more_horiz
Gospodarka

Zamiast kolejnej umowy z Gazpromem – terminale i gaz LNG

Ostatnia aktualizacja: 11.02.2019 21:17
Polska gospodarka potrzebuje coraz więcej energii i coraz więcej jej zużywa, co widać po rosnącym popycie na gaz. Jeszcze niedawno potrzebowaliśmy go ok. 15 mld m sześc. rocznie, teraz jest już to ponad 17 mld m sześc. rocznie.
Audio
  • Czy zwiększany import skroplonego gazu LNG zapewni bezpieczeństwo energetyczne Polski, wyjaśnia w radiowej Jedynce Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl. /Justyna Golonko, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/.
  • W jaki sposób kraje europejskie zabiegają o swoje bezpieczeństwo energetyczne i jak na tym tle wygląda Polska, wyjaśnia w Polskim Radiu 24 Justyna Piszczatowska, publicystka Dziennika Gazety Prawnej, specjalistka od rynku paliwowego. /Sylwia Zadrożna, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/.
  • Coraz więcej gazu sprowadzanego do Polski pochodzi z kierunków innych niż wschodni. Dzieje się tak dzięki uruchomieniu terminalu LNG w Świnoujściu. Skroplony gaz przypływa do nas ze Stanów Zjednoczonych , Kataru i Norwegii innych krajów . Dywersyfikacja dostaw sprzyja uniezależnieniu się od Rosji. Wpływa też na obniżkę cen , wyjaśni
  • Czy efekt dywersyfikacji można już dostrzec na rynku?
  • Zgodnie z obecnie realizowaną strategią PGNiG, która została zaakceptowana przez Ministerstwo Energii jako organ nadzorujący, są dwa główne filary działania firmy.
  • Zwiększanie importu skroplonego gazu jest możliwe dzięki rozbudowie terminalu w Świnoujściu.
  • Członkowie COREPER czyli Komitetu Stałych Przedstawicieli złożonego z ambasadorów krajów UE, zgodzili się w miniony piątek, że dyrektywa gazowa UE powinna być znowelizowana.
  • Europa w coraz większym stopniu będzie wykorzystywać gaz ziemny, podkreśla wiceminister Energii Tomasz Dąbrowski.
Coraz więcej gazu  importowanego do Polski pochodzi z kierunków innych niż wschodni.  Dzieje się tak m.in. dzięki uruchomieniu terminalu LNG w Świnoujściu.
Coraz więcej gazu importowanego do Polski pochodzi z kierunków innych niż wschodni. Dzieje się tak m.in. dzięki uruchomieniu terminalu LNG w Świnoujściu. Foto: Shutterstock/Wojciech Wrzesien

– A do 2025 roku to może być 20 – 25 mld m sześc. rocznie. Wynika to nie tyle z rozwoju energetyki gazowej, ale generalnie z rozwoju przemysłu. Ponieważ przemysł ciężki często potrzebuje dużo gazu, tak jak np. przemysł chemiczny. W mniejszym stopniu Polacy zużywają gaz do wytwarzania energii. Być może do ogrzewania, ale jeśli chodzi o wytwarzanie energii, to nie jest to jeszcze duży udział w tym momencie – ocenia gość Jedynki Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl.

Kontrakt jamalski jeszcze do 2022 roku

W Polsce gaz ziemny pochodzi z kilku źródeł – najwięcej sprowadzamy do z Rosji, następnie z zasobów krajowych oraz z innych kierunków, np. z USA, skąd trafia do nas w postaci gazu skroplonego LNG.

– Dostawy z Rosji są teraz minimalizowane. Mamy tzw. kontrakt jamalski, który zobowiązuje Polaków do zakupu pewnej ilości. To jest 80 – 85 proc. tego, co zakontraktowaliśmy i sprawia, że nie możemy zejść w imporcie z Rosji poniżej około 8 mld m sześc. rocznie. Maksymalnie możemy sprowadzić 10 mld m sześc. – przypomina Wojciech Jakóbik.

I dodaje, że cała reszta gazu pochodzi z innych kierunków. Jest to wydobycie własne, które ma spaść do 4 mld m sześc. rocznie, albo utrzymać się na poziomie 5 mld m sześc., to w zależności od prognoz.

– Natomiast poza tym, pozostaje jeszcze import gazu z innych kierunków. Czy to z giełdy niemieckiej, czy to w formie skroplonej z całego świata – podkreśla gość radiowej Jedynki.

Era gazu skroplonego LNG

Coraz więcej gazu  importowanego do Polski pochodzi z kierunków innych niż wschodni.  Dzieje się tak m.in. dzięki uruchomieniu terminalu LNG w Świnoujściu. − Sprzyja to uniezależnieniu się od Rosji, wyjaśnia Maciej Woźniak, członek zarządu Polskiego Górnictwa Naftowego i  Gazownictwa.

– Import gazu skroplonego, czyli LNG, cały czas rośnie. W roku 2018 udział importu LNG w całym imporcie gazu do Polski wyniósł już 20 proc., to jest 2,7 mld m sześc. rocznie, przy jednoczesnym spadku importu z Rosji, od Gazpromu. Mamy zawarte kontrakty importowe na gaz skroplony. Są to trzy duże kontrakty długoterminowe ze Stanami Zjednoczonymi i kontrakt na import gazu skroplonego z Kataru – wylicza Maciej Woźniak.

Na tym etapie, dostawy z Kataru, które dominują w dostawach gazu skroplonego, odpowiadają za 2,5 mld m sześc. rocznie. Tyle uzbiera się do końca tego roku.         – Ponieważ wzrosły dostawy z Kataru, natomiast dostawy ze Stanów Zjednoczonych są homeopatyczne, małe. To są miliony metrów sześciennych, a nie miliardy. I na razie służą otwarciu pewnej perspektywy, która zwiększy swoje znaczenie dopiero w 2022 – 2023 roku, kiedy wejdą te duże kontrakty amerykańskie, a które już zostały zarezerwowane. I wtedy będziemy mogli mówić o imporcie nawet 8 mld m sześc. gazu amerykańskiego. Do tego dojdzie gazociągowa dostawa gazu z Norwegii, poprzez gazociąg Baltic Pipe. Razem będziemy mieli od 17 do 20 mld m sześc. gazu, który możemy sprowadzać z USA, z Norwegii. Pojawią się też inne kierunki i będziemy mieli pełny wybór, który pozwoli uzyskać najlepszą cenę, przy jednoczesnym wzroście konsumpcji – wyjaśnia Wojciech Jakóbik.

Jeżeli chodzi o realne dane cenowe, to np. dla polskich transakcji są one owiane tajemnicą.

– Dlatego, że PGNiG, który jest jedynym importerem LNG do Polski drogą morską, zasłania się tajemnicą handlową. Jednak można usłyszeć, że jest on o 20 – 30 proc. tańszy dzisiaj od tego, który my kupujemy w tzw. kontrakcie jamalskim – zauważa Justyna Piszczatowska, publicystka Dziennika Gazety Prawnej, specjalistka od rynku paliwowego.

Kres współpracy z Gazpromem

W 2022 roku kończy się umowa na rosyjski gaz z  Gazpromem i polskie władze deklarują, że ten kontrakt nie zostanie przedłużony.

– A dzisiaj to on zapewnia około 2/3 gazu sprowadzanego do kraju. I wydaje się, że bardzo dużą część tego gazowego tortu zajmie gaz skroplony ze Stanów Zjednoczonych. Ponieważ pod koniec 2018 roku i w styczniu 2019 roku byliśmy świadkami podpisywania kolejnych umów z amerykańskimi firmami przez PGNiG. Na podstawie tych kontraktów cała przepustowość polskiego terminala LNG może zostać zapełniona – tłumaczy gość PR 24 Justyna Piszczatowska.

Sytuacja na rynku gazu wówczas zmieni, będziemy mieć nowe możliwości.

– Jeżeli wszystkie plany infrastrukturalne się powiodą, to będziemy mieli pełną wolność wyboru. I o to chodzi. Po to inwestujemy w kosztowną infrastrukturę gazową, aby ostatecznie zapewnić Polakom niższe ceny gazu, które będą sankcjonowane przez swobodny dostęp do różnych alternatywnych źródeł dostaw. W takiej sytuacji jest Wielka Brytania, do pewnego stopnia Niemcy, które mają najlepsze ceny w Europie właśnie dlatego, że mogą sobie wybierać dostawcę – tłumaczy gość radiowej Jedynki.

Niższe ceny gazu 3 lata?

Zdaniem Wojciecha Jakóbika, po 2022 roku będzie zauważalna zmiana. Ponieważ obecnie kontrakt jamalski z Rosjanami, ten dominujący, jest indeksowany do ceny ropy naftowej, która teraz podrożała. Można się zatem spodziewać, że ten główny gaz w dyspozycji Polski, PGNiG będzie drożał, co przełoży się raczej na podwyżkę cen od samego PGNiG, który chociaż zapowiada, że cena dostaw nie wzrośnie, że na razie nie chcą podwyższać ceny, to jednak koszty dystrybucyjne, które też będą rosły wraz z inwestycjami w infrastrukturę mogą sprawić, że będzie jednak podwyżka.

– Ale po 2022 roku, kiedy zrzucimy tę kulę na łańcuchu, którą mamy przypiętą do nogi poprzez kontrakt jamalski, to wtedy należy spodziewać się, że nasze ceny będą porównywalne do tego, co dają Niemcy. A w naszej części świata to oni otrzymują te najlepsze z możliwych ceny. My dzięki możności wyboru będziemy mogli stworzyć takie portfolio z różnych kierunków, żeby dostać najlepszą cenę, która potem będzie widoczna także na rachunkach dla Polaków – prognozuje gość radiowej Jedynki. 

Czy nadchodzi złota era gazu?

Do pewnego stopnia tak będzie. Ponieważ gaz ziemny może być istotnym źródłem obniżki emisji w energetyce.

– A emisję musimy zmniejszać, ponieważ realizujemy politykę klimatyczną Unii Europejskiej. I ceny energii rosną. Przez to, że rosną koszty tej polityki klimatycznej, i przekładają się na podwyżki cen na naszych rachunkach. A gaz może być jednym z narzędzi obniżenia tych kosztów. Ceny energii mogą być niższe dzięki gazowi, który jeśli będzie tani, będzie miał tym lepszy efekt dla gospodarki – zauważa Wojciech Jakóbik.

Natomiast jak dodaje Justyna Piszczatowska, przez ostatnie miesiące Europa była największym odbiorcą amerykańskiego gazu LNG. Kupowaliśmy więcej niż Azja i prawie 5 razy więcej niż rok wcześniej.

– Rośnie w ogóle zapotrzebowanie na gaz, ponieważ Europa prowadzi swoją politykę redukcji emisji CO2. Dlatego wszystkie źródła energii, które wcześniej wykorzystywały węgiel bardzo chętnie przestawiane są właśnie na LNG. I ten skroplony gaz ze Stanów Zjednoczonych wydaje się realną alternatywą dla importu z Rosji – ocenia ekspertka na antenie Polskiego Radia 24.

W Europie mamy już sporo terminali gazu LNG. Będą zapewne kolejne budowane, bo budowę terminali i w USA, i w Europie bardzo popiera prezydent Donald Trump.

– Stany Zjednoczone rzeczywiście wykorzystują to jako element swojej gry geopolitycznej, starając się budować przeciwwagę wobec Gazpromu. Jednocześnie chcą eksportować swoją rewolucję łupkową, dyskontować ten sukces gospodarczy, który udało się w poprzednich latach osiągnąć, dzięki gigantycznym inwestycjom. Dlatego będzie przybywało terminali, będą też rozbudowywane te, które są, czego przykładem jest nasz terminal w Świnoujściu. Ma on zwiększyć swoją przepustowość o połowę, do 2021 roku – podkreśla Justyna Piszczatowska.

Gazowy problem czyli Nord Stream 2

Już 12 lutego 2019 roku w Brukseli mają rozpocząć się negocjacje przedstawicieli unijnych krajów z Parlamentem Europejskim w sprawie przepisów, które w założeniu miały utrudnić powstanie Nord Stream 2. Dlaczego to, że do tych negocjacji dojdzie  jest tak ważnym, przełomowym wydarzeniem? Co przewiduje projekt nowelizacji?

– Nowelizacja, rewizja dyrektywy gazowej przede wszystkim zakładała, że usuniemy pewną lukę prawną, która sprawia, że projekty takie jak Nord Stream 2, ale nie tylko on, funkcjonują w próżni, a zatem prawo unijne nie jest rozciągnięte na cały obszar Unii Europejskiej. Dopiero to blokowanie Nord Stream 2 było jakimś pośrednim skutkiem regulacji, którą przecież zaproponowała Komisja Europejska. Po to, aby prawo unijne było roztoczone nad całym terytorium UE, zgodnie z założeniami. I ta rewizja została poparta m.in. przez krytyków Nord Stream 2 w Polsce, w krajach bałtyckich, w krajach skandynawskich. Ponieważ spowodowałaby ona, że Nord Stream 2 zostanie podporządkowany prawu UE. I co najmniej sprawi to, że jego wykorzystanie przez Gazprom będzie tylko rynkowe, nie będzie nadużyć. Ale może też dojść do efektu pośredniego czyli spowolnienia tego projektu. Ponieważ trzeba go jakoś dostosować. A jeśli nie można go dostosować, to być może można go nawet zablokować – wyjaśnia gość radiowej Jedynki.

Ale dyskusja na ten temat była blokowana przez prezydencję austriacką, wcześniej przez bułgarską. To są kraje, które bardziej sprzyjają Gazpromowi niż np. Polska. Dopiero prezydencja rumuńska spowodowała przyspieszenie prac.

– I projekt, który był już pogrzebany, który w przestrzeni medialnej praktycznie nie funkcjonował, nagle został postawiony na stół. I chociaż ta rewizja jest tępiona w tym momencie, przede wszystkim przez sojusz niemiecko-francuski i nie wiadomo jak się skończy ta batalia, to jednak fakt, że my jeszcze mamy o czym rozmawiać, to jest jakiś sukces dyplomacji Polski i Rumunii – podkreśla Wojciech Jakóbik.

Gazowy wyścig z czasem

Negocjacje mogą też oznaczać, że zwiększają się nasze szanse na zmianę tej dyrektywy gazowej w tej kadencji Parlamentu Europejskiego. Ale …

– To jest wyścig z czasem. Ponieważ dyrektywa musi wejść w życie zanim zostanie ukończony Nord Stream 2, aby go objęła. Ponieważ ukończony projekt nie będzie objęty tym prawem, albo będzie łatwo go wyłączyć spod obowiązującego prawa. Zatem toczymy wyścig z czasem, wyścig z wyborami do Parlamentu Europejskiego, które wiążą się z tym, że izba parlamentu zostanie zamknięta nieco wcześniej (18.04.), aby przygotować wybory. Dlatego tę sprawę trzeba na dniach rozstrzygnąć, abyśmy wiedzieli, czy Nord Stream 2 zostanie przynajmniej usidlony przez te regulacje. Po to, aby Polacy i inne nacje, które obawiają się dominacji Gazpromu mogły się czuć bezpiecznie – zwraca uwagę gość radiowej Jedynki.

Justyna Golonko, Sylwia Zadrożna, Dariusz Kwiatkowski, Małgorzata Byrska, jk


Logo NBP Logo NBP
Zobacz więcej na temat: NBP gaz ziemny
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak