more_horiz
Historia

Klęska Wielkiej Armady. Tak narodziła się potęga Anglii

Ostatnia aktualizacja: 08.08.2022 05:40
Przegrana potężnej hiszpańskiej flotylli oznaczała nie tylko militarną porażkę iberyjskiego mocarstwa. W starciu na wzburzonych wodach kanału La Manche narodził się nowy światowy gracz, który w przeciągu czterech wieków miał wyrosnąć na najrozleglejsze imperium, jakie widział świat.
Starcie okrętów Wielkiej Armady ze jednostkami angielskimi. Obraz holenderskiego malarza Aerta Anthonisza
Starcie okrętów Wielkiej Armady ze jednostkami angielskimi. Obraz holenderskiego malarza Aerta AnthoniszaFoto: Rijksmuseum/dp

434 lata temu, 8 sierpnia 1588, rozegrała się bitwa pod Gravelines, która okazała się decydującym starciem podczas operacji hiszpańskiej Wielkiej Armady przeciwko Anglii. Klęska zmusiła potężną flotę do opuszczenia kanału La Manche.

Wielka rywalizacja

Wielkie odkrycia geograficzne i potężne zyski czerpane z eksploatacji ziem Nowego Świata uczyniły z Hiszpanii pierwsze mocarstwo światowe. Bogactwa kusiły jednak również konkurentów. Spośród nich najambitniejsza była protestancka Anglia. Choć władająca nią królowa Elżbieta miała świadomość, że ubogie protestanckie państwo nie może jeszcze mierzyć się z katolicką potęgą, to półjawnie wspierała działania piratów, którzy grabili hiszpańskie konwoje wypchane po brzegi niezliczonymi bogactwami nowego świata. Obie strony wiedziały jednak, że ten stan niewypowiedzianej wojny nie może trwać wiecznie.

- Bezpośrednią przyczyną wielkiego konfliktu były tłumione w sposób okrutny przez Hiszpanów powstanie Niderlandów, z którymi Anglicy utrzymywali bliskie i przyjazne stosunki, a także ścięcie szkockiej królowej, katoliczki Marii Stuart, szukającej pomocy i azylu w Anglii, a znajdującej w niej więzienie w twierdzy Tower – mówił prof. Tadeusz Rosłanowski w audycji z cyklu "Kronika dwóch tysiącleci".


Posłuchaj
02:40 wiek xvi - lata 1580-1590___1289_00_iv_tr_0-0_1079861398017646[00].mp3 Klęska hiszpańskiej Armady - fragment audycji z cyklu "Kronika dwóch tysiącleci". (PR, 14.05.2000)

Dawid i Goliat

Flota, która 30 maja 1588 wypłynęła pod dowództwem księcia Medina-Sidonia w kierunku kanału La Manche liczyła 65 galeonów i uzbrojonych dużych statków kupieckich, 25 transportowców, wiozących artylerię lądową i tabory, 32 mniejszych statków, czterech galer i czterech galeas – odpowiedników dzisiejszych okrętów liniowych. Armada dysponowała siłą ognia 2431 dział. Na pokładach, poza dziewięcioma tysiącami marynarzy, było 20 tys. żołnierzy gotowych do desantu i… 180 księży, którzy mieli nawracać angielskich heretyków. Zadaniem Wielkiej Armady było opanowanie kanału La Manche, co z kolei było warunkiem przeprowadzenia desantu na Wyspy Brytyjskie – inwazji miała dokonać licząca ponad 30 tys. żołnierzy zgromadzona pod Dunkierką.

Anglicy mogli przeciwstawić Hiszpanom w pośpiechu utworzoną flotę złożoną z 191 okrętów, w większości dozbrojonych statków handlowych. Elżbieta zdążyła przekierować środki finansowe na budowę floty tylko dzięki znakomitym danym wywiadowczym, informującym o planach Hiszpanów, a dostarczonym przez siatkę szpiegów utworzoną przez Williama Cecila. Anglików wpierali Holendrzy ze swoimi 60 okrętami. Wśród kapitanów angielskich znaleźli się piraci, którzy od lat mieli do czynienia z hiszpańską flotą, tacy jak legendarny Francis Drake.

- Hiszpanie nie znali się na rozbójnictwie morskim, walczyli w tradycyjnym stylu. Kaprowie byli na usługach angielskich – wskazywał prof. Janusz Tazbir w audycji Andrzeja Sowy z cyklu "Historia na opak". 


Posłuchaj
28:53 wielka armada zwycięża___915_96_iv_tr_0-0_1032861197ffcc23[00].mp3 Audycja historyczna opisująca losy Europy w przypadku, gdyby w roku 1588 zwyciężyła hiszpańska Niezwyciężona Armada. Gośćmi red. Andrzeja Sowy są dr Janusz Osica i prof. Janusz Tazbir. (PR, 25.02.1996)

 

Ognista pułapka w Calais

Korsarze, zaprawione w walkach z silniejszym przeciwnikiem wilki morskie, realizowali w walkach z Wielką Armadą swoją dotychczasową taktykę, unikając walnej bitwy. Hiszpanie sami ułatwiali im zadanie. Ich flotylla poruszała się ociężale, bo dowództwo zdecydowało się przyjąć szyk półksiężyca. Pozwalał on chronić charakteryzujące się małą zwrotnością statki transportowe, ale ograniczał też możliwości manewru do minimum. Małe, zwrotne zespoły okrętów angielskich znakomicie radziły sobie z eliminowaniem jednostek wroga na flankach formacji.

6 sierpnia okręty Wielkiej Armady zawinęły do Calais, by uzupełnić zapasy i oczekiwać tam na armię inwazyjną. Następnego dnia Anglicy, korzystając z przychylnego wiatru, wypuścili na zakotwiczone okręty wroga osiem płonących statków. Armada musiała opuścić kotwicowisko, a na otwartych wodach czekały już na nią okręty angielskie.

Długi powrót do domów

Prawdziwa klęska dotknęła Hiszpanów dopiero w następstwie bitwy pod Gravelines. Armady nie pokonali bowiem sami Anglicy – zwyciężyły ją siły przyrody. Najważniejszym skutkiem ognistej pułapki zastawionej przez piratów królowej Elżbiety było to, że Hiszpańskie okręty zmuszone były odciąć kotwice, by z niej uciec. Wielka Armada straciła resztki swoich możliwości manewrowych, zdana na zmienne wiatry kanału La Manche.

W tej sytuacji książę Medina-Sidonia podjął jedyną logiczną, a mimo to tragiczną w skutkach decyzję. Rozkazał wydostanie się z kanału na wschód i powrót do Hiszpanii okrężną drogą – wokół Wysp Brytyjskich. Dzięki temu Armada uniknęła utknięcia pod lufami angielskimi na wąskich wodach między Anglią i Francją, ale ryzykowała długi i niebezpieczny rejs. To właśnie w jego trakcie rozpadło się to, co pozostało z potęgi Wielkiej Armady. Niesprzyjające wiatry i prądy morskie, skaliste mielizny, a przede wszystkim braki w zaopatrzeniu wyniszczyły doszczętnie hiszpańską flotę. Na Półwysep Iberyjski  pod koniec września powróciło zaledwie nieco ponad 60 okrętów. Co gorsza, marynarze, którzy przeżyli, byli tak wyczerpani szkorbutem i innymi chorobami, że nie nadawali się do dalszej służby.

Świt nowej potęgi

Klęska Wielkiej Armady oznaczała załamanie dominacji Hiszpańskiej na morzach i świt nowej potęgi – Anglii, a później Wielkiej Brytanii. Oznaczała też przełom w dziejach całej cywilizacji zachodniej.

"Była to bitwa dwóch różnych organizacji życia społecznego, różnego pojmowania stosunku między władzą, a obywatelem, odmiennego widzenia roli jednostki i dwóch różnych mentalności. Można powiedzieć, że było to starcie feudalnej, średniowiecznej jeszcze Hiszpanii z nowoczesną, zwiastującą już epokę kapitalizmu, banków, handlu i przemysłu Anglią. A można też powiedzieć, że to była walka dumnych, wiernych zasadom rycerskiego honoru grandów hiszpańskich z kupczykami korzennymi, z lichwiarzami i rozbójnikami morskimi. Jakkolwiek byśmy to nazwali, jedno jest pewne: starły się orężnie dwa różne społeczeństwa, dwie niezgodne formacje umysłowe i psychologiczne" pisał Kazimierz Dziewanowski o starciach z Wielką Armadą w dziele "Brzemię Białego Człowieka. Jak zbudowano Imperium Brytyjskie".

- Zwycięstwo Wielkiej Armady pozwoliłoby opanować Anglię na dwa-trzy pokolenia. Spowolniłoby ją w wyścigu kolonialnych potęg, ale by jej nie zastopowało. Hiszpania posiadała pewną organiczną nieumiejętność do utrzymania pozycji hegemona, nie umiała skutecznie opanować obszarów, które znajdowały się pod jej kontrolą, nie potrafiła też skutecznie korzystać z bogactw, które one przynosiły – oceniał prof. Janusz Tazbir.

bm