more_horiz
Historia

Katastrofa, która w PRL zdarzyć się nie mogła

Ostatnia aktualizacja: 22.07.2022 05:55
22 lipca 1977 roku na stacji kolejowej w Zabrzu doszło do zderzenia pociągów. Władze nie ujawniły tego faktu przed społeczeństwem, a śledztwo nadzorowała miejscowa Służba Bezpieczeństwa. Polskie Radio dotarło do nieznanych dokumentów dotyczących tragicznych wydarzeń sprzed lat. 
Dworzec kolejowy w Zabrzu
Dworzec kolejowy w ZabrzuFoto: Wikipedia/domena publiczna

22 lipca 1977 roku komunistyczne władze uroczyście świętowały 25. rocznicę uchwalenia konstytucji PRL. W tym samym dniu, jak co roku, obchodzono także w całym kraju Narodowe Święto Odrodzenia Polski. Upamiętniano w ten sposób ogłoszenie prosowieckiego Manifestu PKWN, de facto zatwierdzonego dwa dni wcześniej w Moskwie przez Józefa Stalina.

Na łamach gazet, przede wszystkim "Trybuny Ludu" (jak określano ją w podtytule "organu Komitetu Centralnego PZPR") od samego rana krzyczały nagłówki w stylu: "Cały kraj obchodzi Święto Odrodzenia", "Spotkania i akademie" czy "Z woli i trudu Polaków".

Były wakacje. Część tematów dotyczyła trwających wówczas żniw i siłą rzeczy także pogody. "Trybuna Ludu" zapowiadała, że nadchodzący weekend będzie raczej pochmurny, z temperaturą maksymalną od 20 do 25 stopni Celsjusza na południu kraju.

Okładka teczki operacyjnej Służby Bezpieczeństwa Okładka teczki operacyjnej Służby Bezpieczeństwa

Kryptonim "Katastrofa"

Był piątek, 22 lipca 1977 roku. Godzina 4.55. Na jednym z torów pod semaforem wjazdowym na stację PKP w Zabrzu stał pociąg osobowy relacji: Dęblin-Gliwice. Czekał na sygnał od dyspozytora. Na ten stojący pociąg najechał z tyłu pospieszny relacji: Zakopane-Poznań. Wśród pasażerów obydwu składów wybuchła panika.

Jak zeznawała osiem godzin później konduktorka pociągu pospiesznego: "Wyszłam z wagonu i dopiero wówczas zobaczyłam z bliska, że lokomotywa naszego pociągu wjechała do wagonu pociągu stojącego przed nami. Wagon uszkodzony był uniesiony ku górze, dół pociągu był porozrywany, na oknach tego wagonu wisiało trzech okrwawionych pasażerów. Żołnierze jadący w naszym pociągu pospieszyli na ratunek i z uszkodzonego pociągu usuwali blachy i deski, by umożliwić wejście do rannych".
W katastrofie w Zabrzu zginął mężczyzna, a czterdzieści sześć osób zostało rannych, w tym kilka ciężko. Esbecy nie pozwalali fotografować miejsca zderzenia pociągów. Zabierali filmy z aparatów tych świadków, którzy ośmielili się ów zakaz złamać. Wszystkie czynności drobiazgowo protokołowano.

Niespełna cztery miesiące później skazano maszynistę pociągu pospiesznego. Wyrok: dwa i pół roku więzienia oraz nakaz zapłaty kosztów postępowania sądowego.

Dokumenty operacyjne Służby Bezpieczeństwa o kryptonimie "Katastrofa" Dokumenty operacyjne Służby Bezpieczeństwa o kryptonimie "Katastrofa"

Milczenie, cenzura i propaganda

Dlaczego katastrofa, do której doszło 22 lipca 1977 roku, nie została upubliczniona? Pierwszą przyczyną – pragmatyczną – było pokazywanie PRL jako kraju mlekiem i miodem płynącego, w którym takie tragedie jak katastrofy kolejowe po prostu się nie zdarzają. A nawet jeśli już, to władza ludowa nad wszystkim czuwa. Stąd też na łamach prorządowej "Trybuny Ludu" pisano 26 lipca 1977 roku o katastrofie samolotu w Chile i o wypadku drogowym w Meksyku. O sytuacji na polskich drogach wspominano w kontekście trwającej akcji: "Uwaga! Bądź przezorny na drodze".

Drugą przyczyną milczenia na temat katastrofy z 22 lipca 1977 roku, nie mniej istotną, była zawodność wyprodukowanego w ZSRR sprzętu, który nawigował ruch pociągów w Zabrzu i w efekcie mógł doprowadzić do zderzenia pociągów. Część tego systemu pochodziła jeszcze z lat 50. ubiegłego wieku. Informacje na ten temat podawali zarówno tajni współpracownicy bezpieki, jak i świadkowie. Ten element jednak zupełnie pominięto podczas procesu skazanego maszynisty, bo w tym wypadku obowiązywała lojalność wobec sojusznika...

Utajniony dokument SB w sprawie katastrofy kolejowej z 22 lipca 1977 roku Utajniony dokument SB w sprawie katastrofy kolejowej z 22 lipca 1977 roku

Szkice i zdjęcia zniknęły

Tydzień po katastrofie na łamach "Trybuny Ludu" ukazał się krótki reportaż zatytułowany: "Na kolejowym szlaku. Technika i ludzie". Reporterka gazety wyruszyła w podróż pociągiem pospiesznym z Warszawy do Gdyni. Co ciekawe, opisała w swoim tekście podobną sytuację jak ta, do której doszło podczas katastrofy w Zabrzu. Wspomniała m.in. system zabezpieczający przed zderzeniem pociągów, czyli tak zwaną blokadę półsamoczynną.

Jak stwierdzał rozmówca "Trybuny Ludu", system ten nie pozwala podjąć sygnału "wolna droga", dopóki sąsiednia stacja nie zawiadomi, że poprzedni pociąg został przyjęty i tor jest wolny. W Zabrzu ten system - według zeznań świadków – mógł nie zadziałać.

W aktach sprawy prowadzonej przez Służbę Bezpieczeństwa wspomniano, że w ramach prowadzonego śledztwa wykonano szkic miejsca katastrofy i dokumentację fotograficzną. W odnalezionych przez Polskie Radio materiałach IPN ich nie ma. Brakuje też informacji, co się z nimi stało.

Piotr Litka