Mija 16 lat od katastrofy smoleńskiej. Dwa tysiące tomów akt, blisko tysiąc świadków

W piątek wypada 16. rocznica katastrofy smoleńskiej. W trakcie śledztwa polskiej prokuratury w tej sprawie powstało około dwóch tysięcy tomów akt i kilkaset opinii biegłych, przesłuchano też tysiąc świadków. Przypominamy najważniejsze fakty.

2026-04-10, 08:05

Mija 16 lat od katastrofy smoleńskiej. Dwa tysiące tomów akt, blisko tysiąc świadków
Zdjęcie z miejsca tragedii. Foto: Stefan Maszewski/East News

16. rocznica katastrofy smoleńskiej

Katastrofa smoleńska miała miejsce 10 kwietnia 2010 roku. W piątek mija 16e lat od tragicznego wypadku samolot Tu-154M z 96 osobami na pokładzie, w tym parą prezydencką Lechem i Marią Kaczyńskimi. Samolot rozbił się w pobliżu lotniska Smoleńsk-Siewiernyj w Rosji, w drodze na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Jeszcze tego samego dnia, postanowieniem ówczesnej Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zostało wszczęte śledztwo w celu ustalenia m.in. okoliczności zdarzenia i wskazania osób, które mogły się do niego przyczynić. Własne prace wszczęła również powołana przez MON Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP). Dochodzenie wszczęła również Rosja - tam pracami Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) kierowała Tatiana Anodina.

Poza głównym śledztwem dotyczącym katastrofy smoleńskiej zespół polskich prokuratorów wszczął także pięć innych postępowań związanych z katastrofą. 

Śledztwo polskiej prokuratury ws. katastrofy smoleńskiej

Ze względu na miejsce katastrofy polscy śledczy w wielu sprawach zależni byli od dobrej woli władz rosyjskich. Początkowo współpraca z nimi układała się dobrze, ale już jesienią 2010 r. płk Edmund Klich (szef KBWLLP) informował, że mimo próśb nie uzyskał potrzebnych do ustalenia szczegółów dokumentów i planów. Formalnym przewodniczącym komisji był ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller.

Czytaj także:

Wśród problemów, na które natrafiali zarówno polscy prokuratorzy, jak i przedstawiciele KBWLLP, były takie sprawy jak dostęp do nagrań rozmów prowadzonych feralnego dnia w wieży kontroli lotów smoleńskiego lotniska, ustalenie panujących wtedy warunków pogodowych (chodziło m.in. o mgłę), a także odnalezienie szczątków ciał zabitych uczestników lotu oraz elementów konstrukcji samolotu. Rok po katastrofie prokuratura podała, że nie znaleziono dowodów na to, iż w czasie lotu do Smoleńska doszło do zamachu.

Z kolei Komisja Badania Wypadków Lotniczych w opublikowanym w lipcu 2011 r. raporcie jako przyczynę katastrofy wskazała zejście samolotu poniżej minimalnej wysokości zniżania, a w konsekwencji zderzenie z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji maszyny. Komisja podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie. Ponadto w raporcie wskazano także na błędy rosyjskich kontrolerów z lotniska w Smoleńsku.

Końcowy raport

W styczniu 2011 r. końcowy raport na temat przyczyn katastrofy podał MAK. Z raportu (w Polsce nazywanego potocznie raportem Anodiny) wynika, że, załoga polskiego samolotu wielokrotnie otrzymywać miała informacje, że warunki w Smoleńsku nie umożliwiają bezpiecznego lądowania. "Mimo to nie podjęła decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe. Ten fakt był początkiem powstania szczególnej sytuacji lotniczej. Załoga przy podejściu do lądowania opierała się wyłącznie o swoje narzędzia, podjęła próbę lądowania bez względu na bardzo złe warunki lotnicze, poniżej minimum potrzebnego do lądowania" - podkreśliła Tatiana Anodina podczas konferencji, na której podała główne założenia raportu.

Według MAK strona polska popełniła błędy w organizacji lotu. Sam samolot - tak wynikało z rosyjskich ustaleń - zarówno przed wylotem, jak i podczas lotu był sprawny, zaś silniki i inne systemy działały prawidłowo do końca.

Najwięcej oburzenia w Polsce wywołały podane w raporcie MAK sugestie o presji, jaką rzekomo na załogę samolotu mieli wywierać obecni w kokpicie tupolewa dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik oraz szef protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusz Kazana (ten drugi miał informować załogę o decyzjach prezydenta Kaczyńskiego).

Między wrześniem a październikiem 2012 r. polscy prokuratorzy i biegli przebadali przechowywane w Smoleńsku elementy wraku prezydenckiego samolotu. Nie powiodły się za to starania kolejnych polskich rządów o zgodę na przewiezienie tego wraku do Polski.

"Akt bezprawnej ingerencji strony rosyjskiej"

W marcu 2016 r. (kilka miesięcy po powstaniu rządu PiS) zaczęła działać powołana przez ówczesnego szefa MON Antoniego Macierewicza Podkomisja ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego. Wynik prac podkomisji, która kwestionowała ustalenia komisji Millera, przedstawiony został w kwietniu 2022 r. Macierewicz powiedział wówczas, że przyczyną katastrofy smoleńskiej był "akt bezprawnej ingerencji strony rosyjskiej", a dowodem na nią - wybuch w lewym skrzydle samolotu.

Macierewicz powołał się na ustalenia członków podkomisji. Podawane przez nich informacje były jednak kwestionowane - specjaliści przypominali m.in., że żaden z pracowników podkomisji nie zajmował się wcześniej tego typu tematyką. Podkomisja ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej rozwiązana została w drugiej połowie grudnia 2023 r. na mocy decyzji obecnego szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Od 2016 r. badany był wątek domniemanej zdrady dyplomatycznej. Śledztwo dotyczyło działania w latach 2010-2011 na szkodę państwa polskiego przez funkcjonariuszy publicznych upoważnionych do występowania w jej imieniu w stosunkach z Rosją podczas badania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

W marcu 2026 r. prokuratura poinformowała o umorzeniu dwóch wątków tego postępowania. Jeden z nich dotyczył Donalda Tuska (w kwietniu 2010 r. był premierem) i Bronisława Komorowskiego (był marszałkiem Sejmu, a w związku ze śmiercią Lecha Kaczyńskiego wykonywał obowiązki prezydenta RP).

Prokuratura wyjaśniła, że w toku śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, zgromadzono i poddano analizie obszerną dokumentację. Nie uzyskano żadnego dowodu potwierdzającego zawarte w zawiadomieniach twierdzenia. Wskazano też, że w kwietniu 2010 r. prokuratura była organem niezależnym od rządu, a funkcja Prokuratora Generalnego była oddzielona od funkcji ministra sprawiedliwości. "W konsekwencji ani premier, ani prezydent nie mieli uprawnień do zawierania jakichkolwiek umów dotyczących sposobu prowadzenia śledztwa, 'przekazywania śledztwa' czy tworzenia lub wnioskowania o powołanie wspólnych międzynarodowych zespołów śledczych" - podała Prokuratura Krajowa.

Źródło: PAP/hjzrmb

Polecane

Wróć do strony głównej