Tragedia w szwajcarskim barze. Właściciel milczy, ale już otworzył inny lokal
Podczas gdy w sąsiednim Crans-Montana odbywał się cichy marsz ku pamięci 40 ofiar pożaru, właściciel baru Le Constellation otwierał inną swoją restaurację, jakby tragedia nie miała miejsca - zwraca uwagę niemiecki "Bild". Prokuratura kantonalna prowadzi wobec francuskiej pary śledztwo i stawia im trzy zarzuty.
2026-01-05, 08:44
Pożar w Crans-Montana. 40 ofiar tragedii w barze Le Constellation
Do pożaru w barze Le Constellation, położonym w popularnym kurorcie narciarskim Crans-Montana na południu Szwajcarii, doszło w sylwestrową noc około godz. 1.30, w nocy ze środy na czwartek. W tragedii zginęło 40 osób, a 119 zostało rannych. Stan zdrowia wielu poszkodowanych lekarze określają jako ciężki lub bardzo ciężki.
W niedzielę szwajcarska policja poinformowała o zakończeniu identyfikacji wszystkich ofiar tragicznego pożaru. Łącznie życie straciło 21 obywateli Szwajcarii oraz dziewięciu obywateli Francji, wśród nich osoba posiadająca także szwajcarskie obywatelstwo oraz ofiara legitymująca się trzema paszportami: francuskim, izraelskim i brytyjskim.
Wśród zabitych znalazło się również sześcioro obywateli Włoch, w tym osoba mająca jednocześnie obywatelstwo włoskie i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ponadto w pożarze zginęli obywatele Belgii, Portugalii, Rumunii oraz Turcji. Najmłodsza ofiara miała 14 lat, a najstarsza 39 lat.
Właściciele baru zatarli ślady?
Prokuratura kantonalna wszczęła w sobotę śledztwo przeciwko francuskiej parze, do której należał bar. Portal dziennika "Blick" poinformował, że oboje usunęli z internetu zdjęcia baru po remoncie, na których było widać m.in. zwężone schody i inne zmiany, które mogły zaważyć na bezpieczeństwie uczestników sylwestrowej zabawy.
Portal niemieckiej gazety "Bild" próbował bezskutecznie skontaktować się z właścicielami obiektu. Operator baru unika jednak rozmów z mediami. Od dziennikarzy "odgradza się umięśnionymi i wytatuowanymi znajomymi z Korsyki, po czym bez słowa znika" w swoim kolejnym lokalu o nazwie Le Vieux Chalet.
Jak relacjonuje portal, to właśnie tam, trzy dni po katastrofie w Crans-Montana, spotkał się z pracownikami, by opłakiwać współpracowników, którzy zginęli w pożarze. Zapłakana kobieta wołała, że wszyscy są w żałobie, z kolei mężczyzna, krzycząc po francusku, w wulgarny sposób obraził dziennikarzy i kazał im odejść.
Bez odpowiedzi pozostał również zestaw pytań przesłanych do właściciela za pośrednictwem WhatsAppa. Redakcja "Bild" chciała ustalić m.in., czy izolacja sufitowa w jego barze została odebrana przez straż pożarną oraz kiedy przeprowadzono ostatnią kontrolę przeciwpożarową.
Prokuratura zarzuca francuskiej parze nieumyślne doprowadzenie do śmierci, nieumyślne spowodowanie uszczerbku na zdrowiu oraz nieumyślne dopuszczenie do podpalenia. Para nie została aresztowana, ponieważ współpracuje ze śledczymi i w ich ocenie nie ma zagrożenia matactwa czy zacierania śladów.
Tragedia w Crans-Montana. Iskry, zwężone schody i łamane zasady
Z pierwszych ustaleń wynika, że bezpośrednią przyczyną pożaru, który ogarnął dwupoziomowy bar, były iskry z zimnych ogni zamocowanych na butelkach szampana i trzymanych zbyt blisko sufitu przez uczestników zabawy. Według mediów sufit wykończono pianką izolacyjną, użytą najprawdopodobniej do wygłuszenia sali.
Rzymski dziennik "La Repubblica" przytoczył wypowiedzi mieszkańców alpejskiego kurortu, którzy ujawnili, że w lokalu wprowadzano stałe zmiany, by ratować go przed bankructwem. Według tych relacji właściciele stale zwiększali liczbę stolików na dolnym poziomie i o ponad połowę zwęzili schody. Wyjście miało około metra szerokości.
Cytowana przez dziennik 19-latka, która zdołała uciec z płonącego lokalu, relacjonowała, że teoretycznie wstęp na zabawę miały tylko osoby dorosłe, ale usłyszała, że wystarczyło pokazać jeden dokument, by wejść razem z osobami w wieku 16, 17 lat.
Prasa poinformowała też, że lokal miał licencję na serwowanie jedzenia i alkoholu, nie na funkcjonowanie jako dyskoteka, a mimo to w zaproszeniu na zabawę sylwestrową obiecywano uczestnikom "szalone tańce do rana".
- Łotwa alarmuje. Odkryto uszkodzenie kabla na Morzu Bałtyckim
- Wielka Brytania i Francja atakują IS. Zbombardowano podziemne magazyny broni
- Berlin pogrążony w ciemnościach. Wiadomo, kto sparaliżował miasto
Źródło: Polskie Radio/Bild/PAP/nł