more_horiz
Historia

Szwedzi (już nie) w Warszawie

Ostatnia aktualizacja: 01.07.2022 05:55
366 lat temu wojska polsko-litewskie odbiły Warszawę z rąk szwedzkich. W ten sposób zakończył się trwający niemal rok okres okupacji (nie ostatni w czasie potopu), charakteryzujący się bezprecedensową grabieżą. 
Warszawa w XVII wieku na miedziorycie Jakoba Hoefnagela.
Warszawa w XVII wieku na miedziorycie Jakoba Hoefnagela.Foto: Polona.pl/dp

Warszawa znajdowała się pod szwedzką okupacją od 8 września 1655 roku. Podobnie jak niemal całe Pomorze, Wielkopolska, Mazowsze i Małopolska znalazła się we władaniu Karola Gustawa.

Ujscie Brandt 1200.png
Kapitulacja pod Ujściem. Potop szwedzki zaczął się od sromotnej klęski Polaków

Mimo tych początkowych sukcesów, w czerwcu 1656 roku potop szwedzki znacznie wyhamował. Doszło nawet do tego, że wojska Karola Gustawa zostały zapędzone w pułapkę w widłach Wisły i Sanu. Szwedzkiemu królowi udało się ujść z pułapki, ale zagrożony działaniami polsko-duńskimi musiał wycofać się z większością sił do Wielkopolski. Siły Rzeczpospolitej wykorzystały tę sytuację do odbicia stolicy. Najpierw pod Warszawę, od strony Pragi, dotarły siły hetmana wielkiego litewskiego Pawła Sapiehy.

Dwa miesiące oblężenia 

- Prawdą jest, co pisze Sienkiewicz, że Sapieha nie dbał zbytnio o bezpieczeństwo swych wojsk. Istotnie, Szwedzi zadawali przykre porażki Litwinom, a podczas jednego z wypadów omal nie porwali pijanego Sapiehy z namiotu – wskazywał prof. Władysław Czapliński w audycji z cyklu "Glosa do Trylogii". 


Posłuchaj
08:38 glosa do trylogii - potop___odbicie stolicy.mp3 Gawęda prof. Władysława Czaplińskiego na temat wydarzeń potopu latem 1656 roku. (PR, 21.09.1972)

 

Oblężenie Warszawy trwało dwa miesiące. Wojska koronne i litewskie niewiele mogły zdziałać przeciwko obwarowanej w stolicy szwedzkiej załodze, która liczyła około 2000 żołnierzy.

Impas przełamało dopiero przybycie spod Lwowa artylerii 27 czerwca. Działa zmieniły sytuację diametralnie. Ich przybycie pozwoliło oblegającym na bardziej ofensywną postawę. Decydujący okazał się szturm przeprowadzony 29 czerwca.

- Najsilniejsze uderzenie szło od Krakowskiego Przedmieścia. Tu uderzały oddziały czeladzi i chłopstwa. Oddziałom tym przewodził według źródeł Andrzej Zalski, żołnierz chorągwi kasztelana halickiego. Szturm miał miejsce w nocy - wskazywał prof. Władysław Czapliński. 

Z rąk do rąk

Nad ranem, 30 czerwca, Szwedzi podjęli rozmowy rozejmowe, godząc się na wszystkie warunki.

- Król kazał wstrzymać szturm, ale żołnierze nie chcieli go wysłuchać. Kiedy na miejsce przybyli dowódcy, by wstrzymać ochotników, doszło do tumultu. Dość powiedzieć, że hetmana litewskiego Gosiewskiego zrzucono z konia, na hetmana koronnego, jak podaje źródło "posypały się gęsto kamienie i obuchy", pod Stefanem Czarnieckim zabito konia. Ostatecznie hetmani powstrzymali bunt jedynie obietnicą, że wypłaci się ochotnikom 40 tys. złotych z królewskiej kasy – dodawał historyk.

Warszawa nie cieszyła się długo wolnością. Już pod koniec lipca pod stolicę nadciągnęła z powrotem szwedzka armia. Przegrana bitwa (największe starcie potopu) w dniach 28-30 lipca zmusiła Jana Kazimierza do ponownego opuszczenia miasta. Polska załoga powróciła w mury miasta 1 września. Jak się okazało, mieszkańcy stolicy dostali niespełna rok, by odetchnąć  z ulgą. W czerwcu 1657 miasto Warszawę zajął sprzymierzony ze Szwedami książę siedmiogrodzki Jerzy Rakoczy. Nie pozostał tam jednak na długo. Pod koniec czerwca Warszawa była wolna.

Henryk Sienkiewicz - zobacz serwis specjalny

Ogołocone miasto

Miasto, które w końcu opuścili wrogowie znacznie różniło się od tego, które poddawało się Szwedom rok wcześniej. Z ponad 1000 budynków pozostało nieco ponad 300.

Najeźdźcy stosowali wobec Warszawy regularny szaber, dosłownie ogołacając posiadłość królewską, pałace magnackie, domy zamożnych mieszczan, kościoły i kolegium jezuickie ze wszystkiego, co posiadało jakąkolwiek wartość. Barkami Wisłą, a później statkami do Szwecji odpłynęły liczne obrazy, zdobienia, naczynia liturgiczne, książki, a nawet marmurowe posadzki. Nie obyło się ponoć i bez grabieży grobów. Zubożała także ludność Warszawy, która nie tylko zmuszona była do dostaw kontyngentowych, ale także nie mogła czerpać zysków z zatrzymanego podczas okupacji handlu wiślanego. Barki ze skradzionymi dobrami, które utknęły na mieliźnie, Szwedzi rozkazali zatopić. Skalę tego procederu odsłonił dopiero rekordowo niski poziom wody w Wiśle w 2015 roku.

bm