more_horiz
Gospodarka

Sytuacja na rynku pracy. Prof. Mączyńska: ważniejsze jest utrzymanie zatrudnienia niż walka o podwyżki

Ostatnia aktualizacja: 02.01.2023 08:15
Mimo spowolnienia gospodarczego firmy starają się utrzymywać zatrudnienie, a część planuje podwyżki - powiedziała prof. SGH Elżbieta Mączyńska. Jak dodała, możliwość pracy zdalnej jest postrzegana przez pracowników jako korzyść porównywalna z kilkuprocentową podwyżką.
W warunkach spowolnienia wzrostu gospodarczego nie tylko w kraju, ale i za granicą pracownicy mają świadomość, że sytuacja na rynku pracy może się pogarszać.
W warunkach spowolnienia wzrostu gospodarczego nie tylko w kraju, ale i za granicą pracownicy mają świadomość, że sytuacja na rynku pracy może się pogarszać.Foto: industryviews/Shutterstock

Według Elżbiety Mączyńskiej sytuacja na rynku pracy jest obecnie dobra, o czym - jak zaznaczyła - świadczą dane GUS za listopad (zatrudnienie rdr wzrosło o 2,3 proc., a mdm o 0,1 proc.). Jak zastrzegła, nie można przy tym wykluczyć, że w warunkach spowolnienia gospodarczego firmy mogą natrafić na barierę popytu na produkowane wyroby, przez co będą musiały redukować zatrudnienie.

- Już teraz zachodzi to w niektórych przedsiębiorstwach - dodała.

Sytuacja na rynku pracy może się pogarszać

Ekonomistka podkreśliła, że w warunkach spowolnienia wzrostu gospodarczego nie tylko w kraju, ale i za granicą pracownicy mają świadomość, że sytuacja na rynku pracy może się pogarszać.

- I chociaż tempo wzrostu płac nie nadąża za inflacją, to dla nich ważniejsze jest w takiej sytuacji utrzymanie zatrudnienia niż walka o podwyżki. Bo co z tego, że je wywalczą, jeśli firma nie uniesienie takiego ciężaru kosztów i będzie zmuszona do redukcji zatrudnienia? - zauważyła.

Prof. Mączyńska oceniła, że obecnie trudno jest wyrokować, jak będą zachowywały się firmy w 2023 roku.

- Na razie przedsiębiorcy starają się utrzymywać zatrudnienie, a niemała część z nich planuje nawet podwyżki płac - przekazała.

Ekonomistka powołała się na ostatnie badania "Barometru Polskiego Rynku Pracy", z którego wynika, że 53 proc. przedsiębiorstw rozważa zwiększenie wynagrodzeń. Przy czym - jak wskazała - 17 proc. pracodawców planuje podwyżki w związku z podniesieniem płacy minimalnej (od 1 stycznia wzrośnie ona do 3.490 zł brutto, a od lipca o kolejne 360 zł), 22 proc. przedsiębiorstw planuje wyrównywanie płac w proporcji do inflacji, a 14 proc. zamierza podnieść pensje bez względu na inflację i wyższą płacę minimalną.

Nie można wykluczyć stagflacji

Zdaniem ekspertki na rynku pracy są grupy pracowników w zawodach deficytowych, którzy mają świadomość, że są cenni i mogą skutecznie upominać się o podwyżki - m.in. specjaliści z branży IT, lekarze czy kierowcy. Zaznaczyła, że reakcje pracowników i pracodawców uzależnione są nie tylko od branży, ale też od sytuacji na rynku pracy w regionie, gdzie funkcjonują.

- Generalnie wszędzie tam, gdzie występują deficyty pracowników, zatrudnieni mogą oczekiwać podwyżek płac, dzięki czemu są w jakimś stopniu zabezpieczeni przed inflacją i spowolnieniem gospodarczym - podsumowała.

Zastrzegła zarazem, że jeśli spowolnienie potrwa dłużej, nie można wykluczyć większych redukcji zatrudnienia, a nawet stagflacji, czyli jednoczesnego występowania inflacji, spadku produkcji i popytu oraz wzrostu bezrobocia.

Równowartość 7-proc. podwyżki

Pytana o wpływ jaki będzie miało na gospodarkę znowelizowane prawo pracy, profesor zaznaczyła, że jedną z ważnych zmian jest wprowadzenie do Kodeksu pracy regulacji dotyczących pracy zdalnej. Przepisy przewidują zarówno formy pracy zdalnej całkowitej, jak i formy hybrydowe, czyli łączenie pracy zdalnej i stacjonarnej. Podkreśliła, że nierzadko jest to traktowane przez pracowników jako korzyść ułatwiająca godzenie pracy zawodowej z innymi obszarami życia.

Powołała się przy tym na dostępne wyniki badań, które wykazują m.in., że możliwość pracy zdalnej jest postrzegana przez pracowników jako równowartość ok. 7-proc. podwyżki wynagrodzenia.

- Wynika to m.in. z tego, że praca zdalna umożliwia oszczędność czasu i oszczędności na kosztach dojazdu czy wydatkach na ubrania - wyjaśniła.

Zdaniem Mączyńskiej zasadnym rozwiązaniem jest też zawarte w nowym Kodeksie pracy obowiązkowe oskładkowanie umów zlecenia. Przyznała, że może to wpłynąć na zmniejszenie wynagrodzenia na rękę, lecz zarazem zwiększa bezpieczeństwo emerytalne poprzez powiększanie emerytalnego kapitału pracowników.

PR24.pl, IAR, PAP, DoS