Przedstawienie Kotańskiego jako postaci pomnikowej byłoby odebraniem mu części tego, co było dla niego najważniejsze – człowieczeństwa. Twórcy Monaru i Markotu zarzucano działanie na granicy prawa, chęć zdobycia rozgłosu i apodyktyczność. Bywał ostry dla swoich podopiecznych, ale jak sam mówił, nie chciał uderzać w człowieka, tylko w  zakorzenione w nim słabości.

Kontrowersyjny wydawać się może także stworzony przez niego swoisty kodeks moralny, który nakazywał np. zerwanie kontaktów całej grupy z osobą, która nie zdołała zachować abstynencji.

"Usunięcie jest - jak sądzę - słusznym wyborem, nakazem moralnym w imię dobra bezbronnej reszty grupy, która walczy o swe życie. Nie można pozwolić, aby rozrywający się granat w ręku jednego człowieka rozerwał ich wszystkich" – pisał.

Życie Kotańskiego przerwał drastycznie wypadek. Gdy starał się ominąć autem pijanego rowerzystę, stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w drzewo. Był 19 sierpnia 2002. Marek Kotański zmarł, ale jego dzieło trwa do dzisiaj.

- Do dziś jest to jedna z największych organizacji, które zajmują się pomocą osobom wykluczonym: uzależnionym od narkotyków i alkoholu, bezdomnym – mówi o Monarze Przemysław Bogusz, autor książki "Kotan. Czy mnie kochasz?".

bm