more_horiz
Historia

Bitwa Warszawska pokazała fenomen mobilizacji społeczeństwa

Ostatnia aktualizacja: 15.08.2022 06:00
 - Przydzielony do 2 Pułku Piechoty znalazłem w nim 500 starych żołnierzy i około 2 tysięcy ochotników – studentów, uczniaków, harcerzy siedemnasto-osiemnastoletnich, którzy po raz pierwszy trzymali w ręku karabin i strzelać ani bić się nie umieli– wspominał Józef Werobej, oficer Brygady Syberyjskiej. Ci zwykli ludzie obronili Polskę przed bolszewikami.
Pododdział Legii Obywatelskiej podczas składania raportu we Lwowie w 1920 roku.
Pododdział Legii Obywatelskiej podczas składania raportu we Lwowie w 1920 roku.Foto: Wojskowe Biuro Historyczne/Centralne Archiwum Wojskowe

W drugiej połowie 1920 roku wojna polsko-bolszewicka zaczęła przybierać katastrofalny obrót. Wojsko Polskie było zmuszone do cofania się przed naporem Armii Czerwonej, która na froncie walki z Polską dysponowała dwukrotną przewagą nad przeciwnikiem i zapleczem niewyczerpanych zasobów ludzkich sowieckiej Rosji.

W tej sytuacji w mobilizację społeczeństwa zaangażowały się wszystkie – poza komunistami – ugrupowania polityczne. Podjęto decyzję o spożytkowaniu entuzjazmu społecznego do walki z bolszewikami.

Rada Obrony Państwa wystosowała apel: "Obywatele Rzeczypospolitej! Ojczyzna w potrzebie! wzywającą wszystkich zdolnych do noszenia broni, by dobrowolnie zaciągali się w szeregi armii, stwierdzając, że za ojczyznę każdy w Polsce z własnej woli gotów złożyć krew i życie". Na ulicach miast zaczęły pojawiać się plakaty zachęcające do wstępowania w szeregi Armii Ochotniczej.


Bitwa Warszawska 1200.JPG
Bitwa Warszawska - posłuchaj wspomnień świadków

Najsłynniejszy z nich był wzorowany na francuskich, brytyjskich i amerykańskich afiszach z czasów I wojny światowej. Przedstawiał dowódcę formacji wskazującego palcem w stronę czytelnika z apelem „Wstąp do Armii Ochotniczej”. Tym dowódcą był Józef Haller. Obdarzony talentem oratorskim, głęboko religijny i otoczony nimbem dowódcy najlepiej uzbrojonej formacji w szeregach Wojska Polskiego cieszył się sympatią społeczeństwa, co predestynowało go do roli  Inspektora Armii Ochotniczej.

Cisza przed burzą

Druga fala zgłoszeń nastała, gdy bolszewicy zbliżyli się do Warszawy. Gdy Edgar Vincent D’Abernon, przewodniczący przybył w drugiej połowie lipca 1920 roku do Warszawy, zadziwiła go niefrasobliwość, z jaką mieszkańcy stolicy przyjmują konflikt z bolszewikami. Front był jeszcze daleko, a wojna toczyła się na Kresach od końca 1918 roku. Nie zdawano sobie jeszcze sprawy z zagrożenia.

Historia przyspieszyła na początku lipca, kiedy ruszyła wielka ofensywa Michaiła Tuchaczewskiego. Jeden po drugim padały kolejne punktu oporu, a Wojsko Polskie musiało wycofywać się na całej linii. Gdy na początku sierpnia padł Brześć i bolszewicy przekroczyli Bug – ostatnią naturalną przeszkodę na drodze do Warszawy, zagrożenie stało się realne.

Tysiące dzielnych żółtodziobów

Na apel Rady Obrony Państwa odpowiedziały tysiące. W pierwszych dwóch tygodniach Armia Ochotnicza liczyła już 35 tys. ludzi. Do końca września osiągnęła liczebność 105,7 tys. żołnierzy. Biorąc pod uwagę fakt, że pobór ograniczał się wówczas właściwie do zachodniej części byłej Kongresówki, mobilizacja była olbrzymia.

Do tego doliczyć trzeba harcerzy, którzy utworzyli bataliony strażnicze, obsadzając strategiczne obiekty daleko od frontu. W budowę umocnień pod Warszawą zaangażowali się stołeczni Żydzi, a obsadziły je bohaterki z Ochotniczej Legii Kobiet. Napływali  też ochotnicy z Polonii.


Budionny 1200.png
Bitwa Warszawska zaczęła się pod Beresteczkiem i Brodami

- Wyruszyliśmy na front nie całkowicie gotowi, bez taborów. Dopiero pod Brodami przydzielono nam cztery kuchnie polowe. Ale zdarzyły się i wyjątkowe rodzynki. Kompanię 12 około 270 ludzi składała się całkowicie z hallerczyków z frontu zachodniego. Oczekiwali oni na powrót do domów, do Ameryki. Ulegli jednak ogólnej atmosferze entuzjazmu obrony i zgłosili się w tej chwili krytycznej na ochotnika. Z przyjemnością patrzyłem na tą wyborową kompanię maszerującą z własnym sztandarem. W walkach nigdy nie zawiodła. Straty jej wynosiły ponad 100 ludzi – wspominał Józef Werobej.

Weteran Dywizji Syberyjskiej, który przez Władywostok przedostał się do Polski wyjaśniał, że taka współpraca doświadczonych i niedoświadczonych żołnierzy przynosiła pozytywne skutki.

- W innych kompaniach, starzy i młodzi, szybko się zespoili. Młodzi z nabożeństwem słuchali rozkazów Sybiraków, ci zez swej strony podciągali się jeszcze bardziej. Z politowaniem, ale i z wielką troską patrzyli oficerowie na nieporadnego nieraz młodego niewyćwiczonego żołnierza, którym za kilka już przecież dni, mieli przeciwstawić się nawale bolszewickiej.

Więcej archiwalnych nagrań na stronie www.bitwa1920.gov.pl.

src=" //static.prsa.pl/18c6af74-3478-4b75-bc41-37b63c3bea80.file"

 bm