Łukaszenka, a także przywódcy Armenii, Kazachstanu, Kirgistanu, Uzbekistanu, Tadżykistanu i Turkmenistanu wzięli udział we wtorkowej paradzie w Moskwie z okazji Dnia Zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami w II wojnie światowej.
Radio Swoboda podkreśliło, że białoruski lider "niezwykle smutno" wyglądał na trybunie defilady i że w kuluarach zaczęły krążyć pogłoski na temat tego, że zachorował. Dziennikarze ponadto poinformowali, że Łukaszenka miał zabandażowaną prawą rękę. Niemniej nie ma żadnych oficjalnych szczegółów na temat jego stanu zdrowia.
Białoruski dyktator otrzymuje kroplówki?
Z kolei Biełsat przytoczył hipotezę białoruskiego politologa Dzmitryja Bałkunca, iż białoruski prezydent jest od tygodnia chory i "to dlatego miał wszczepiony w rękę wenflon, przez który otrzymuje kroplówki".
Ponadto Bałkuniec stwierdził - relacjonowano dalej - że "białoruskiego dyktatora na lotnisko w Moskwie odprowadzano w asyście karetki". Reżim nie skomentował na razie tych doniesień.
Zrezygnował z tradycyjnego przemówienia
We wtorek wieczorem Aleksandr Łukaszenka uczestniczył (już bez zabandażowanej ręki) w uroczystości złożenia kwiatów pod pomnikiem Zwycięstwa w Mińsku. Jak poinformował Biełsat, zrezygnował on jednak z tradycyjnego przemówienia. Zastąpił go minister obrony Wiktar Chrenin.
Czytaj także:
PAP/belsat.eu/PR/łl