more_horiz
Wiadomości

"Polska ws. Mołdawii wysłała silny sygnał". Sabadus: kryzys gazowy związany z NS2 może uderzyć w całą Europę Środkową

Ostatnia aktualizacja: 26.10.2021 22:56
- Pomoc Polski dla Mołdawii to gest o potężnym znaczeniu. Pokazuje, że Mołdawia nie jest zakładnikiem Gazpromu, nie jest całkiem zależna od rosyjskiego gazu – mówi portalowi PolskieRadio24.pl dr Aura Sabadus (ICIS), komentując kryzys gazowy w Mołdawii. Ostrzega przy tym w kontekście NS2, że zatrzymanie tranzytu przez Ukrainę doprowadzi do kolejnego kryzysu gazowego i ograniczenia dostaw w całym regionie Europy Środkowej, a tym samym do wzrostu cen.
Tłocznia Sławianskaja na początkowym odcinku podmorskiego gazociągu NS2
Tłocznia Sławianskaja na początkowym odcinku podmorskiego gazociągu NS2Foto: FORUM/ Peter Kovalev/TASS

pgnig 12(1).jpg
Polski koncern PGNiG wraz z amerykańsko-ukraińskim partnerem sprzedaje gaz Mołdawii

W rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl dr Aura Sabadus (Independent Commodity Intelligence Services) zauważa, że zaangażowanie polskiego koncernu PGNiG w dostawy gazu dla Mołdawii było niespodzianką dla kręgu eksperckiego i że jest to bardzo silny sygnał wsparcia, wskazanie, że Kiszyniów nie jest zakładnikiem Kremla, oraz jednocześnie bardzo korzystny ruch marketingowy. Jak zauważa, sytuacja Mołdawii jest bardzo trudna, ale jest znacznie lepsza niż jeszcze kilka lat temu, Mołdawia może zacząć pozyskiwać gaz z Ukrainy, Rumunii, także poprzez polskie firmy.

Jednocześnie trudno przewidzieć rozwój sytuacji, jeśli chodzi o obecny kryzys gazowy – Mołdawia jest w bardzo trudnym położeniu – podkreśla nasza rozmówczyni.

Czytaj także:

Ryzyko szantażu gazowego

Aura Sabadus podkreśla przy tym, że twórcy unijnych polityk powinni wyciągnąć wnioski z obecnych kryzysów, w Europie i Mołdawii, powinno zostać przeprowadzone dochodzenie, wskazujących odpowiedzialnych za tę sytuację.

Dodaje, że Europa nie powinna ulegać szantażowi gazowemu Rosji, tym bardziej, że na horyzoncie rysuje się kolejny potencjalny kryzys gazowy. Aura Sabadus wskazuje, że w związku z Nord Streamem 2 Rosja będzie chciała ograniczyć lub zamknąć tranzyt przez Ukrainę, co może doprowadzić do braków gazu w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a to z kolei może doprowadzić do wzrostu cen energii i w konsekwencji pozostałej produkcji, i do pogłębiania się różnić między wschodem a zachodem Europy.

Więcej o przyczynach kryzysu w Mołdawii i rosyjskiej polityce gazowej i wiążących się z nią ryzykach - w rozmowie.

***

PolskieRadio24.pl: Jak postrzega Pani obecny kryzys gazowy w Mołdawii? Rosja naciska na Mołdawię, znów używając gazu jako instrumentu szantażu politycznego. Mołdawii zaczyna brakować surowca i sytuacja jest bardzo trudna. Rękę do Kiszyniowa wyciągają Polska, Ukraina i Stany Zjednoczone, wysyłając Mołdawii 1 milion m sześc. gazu. To pierwszy raz w historii, gdy na Mołdawię popłynie nierosyjski gaz.

Dr Aura Sabadus (ICIS): Mołdawia była zależna od rosyjskiego gazu niemalże w 100 procentach. Do niedawna tylko stamtąd importowała gaz – aż do tego miesiąca, do czasu, gdy Rosja zaczęła zmniejszać dostawy gazu do Mołdawii.

Zanim do tego doszło, Mołdawia starała się prowadzić negocjacje z Gazpromem, przedłużyć roczny kontrakt. Miała nadzieję, że otrzyma podobną formułę cenową, jak w poprzedniej umowie, która wygasła 30 września.

Gazprom zdecydował się nie przedłużać umowy o rok, jedynie o miesiąc, do końca października. Przekazał przy tym zaledwie 67 procent ilości gazu, których Mołdawia potrzebuje. W tym miesiącu jej zapotrzebowanie wyniosłoby około 90 mln m sześć.

Mołdawscy politycy próbują kontynuować negocjacje z Rosją, podróżowali w tym celu do Moskwy. Niczego jednak nie wskórali, nie porozumieli się co do ceny.

Wiele osób zadaje, o co tak naprawdę chodzi. Dzienne zapotrzebowanie na poziomie 2-3 mln m sześc. to dla Rosji absolutne nic, zupełna drobnostka. A dla Mołdawii, to całkiem sporo.

To istotne pytanie. Dlaczego nie chce dostarczyć tych ilości gazu?

Oczywiście wielu analityków zauważa, że to dlatego, iż Mołdawia ma obecnie bardzo proeuropejską prezydent, Maię Sandu, a także proeuropejski rząd. To zaś nie podoba się Rosji.

Jednak Mołdawia jest także członkiem europejskiej Wspólnoty Energetycznej (https://www.energy-community.org/legal/acquis.html). To instytucja UE, która współpracuje z państwami spoza Europy, wspomagając je we wprowadzaniu reform sektora energetycznego, tak jak miało to miejsce w przypadku Ukrainy w ciągu ostatnich kilku lat.

Chodzi o wydzielenie systemu przesyłowego gazu, wydzielenie odrębnego operatora przesytu gazu, zapewnienie transparentności sektora gazowego, w miarę możliwości konkurencji, dostosowanie infrastruktury na granicach z Ukrainą i Rumunią.

Gazprom zapewne oznajmił, że pozwoli Mołdawii na ów tzw. unbundling, oddzielenie przesyłania/dystrybucji energii od jej produkcji i dostarczania do odbiorców, ale pod warunkiem, że Mołdawia zapłaci Gazpromowi dług.

Dług jednak nie jest niczym nowym, akumuluje się od wielu lat. Do tego dochodzą odsetki, co daje razem około 700 mln euro.

Przyczyną, dla której sprawa długu przykuła obecnie uwagę, jest to, że Gazprom najpewniej uwarunkował swoją akceptację dla mołdawskich reform, tzw. unbundlingu, spłatą owego długu. Trzeba tutaj przypomnieć, że operator Mołdovagaz w części należy do Gazpromu. Oto dlaczego Gazprom ma coś do powiedzenia w tej sprawie.

Oczywiście, Mołdawia ma problem ze spłatą tego długu. To biedne państwo, ale robi co może, by konsolidować swoją gospodarkę. Jednakże 700 mln euro w przypadku państwa, które PKB wynosi około 12 mld dolarów to naprawdę bardzo duża kwota.

Gazprom obecnie zapewne wywiera presję na Mołdawię, stwierdzając, że jeśli nie spłaci długu do 1 grudnia, to odetnie zupełnie dopływ gazu. Dlatego 22 października rząd Mołdawii ogłosił 30-dniowy stan wyjątkowy.

Rząd Mołdawii zlecił też spółce Energocom, by zakupiła gaz. Przyczyną, dla której zalecono Energocomowi kupienie tego gazu, było to, że Moldovagaz JSC w części należy do Gazpromu. To był rodzaj kompromisu, bo ironiczne byłoby, gdyby Gazprom kupował gaz na giełdzie. Zatem Mołdawia pozwoliła Energocomowi wejść na rynek i uruchomić przetarg.

Spłata długu nie jest możliwa.

To, co się dzieje, jest bardzo interesujące. Obecny kryzys może okazać się szczęściem w nieszczęściu, gdyż zmusił władze i Energocom, by wejść na rynek i szukać gazu na innych rynkach.

Rumunia także przyspiesza ukończenie infrastruktury łączącej system mołdawski z rumuńskim, interkonektorów. Połączenie z Kiszyniowie istnieje od jakiegoś czasu, jednak gaz nim nie płynie, dopiero teraz m.in. mołdawski rząd opublikował taryfy na import gazu przez ten konektor. Mołdawia na razie nie kupuje jednak gazu od Rumunii, też z tego względu, że ma ona obecnie o wiele wyższe ceny niż Ukraina.

Dlatego właśnie po raz pierwszy to PGNiG, polski koncern gazowy razem ukraińsko-amerykańskim przedsiębiorstwem ERU połączyły siły, by sprzedać gaz Mołdawii, najpewniej z zasobów magazynowych Ukrainy, albo z rynku ukraińskiego.

To pierwszy raz w historii, gdy gaz pochodzący z zakupów rynkowych i gaz niekupiony bezpośrednio od Rosji, został sprzedany do Mołdawii.

Oczekiwaliśmy, że gaz sprzedadzą Mołdawii albo firmy ukraińskie, albo rumuńskie. Niespodziewane i interesujące jest to, że Polska także się w ten proces zaangażowała. Przesłanie, które Warszawa przesyła w ten sposób, jest bardzo silne.  

To bardzo mądra taktyka ze strony PGNiG i ERU, także w wymiarze marketingowym. Zaangażowały się i jednocześnie wysłały wyraźny sygnał, że Mołdawia nie jest sama, może pozyskać gaz innymi drogami.

Oczywiście, to mała ilość, około miliona metrów sześciennych. Jednak z symbolicznego punktu widzenia to gest o wielkiej mocy. Pokazuje, że Mołdawia ma różne możliwości, i nie jest w dalszym ciągu zakładnikiem Gazpromu, nie jest całkiem zależna od rosyjskiego gazu.

Jak pani powiedziała, to wszystko może okazać się szczęściem w nieszczęściu. Jednak czy w krótkim terminie Mołdawia może rozwiązać swoje obecne problemy z gazem? Pojawia się problem z utrzymaniem ciśnienia w liniach przesyłowych…

To oczywiście kwestia zbyt małych dostaw gazu. Dlatego Energocom ogłosił przetarg na 5 mln metrów sześc. do końca października. To może pomóc Mołdawii poradzić sobie z kwestią spadającego ciśnienia w systemie przesyłowym.

Nie wiemy oczywiście, co czeka nas w listopadzie, grudniu. Mołdawia będzie zapewne nadal potrzebować rosyjskiego gazu, zwłaszcza zimą. Jednak obecnie Mołdawia wysłała sygnał, że ma różne możliwości. Podczas negocjacji z Rosją będzie mogła pokazać, że Gazprom nie jest monopolistą, ma możliwości zakupu gazu z Ukrainy, Rumunii, Polski, bo PGNiG wstąpił na scenę.

Mołdawia jest w trudnej sytuacji, nikt w to nie wątpi, jednak jest o wiele lepiej niż kilka lat temu. To moje główne wnioski z obecnej sytuacji.

Nasuwa się inne pytanie, jakie powinny być nasze wnioski w odniesieniu do rosyjskiej polityki gazowej w regionie.

Kryzys gazowy w Mołdawii, tak samo jak tegoroczny kryzys gazowy w Europie, powinien nasunąć wiele pytań twórcom polityk państw europejskich.

Oczywiście, byłoby bardzo dobrze, gdyby zostało przeprowadzone dochodzenie, które wskaże odpowiedzialnych, tych, którzy wykreowali obecną sytuację, doprowadzili do kryzysu.

Jeśli patrzeć w przyszłość, warto rozważyć wypowiedzi rosyjskich urzędników, włączając w to Władimira Putina, który powiedział, że wraz z uruchomieniem NS2, Gazprom prześle więcej gazu do Europy. To powinno zaalarmować twórców europejskich polityk.  Powinni zastanowić się, czy chcą w pełni zależeć od kraju, który używa energii jako narzędzia do uzyskania geopolitycznych korzyści.

Twórcy europejskiej polityki powinni być bardzo ostrożni i nie ulegać presji Rosji. Powinni upewnić się, że Rosja zachowuje się jako podmiot handlowy, a nie jako aktor polityczny na rynku gazowym, i że nie wykorzystuje energii jako narzędzia polityki.

Jeśli Rosja będzie nadal robić to, co w tym roku zrobiła wobec Europy i Mołdawii, to co dalej?

Pytanie, co z tego wyniknie?

I czego możemy się spodziewać, gdy NS2 zostanie uruchomiony? To pytanie o długą perspektywę, które osoby kształtujące politykę państw europejskich powinny sobie zadawać.

Zachowanie Rosji niepokoi także Ukrainę.

Ukraina nie otrzymuje obecnie żadnego gazu bezpośrednio z Rosji, od 2015 roku. Problem Ukrainy jest bardziej skomplikowany, Ukraina prowadzi obecnie tranzyt gazu.

Jeśli ten tranzyt zostanie w pełni przekierowany z Ukrainy na Nord Stream 2, to powstają dwa pytania.  Pierwsze z nich brzmi, czy Rosja prześle wystarczającą ilość gazu do wszystkich państw środkowoeuropejskich. Moja teoria brzmi, że niekoniecznie, a Ukraina jest a końcu linii dostaw, jeśli chodzi o przekierowanie gazu z zachodu na wschód. Ukraina ucierpiałaby na tym najbardziej.

Po drugie, są ograniczenia dotyczące pojemności systemów gazowych w Europie Środkowej. Chodzi o możliwości interkonektorów między państwami, mogą one nie wystarczyć, by pozwolić na przepływ dużych ilości gazu i na potrzebną elastyczność.

Państwa Europy Środkowo-Wschodniej, łącznie z Ukrainą, mogą zatem znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji. Nie chodzi tylko o ograniczony dostęp do gazu, bo nie będzie wystarczającej ilości tego surowca, ale także wyższe ceny.

A zatem po uruchomieniu NS2 i w wyniku ograniczenia dostaw gazu do Europy Środkowo-Wschodniej, ceny energii i innych produktów w tym regionie wzrosną.

Prawdopodobnie wielu nie zdaje sobie z tego sprawy. A takie problemy mogą się pojawić wraz z uruchomieniem NS2. Wówczas w regionie Europy Środkowo-Wschodniej mogą pojawić się problemy z dostawami wystarczających ilości gazu.

To poważne i rzeczywiste ryzyko. Dlatego leży w interesie każdego z nas, by Europa zachowała tranzyt gazu co 2024 roku i później. W tym czasie należy poszerzyć sieć interkonektorów pomiędzy państwami, między innymi Ukrainy z Węgrami, Słowacją, Polska.  Chodzi o to, by zwiększyć większą pewność i elastyczność dostaw. W innym razie sytuacja wielu państw w regionie może się pogorszyć.

Ceny energii wzrosną, ceny pozostałych towarów także, gospodarki tych państw będą w gorszym położeniu niż Europy Zachodniej. To ostatnia rzecz, do której UE chce doprowadzić – pogłębianie różnic między wschodem a zachodem. Już teraz wschód i centrum Europy musi czynić bardzo wiele, by doganiać Europę Zachodnią.

Niewiele się mówi o tym ryzyku, to pokazuje, że NS2 de facto uderza potencjalnie w każde państwo Europy Środkowej.

Co można zrobić, by zatrzymać Rosję, uniemożliwić jej szantaż gazowy?

Należy zapewnić utrzymanie tranzytu przez Ukrainę. Bez niego Europa znacznie zwiększy swoje uzależnienie od rosyjskiego gazu i od tras przesyłu gazu, kontrolowanych przez Rosję.

Rosja będzie zapewne dalej ważnym dostawcą gazu do Europa, jednak UE powinna wyegzekwować, żeby Gazprom zachowywał się jak podmiot handlowy, stosował się do europejskich zasad, a nie używał gazu do celów politycznych.

Pozwalanie Rosji na omijanie regulacji europejskich jest działaniem przeciwko Europie.

Myślę, że bardzo ważne jest także, by UE i KE nie zmieniały struktury rynków. Rynki działają, co pokazał przypadek Mołdawii. Jest wiele instrumentów, by chronić wrażliwych konsumentów. W dłuższej perspektywie należy pozostawić rynki w obecnej postaci i nie ulegać rosyjskiej presji, by zmienić zasady europejskich rynków.

 

***

Z dr Aurą Sabadus (ICIS) rozmawiała Agnieszka Marcela Kamińska, PolskieRadio24.pl

 

Zobacz także

Zobacz także