Jeden błąd i rakieta może uderzyć w Polskę. "Zaczęła się najkrwawsza faza wojny"

- Gdyby obliczenia były mniej precyzyjne, podczas niedawnego ostrzału rakieta Oriesznik mogłaby trafić w terytorium Polski - zauważa pułkownik Serhij Hrabski. Ostrzega, że wojna Rosji z Europą już się toczy: choć trzecia wojna światowa w gorącej fazie do tej pory nie nadeszła, to Rosja prowadzi do niej przygotowania i testuje Zachód.

Agnieszka Kamińska

Agnieszka Kamińska

2026-01-17, 10:53

Jeden błąd i rakieta może uderzyć w Polskę. "Zaczęła się najkrwawsza faza wojny"
Oresznik może przenosić głowice jądrowe. Foto: -/AFP/East News
Czytaj także:

  • Na froncie w Ukrainie zaczęła się najkrwawsza faza wojny od początku inwazji
  • Rosja prowadzi aleppizację miast - zamienia je w pustynię, to celowa taktyka
  • Celem Rosji jest niszczenie narodów - ostrzega pułkownik Serhij Hrabski
  • Jeden ze schwytanych pilotów mówił wprost: kazano nam wymazać Ukraińców z powierzchni ziemi
  • - Jesteśmy w sytuacji "drugiej i pół wojny światowej" - gorąca faza III wojny światowej jeszcze się nie rozpoczęła, ale trwa testowanie możliwości i reakcji państw demokratycznych - uważa wojskowy

"Aleppizacja". Rosja ściera miasta z powierzchni ziemi

W Ukrainie panują potężne mrozy. W nocy temperatura spada do -17 stopni i niżej. Tak będzie przez szereg dni. Dlatego właśnie Rosja z większą częstotliwością ostrzeliwuje ukraińskie miasta, a zwłaszcza zakłady energetyczne, które gwarantują Ukraińcom światło i ciepło.

Ukraiński pułkownik rezerwy Serhij Hrabski w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl wskazuje, że takie ostrzały Kijowa to dobrze znana, tradycyjna taktyka Rosji. Kreml nie może osiągnąć strategicznego przełomu na froncie ani nawet nie może zrealizować żadnego z celów operacyjnych, zatem przechodzi do terroru przeciwko ludności cywilnej.

Wojskowy wskazuje, że ostrzał miast to zbrodnia wojenna. A jednak - nie jest to nic wyjątkowego, jeśli chodzi o ataki Rosji. Moskwa działa w ten sposób od bardzo dawna. Niewiele dni wcześniej Kreml metodycznie i konsekwentnie atakował Odessę, infrastrukturę miast Dniepr i Zaporoża oraz regionu - wskazuje wojskowy.

Dodaje, że zgodnie z zasadami wojny miasto nie może być uznane za strefę wojenną, ponieważ prowadzi to do nieuzasadnionych strat wśród ludności cywilnej. - Na swoje potrzeby wymyśliłem termin, który obrazuje podejście Rosji do atakowanych obszarów i ich ludności. Rosja prowadzi demonstracyjne aleppizację miast, w sposób znany z miasta Aleppo w Syrii, które zniszczyła, zrównała z ziemią - zaznacza wojskowy.

Mały błąd i Oriesznik może spaść w Polsce? Nowa faza wojny

Wojskowy dodaje, że żyjemy od pewnego czasu w warunkach wojny hybrydowej, która obecnie prowadzona jest nie tylko przeciwko Ukrainie, ale także przeciwko całej Europie.

Wskazuje, że uderzenie Oriesznikiem w okolice Lwowa było emocjonalnym aktem Rosji. Jednocześnie zauważa, że Lwów znajduje się 50-70 kilometrów od granicy ukraińsko-polskiej. - Błąd w obliczeniach mógłby sprawić, że Oriesznik mógłby trafić gdzieś w Przemyślu, w Rzeszowie. To stanowi zagrożenie dla kontynentu europejskiego. Nieodpowiedzialne, emocjonalne i przestępcze działania Kremla mogą mieć poważne konsekwencje - ostrzega pułkownik. Stawia pytanie, czy wszyscy są na taką ewentualność przygotowani?

Kijów niczym "zimne piekło"

Ukraina nadal wykazuje swoją niezwykłą odporność w systemach obrony powietrznej. Podczas ostatniego zmasowanego ostrzału Kijowa ukraińskie siły zbrojne zestrzeliły ponad 80 procent celów powietrznych, które poleciały do stolicy Ukrainy. - Gdyby cały arsenał uderzył w Kijów, ten zamieniłby się w prawdziwe piekło. Zimne piekło - mówi. Wojskowy pyta jednocześnie, czy państwa partnerskie potrafiłyby sobie poradzić ze skutkami takich ostrzałów?

Chcą wymazać cały naród. "Wyniszczają Ukraińców, tak jak kiedyś Polaków"

Rosja próbuje zadać jak największe szkody ludności cywilnej. Dotyczy to ogółu atakowanego narodu. Tak jest w przypadku Ukrainy, tak będzie i z innymi atakowanymi. - Rosja nie walczy z "kijowskim reżimem przestępczym", jak to tam nazywają, lecz z narodem Ukrainy. Wyznaczają winowajców - i tu całe narody są ich winne. W XIX wieku głównym wrogiem Imperium Rosyjskiego byli Polacy. Dziś jest tak samo: Rosja wyznacza sobie wrogie państwo i próbuje je zniszczyć - mówi nam Serhij Hrabski.

- Podczas jednej z moich podróży na południe miałem okazję uczestniczyć w przesłuchaniu rosyjskiego pilota, który został pojmany przez Ukraińców. Zadawano mu pytania. Pytano go o ostrzał osady, w której nie było żadnych obiektów wojskowych, co przecież widział. Zatem dlaczego ją zbombardował? Powiedział spokojnie, wzruszając ramionami: "Mamy rozkaz wymazać was jako naród". I to jest odpowiedź, co tu się dzieje - mówi pułkownik.

Mimo tego, jak zauważa, Rosja nie potrafi pokonać dystansu między pragnieniem a efektem. - Federacja Rosyjska nie dysponuje zdolnościami, by zadać taki cios, który mógłby powalić Ukrainę i Europę - dodaje. Jednocześnie, Rosja bardzo chciałaby tego dokonać.

Wojskowy dodaje, że według dostępnych statystyk, w zeszłym roku Kreml wystrzelił ponad 55 tysięcy celów powietrznych w kierunku Ukrainy. Zaznacza, że ta liczba może pozwolić uzmysłowić sobie, jak wiele sił zaangażowała Ukraina w obronę. Państwa Europy powinny być gotowe na taką intensywność ostrzału.

Trzecia wojna światowa za progiem? "Trwa przygotowanie"

Rosja mimo strat, które osiągają szalony poziom, próbuje przesuwać się na froncie. - Na początku tej wojny, gdy liczono straty, zakładaliśmy stałą liczbę trzech lub nawet czterech rannych na osobę zabitą, dziś stosunek liczby zabitych do rannych w wyniku masowego użycia dronów i artylerii wynosi około 60 lub 65 procent zabitych. Te szacunki potwierdzają nagrania z monitoringu. To oznacza 35-40 procent rannych wśród ofiar. To znaczy, że wojna weszła w bardzo krwawą fazę i rozumiemy, że każdy dzień to szalone straty na polach bitew - dodaje Serhij Hrabski.

Jak zaznacza, właściwe wydaje się określenie, że jesteśmy w sytuacji "drugiej i pół wojny światowej". - Gorąca faza III wojny światowej jeszcze się nie rozpoczęła, ale trwa testowanie możliwości i reakcji państw demokratycznych. To nie są przypadki izolowane i niepowiązane. Dla mnie jest absolutnie jasne, że to wspólne strategiczne zadanie lub bitwa, jeśli można tak powiedzieć, którą Rosjanie prowadzą przeciwko demokratycznym krajom Europy - dodał wojskowy.

"Działania wojenne wzdłuż całej linii frontu"

Nasz rozmówca zaznacza, że sytuacja na froncie jest trudna. Przy tym od miesięcy w opisie frontu mowa jest o tych samych nazwach miejscowości. - Ciężkie walki trwają w rejonie Hulajpola. Wróg próbuje wywierać presję przez Stepanohirsk i zbliżyć się do Zaporoża - mówi nam pułkownik.

Tymczasem w obwodzie charkowskim w Kupiańsku Ukraińcy zakończyli operację wypychania stamtąd Rosjan - dodaje. - Zakończyliśmy oczyszczanie miasta, niszcząc ostatnie komórki przeciwko rosyjskim żołnierzom, którzy wciąż tam stawiali opór - relacjonuje.

Działania wojenne toczą się praktycznie wzdłuż całej linii frontu, wskazuje pułkownik Hrabski. O trudnej sytuacji można mówić, jak zaznacza, w obwodzie charkowskim, gdzie Rosja próbowała posunąć się naprzód w rejonie Wowczańska. Wskazuje, że niespokojnie jest też w regionie sumskim, gdzie Rosja próbuje prowadzić aktywne działania wojenne w rejonie Junakiwki, czyli dawnego "wypustu kurskiego".

Do tego Rosja stara się wzmocnić swoje wysiłki na kierunku Łymana i Siwerska. - W rejonie Łymanu Rosja chce wypchnąć wojska ukraińskie do brzegu Siwerskiego Dońca i zmusić je do wycofania się z tego terytorium, pozostawiając Łyman prawie nietkniętym - uważa pułkownik.

Grupy bojowe Rosjan pojawiają się też w rejonie Swiatihorska, co ukraińskie wojsko uznaje za bardzo niebezpieczne. Wciąż mowa jest o intensywnych działaniach wojennych w rejonie Pokrowska i Kostantyniwki.

Kontrwalki i inne działania

Także Hulajpole stało się miejscem zaciętych działań wojennych, gdzie toczą się tzw. kontrwalki, gdy zarówno ukraińskie, jak i rosyjskie wojska próbują przejąć kontrolę nad określonymi miejscami. Są ataki wroga w rejonie obwodu dniepropietrowskiego, w rejonie Pokrowska, a szczególnie niepokoi nas aktywność sił wroga w rejonie Stepnohirska, na podejściu do Zaporoża - wskazuje.

Linia frontu, jak dodaje pułkownik, pozostaje niezwykle aktywna. Rosyjska armia masowo wykorzystuje lotnictwo. - Już zapomnieliśmy, kiedy był tydzień, gdy Rosja zrzuciła mniej niż tysiąc bomb kierowanych z powietrza lub bomb niekierowanych - mówi nam wojskowy. Armia ukraińska również korzysta ze swojego lotnictwa, ale, jak zaznacza, pod względem wskaźników liczbowych ukraińskie lotnictwo jest nadal mniej znaczące.

Czytaj także:

Źródło: PolskieRadio24.pl/Agnieszka Kamińska

Polecane

Wróć do strony głównej