more_horiz
Wiadomości

"Nie ma ryzyka inwazji, ale mogą nastąpić lokalne ataki". Ukraiński ekspert o działaniach Rosji

Ostatnia aktualizacja: 16.01.2022 08:41
- Ryzyko lokalnych rosyjskich operacji wojskowych przeciwko Ukrainie było, jest i będzie - mówi kijowski politolog Wołodymyr Fesenko, zaznaczając, że obecnie nie widzi szans na pełnowymiarową inwazję. - To psychologiczny i wojskowo-polityczny nacisk na proces negocjacyjny - mówi o koncentracji rosyjskich jednostek w pobliżu Ukrainy.
Ryzyko lokalnych rosyjskich operacji przeciwko Ukrainie było, jest i będzie - mówi Wołodymyr Fesenko
Ryzyko lokalnych rosyjskich operacji przeciwko Ukrainie było, jest i będzie - mówi Wołodymyr FesenkoFoto: PAP/ITAR-TASS/Lev Fedoseyev

- Dziś nie ma ryzyka pełnowymiarowego wtargnięcia Rosji na Ukrainę, skala zgromadzonych przez Moskwę zasobów wojskowych przy ukraińskich granicach nie jest do tego wystarczająca - ocenia Fesenko, szef Centrum Badań Politycznych "Penta". Jak dodaje, 100 tysięcy żołnierzy to za mało dla pełnowymiarowej interwencji, a według ukraińskich i zagranicznych ekspertów ds. wojskowości liczba ta sięgać by musiała co najmniej 300 tys., a nawet 500 tys. wojskowych.

Fesenko wskazuje przy tym, że 100 tys. żołnierzy może być wykorzystanych do lokalnych operacji wojskowych: w Donbasie albo w innych regionach przygranicznych. - Ryzyko lokalnych wojskowych operacji przeciwko Ukrainie było, jest i będzie. Wojskowe ryzyko ze strony Rosji pozostaje dla nas aktualne od 2014 r. Jedynie od czasu do czasu jest one wzmacniane, tak dzieje się to teraz - ocenia.

"Agresywna taktyka negocjacyjna"

Według niego koncentracja rosyjskich wojsk na granicy ma dwie przyczyny. Po pierwsze - siły zgromadzono tam "na wszelki wypadek". - W Moskwie oczekuje się, że Ukraina "za chwilę wybuchnie", że zacznie się tu lada moment duży polityczny i energetyczny kryzys. A wtedy Rosja może wprowadzić swoje wojska na Ukrainę dla "obrony" rosyjskojęzycznej ludności - mówi Fesenko.

Drugi cel zgromadzenia wojsk związany jest z taktyką prowadzenia negocjacji. - To psychologiczny i wojskowo-polityczny nacisk na proces negocjacyjny. To agresywna taktyka negocjacji - wskazuje Fesenko. Wojska na ukraińskiej granicy i "chamskie oświadczenia" ze strony różnych przedstawicieli rosyjskich władz oraz wysuwane przez Rosję ultimata, których nie można wykonać... - to wszystko jest "atakiem psychologicznym na swoich odpowiedników przy stole negocjacyjnym: na USA, na NATO, na nas" - uważa ekspert.

Odpowiedź Zachodu

Kijowski politolog jest przekonany, że odpowiedź Zachodu na wysunięte przez Rosję ultimata i "chamskie oświadczenia" może być tylko negatywna. - Nie oznacza to jednak, że Zachód nie będzie się dogadywać z Rosją - zauważa. Przy tym - jak dodaje - nie będzie żadnych publicznych oświadczeń, obietnic ze strony USA czy NATO w sprawie tego, że Ukraina ani Gruzja nigdy nie będą przyjęte do Sojuszu, czy w sprawie tego, że poradzieckie terytoriom pozostanie jedynie pod wpływem Rosji.

- Nie miałem żadnych oczekiwań, że te negocjacje w Genewie i w Brukseli zakończą się konkretnymi rezultatami. Tym bardziej, że to dopiero startowa runda rozmów, a na starcie bardzo rzadko dochodzi do porozumienia - zaznacza.

Czytaj także:

Jak podkreśla, klasyczna dyplomacja Zachodu zakłada, że "rozmowy są lepsze od wojny". - Zachód jest więc gotowy, by się dogadywać, ale nie w sprawie realizacji rosyjskich ultimatów, bo byłaby to kapitulacja, lecz w konkretnych kwestiach, na przykład przywrócenia obowiązywania traktatu o rakietach średniego zasięgu, zasad współpracy na Czarnym Morzu (...) czy tego, w jaki sposób aktywizować rozmowy w sprawie Donbasu - wymienia politolog.

Działania ukraińskiej dyplomacji

- Jednym z celów i zadań USA i NATO podczas tych rozmów jest doprowadzenie do wycofania rosyjskich sił z ukraińskich granic - zaznacza.

- Jednak w danej chwili obie strony nie są gotowe do tego, by się porozumieć. To sytuacja jak na bazarze. Każda ze stron przedstawiła swoją cenę wyjściową. Ale to jeszcze nie targowanie. To zacznie się trochę później - mówi Fesenko.

Ocenia również, że "nie należy robić tragedii z tego, że o Ukrainie mówi się" podczas jej nieobecności za stołem negocjacyjnym. - Najważniejsze, by nie podejmowano decyzji bez uwzględnienia ukraińskiego stanowiska - podkreśla politolog. - I w tej kwestii uważam, że ukraińska dyplomacja robi to, co trzeba - podsumowuje i zaznacza, że ukraińska pozycja jest brana pod uwagę, a z władzami w Kijowie prowadzone są konsultacje.

Zobacz również: Wojciech Skurkiewicz w "Sygnałach dnia"

kp

Zobacz także

Zobacz także