Anatoli tłumaczy, że ludność Łucka nie wpada w panikę, ale widać, że w sklepach jest więcej ludzi zaopatrujących się w produkty pierwszej potrzeby, tworzą się kolejki przed bankomatami i na stacjach benzynowych. - Można kupić tylko 20 litrów benzyny - zaznacza. Zapytany, czego najbardziej się obawia, dziennikarz podkreślił, że martwi się o rodzinę, która mieszka pod Kijowem, i o 22-letniego syna. - Gdyby był teraz ze mną, wywiózłbym go do Polski - tłumaczy.
Anatoli Olich, dziennikarz "Monitora Wołyńskiego", o sytuacji na Ukrainie:
Jak wygląda życie w Łucku? Jak dziennikarz "Monitora Wołyńskiego" ocenia działania państw zachodnich w obliczu wojny Rosji z Ukrainą? Jakie komunikaty docierają do mieszkańców Łucka? Czy Anatoli Olich zamierza pozostać na Ukrainie? Zapraszamy do obejrzenia całej rozmowy.
Rozmawiał Paweł Kurek.
***
Rosyjskie wojska kontynuują ofensywę w innych rejonach Ukrainy. Wojska weszły do Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. "Rosyjskie okupacyjne siły próbują zająć czarnobylską elektrownię jądrową. Nasi obrońcy oddają życie, by tragedia 1986 roku się nie powtórzyła" - przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Tymczasem władze miejskie Kijowa ogłosiły alarm przeciwlotniczy i zaapelowały do mieszkańców, by udali się do schronów. Cztery stacje metra, przez które nie kursują teraz pociągi, przeznaczono na schrony - poinformował mer Witalij Kliczko. Wprowadzono też godzinę policyjną, która będzie obowiązywać od 22.00 do 7.00.
Także szef charkowskiej administracji obwodowej Ołeh Syniehubow wezwał ludność do słuchania sygnałów alarmowych i w razie niebezpieczeństwa - znalezienia najbliższego miejsca, gdzie można się ukryć: schronów przeciwbombowych, podziemnych parkingów, stacji metra itp. Władze obwodu opublikowały w internecie mapę z zaznaczonymi schronami przeciwbombowymi.