Aktywiści, jak członkowie grupy Action Stalingrad, apelują do władz o przywrócenie bezpieczeństwa na ulicach 18. i 19. dzielnicy stolicy Francji.
- Narkomani pochodzą z całej Francji, a nawet z Europy. To nie jest problem lokalny, ale ogólnokrajowy – powiedziała w środę w Radiu Sud aktywistka Caroline, mieszkanka paryskiego Stalingradu.
Francja: policjanci poszukiwani "żywi lub martwi". MSW zapowiada lepszą ochronę posterunków
- Chcielibyśmy, aby życie dilerów nie było takie proste. Wciąż jest to miejsce, w którym dzień i noc odbywają się transakcje narkotykowe niemal na oczach policjantów – dodaje Caroline.
- W nocy zbierają się setki ludzi, hałasują, imprezują. Rano nasza dzielnica jest brudna. Chcemy, aby policja była bardziej aktywna przeciwko handlarzom. Dilerzy muszą iść do więzienia, a narkomani muszą być leczeni i ewakuowani stąd – uważa aktywistka.
W weekend nieznani sprawcy ostrzelali racami dilerów i narkomanów koczujących w namiotach na ulicach.
Czytaj także:
- Nie popieram, ale rozumiem takie desperackie czyny – uważa członek grupy Paris 19 Frederic Francelle.
Demonstracje przeciw ustawie o globalnym bezpieczeństwie. Kolejne starcia we Francji
- Ludzie nie mogą spać. To musi się skończyć. Władze publiczne muszą zająć się tym problemem – dodaje Francelle, cytowany przez stację BFM TV.
Mieszkańcy dzielnicy są zdesperowani. Wiele małżeństw z dziećmi decyduje się na wyprowadzkę z obawy o swoje bezpieczeństwo. Problemem jest jednak spadek wartości mieszkań w tych okolicach z powodu narkomanów, którzy upodobali sobie Stalingrad od lat 90.
Policja przeprowadza kontrole, ostatnie były w nocy z wtorku na środę, ale dilerzy i narkomani wracają.
pg