more_horiz
Wiadomości

Danke für Deutschland – czyli "Wolf", Tusk i szyfrogram numer 3398. Felieton Miłosza Manasterskiego

Ostatnia aktualizacja: 21.05.2022 18:19
RFN przez dekady było przedstawiane jako główny adwokat we wprowadzaniu Polski w struktury zachodnie, dobry sąsiad, którego pomoc przyczyniła się do naszej stabilizacji i rozwoju. Dzisiaj jasne jest, że było zupełnie odwrotnie - niestety po 1990 roku zjednoczone Niemcy znów odegrały destrukcyjną rolę w naszej historii.
To do Niemiec po nagrody jeżdżą przedstawiciele opozycji, zbuntowani sędziowie, antyrządowi aktywiści - pisze Miłosz Manasterski
To do Niemiec po nagrody jeżdżą przedstawiciele opozycji, zbuntowani sędziowie, antyrządowi aktywiści - pisze Miłosz ManasterskiFoto: Fotophoto/Shutterstock

W naszej pamięci dobrze zapisał się kanclerz Helmut Kohl, uhonorowany Orderem Orła Białego, uważany za wielkiego przyjaciela Polski. Tymczasem kilka dni temu wyszły na jaw szokujące dokumenty pokazujące, że szeroki uśmiech Kohla skutecznie maskował wrogość i pogardę. Wieloletni kanclerz RFN (rządził w latach 1982-1998) zgodziłby się w Władimirem Putinem, że rozpad Związku Radzieckiego był katastrofą. Był przeciwnikiem niepodległości krajów bałtyckich, Gruzji, Armenii i Ukrainy oraz rozszerzania NATO na Polskę i pozostałe kraje Europy Środkowej. Od takich przyjaciół należy trzymać się z dala – paradoksem jest więc, że Kohla zapamiętaliśmy, kiedy w Krzyżowej obejmował czułym uściskiem premiera Tadeusza Mazowieckiego.

Był to uścisk naprawdę żelazny. Niemcy Kohla i jego następców nie planowały pozostawiać spraw w Polsce samym sobie. Prof. Bogdan Musiał podał w ostatnich dniach do publicznej wiadomości szyfrogram polskiego wywiadu z 1990 roku. Szyfrogram nr 3398 został sporządzony przez oficera polskiego wywiadu na podstawie informacji ujawnionych mu przez niemieckiego agenta o kryptonimie "Wolf". Z szyfrogramu dowiadujemy się, że "według »Wolfa« i kół doradców polityczno-gospodarczych rządu RFN korzystnym z punktu widzenia RFN jest rozbicie politycznych ugrupowań w Polsce, brak dominującej partii i podziały w Solidarności. Optymalnym według »Wolfa« dla jednoczących się Niemiec byłby ostateczny rozpad Solidarności i odrodzenie się w Polsce ze znacznej części jej członków silnego ugrupowania chłopskiego, składającego się z kilku partii chłopskich popieranych przez kościół".

Jak ojciec, matka i dziadek… z Wermachtu

Polska w 1989 roku stanęła przed wielką szansą i ogromnym wyzwaniem. Sytuacja gospodarcza i międzynarodowa była trudna. Istniał jeszcze Związek Sowiecki, w Polsce stacjonowała Armia Czerwona. Jednak była ogromna nadzieja, że powstająca III Rzeczypospolita spełni postulaty o które walczyła "Solidarność". Że będzie dostatnim domem, ojczyzną równych szans i wielkich możliwości.

Wydawało się oczywiste, że władza trafi w ręce obozu "Solidarności", który zmiecie ze sceny politycznej pozostałości po PZPR. W pierwszych wolnych wyborach w czerwcu 1990 kandydaci do samorządu obozu solidarnościowego otrzymali 47 procentów głosów! To moment powstania szyfrogramu nr 3398, który zapowiada niemieckie działania na rzecz rozbicia jedności środowiska antykomunistycznej opozycji. Ten podział według szyfrogramu "skutecznie zahamuje odrodzenie się stabilnego życia politycznego w RP oraz powstanie na gruncie ustaw reprywatyzujących warstwy drobnych i średnich polskich przemysłowców. A więc warstwy średniej, która na zachodzi odgrywa decydująca rolę w rozwoju kraju. Dla Niemiec tworzy to szansę gospodarczej ekspansji (tak jak to było w okresie II RP) i inwestycji przemysłowych w Polsce ze strony małego i średniego kapitału niemieckiego. Przybliżyłoby to też Polskę w strefie bezpośrednich wpływów Niemiec w Europie Wschodniej".

Dzisiaj widzimy jasno, że wola "Wolfa" i jego przyjaciół została w Polsce w przeważającej części zrealizowana. W dodatku udało się przekonać, znaczą część społeczeństwa, że nasi zachodni sąsiedzi są dla nas jak ojciec i matka razem z babcią i dziadkiem (cóż, że dziadek z Wermachtu!). Zaledwie kilka miesięcy temu lider opozycji Donald Tusk mówił, że rządy kanclerz Angeli Merkel były błogosławieństwem dla Polski i Europy!

Jak wiele więc naprawdę zawdzięczamy Niemcom?

Rozbicie obozu solidarnościowego(możemy się tylko domyślać na ile inspirowane i finansowane przez RFN), stworzyło miejsce dla polityków i partii pozbawionych autorytetu, a tym samym całkowicie zależnych od wsparcia zewnętrznego. Na całe dekady nieprzekupni przedstawiciele obozu patriotycznego trafili na margines życia politycznego. Miejsce działaczy podziemia antykomunistycznego zajęli dawni aparatczycy i spryciarze. Ludzie, których biografie upoważniały do pełnienia roli przywódczych nie mieli przez całe dekady nic do powiedzenia. A kiedy mówili, zdominowany przez niemiecki kapitał rynek medialny ich zagłuszał albo starał się ośmieszyć.

W sferze gospodarczej działy się rzeczy straszne. Polacy zamiast społecznej solidarności poznali masowe bezrobocie, ubóstwo, wykluczenie. Nowo-stare elity wyprzedawały państwowe zakłady za symboliczną złotówkę przekazując je (najchętniej) niemieckim właścicielom. Dochodziło do paradoksalnych sytuacji, w których małe niemieckie przedsiębiorstwa przejmowały wielkie polskie zakłady. Klasa średnia powstała tylko szczątkowo, za to powstała bardzo szeroka klasa niższa, obejmująca coraz to większe kręgi społeczne.

Bezwład w jakim znalazła się w III RP wywarł bardzo negatywny wpływ na samoocenę Polaków. I tak właśnie miało być – jeśli spojrzymy na szyfrogram 3398. Zamiast dumy i patriotyzmu cechującego pokolenia kształtowane w II Rzeczypospolitej, zamiast przekonania, że po zwycięstwie nad komunizmem możemy walczyć o najwyższe cele, miliony Polaków popadło we frustrację. Tak kształtowało się pokolenie nieidentyfikujących się z polskim państwem i jego instytucjami, wiecznie skarżące się na "ten kraj" i uważające, tak jak Donald Tusk, że "polskość to nienormalność". Tak budowano w nas wszystkich poczucie niemożności. Mieliśmy czuć się gorsi, głupsi, niedojrzali, wymagający ciągłego modelowania na niedościgniony wzór "zachodni". Wielu z nas do dzisiaj jest przekonanych, że rządzić Polską powinien ktoś inny niż my sami, stąd wiernopoddańcze hołdy dla brukselskich i berlińskich urzędników. Pielęgnują to przekonanie cały czas media z zagranicznym kapitałem i wspierane przez ten kapitał partie polityczne.

Medale za zasługi "für Deutschland"

To do Niemiec po nagrody jeżdżą przedstawiciele opozycji, zbuntowani sędziowie, antyrządowi aktywiści. Nawet najważniejsi przedstawiciele konstytucyjnych instytucji jak Rzecznik Praw Obywatelskich czy I Prezes Sądu Najwyższego za Odrą otrzymywali medale i pochwały. Polski premier Donald Tusk z dnia na dzień rzucił rządzenie krajem, żeby przyjąć wypracowaną u Angeli Merkel posadę szefa Rady Europejskiej. Niemieckie fundacje finansują Campus Polska Przyszłości Rafała Trzaskowskiego. To wiemy oficjalnie, a czego jeszcze nie wiemy?

Polska skolonializowana gospodarczo i intelektualnie – Polska z lotniskiem w Berlinie, gazem z Nord Stream 2 i rządem na każde skinienie kanclerza RFN. Niemiecka wizja dla Polski nie zmieniła od 1990 roku, nie zmieniła się nawet od czasów króla Prus Fryderyka II! Tylko dzięki naszemu wejściu do Unii Europejskiej instrumentów wpływu na naszą politykę jest jeszcze więcej: Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, Parlament Europejski, Komisja Europejska wstrzymująca wypłaty należnych nam środków – dopóki Polacy nie zmienią rządu, na taki który zrobi "alles für Deutschland".

Miłosz Manasterski

Zobacz także

Zobacz także