Węgrzy krzyczą "Ruscy do domu". Czują się dziś jak po rewolucji

Po porażce partii Viktora Orbana Węgrzy liczą na odnowę tak bardzo, że życzą sobie szczęśliwego Nowego Roku. - Doświadczenia z wyborów posłużą do budowy tarczy obronnej demokracji - mówi portalowi PolskieRadio24.pl Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Visegrad Insight i prezes Fundacji Res Publica.

Agnieszka Kamińska

Agnieszka Kamińska

2026-04-16, 11:14

Węgrzy krzyczą "Ruscy do domu". Czują się dziś jak po rewolucji
Radość na ulcach Budapesztu po zwycięstwie TISZY w wyborach. Foto: Reuters
  • Węgrzy mówią sobie na ulicach "szczęśliwego Nowego Roku" - mówi Wojciech Przybylski
  • Rosja toczy nie tylko wojnę w Ukrainie, trwa wojna Rosji i Chin z demokracjami
  • chaotyczny interes pełen hipokryzji - to clue działań Orbana przed wyborami, wskazuje nasz rozmówca
  • "Ruscy do domu" - to hasło znów rozbrzmiewa na Węgrzech, po ujawnieniu nagrań ujawniających, jak szef MSZ Węgier i premier usłużnie rozmawiają z Kremlem

Oszałamiające zwycięstwo nad Viktorem Orbanem

W wyborach parlamentarnych na Węgrzech wielkie zwycięstwo odniosła opozycyjna dotąd Partia Szacunku i Wolności (TISZA). Zdobyła większość konstytucyjną: ma więcej niż 133 mandaty w 199-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Na ten moment, po przeliczeniu 98 procent głosów, TISZY przypadałoby 136 mandatów.

Peter Magyar, lider zwycięskiej partii TISZA, chce jak najszybszego przekazania władzy dotychczasowej opozycji. Wzywa prezydenta do rezygnacji, chce jak najszybszego zwołania Zgromadzenia Narodowego. Zamierza uchwalić nową ustawę medialną, powołać nowy urząd do spraw mediów i stworzyć profesjonalne warunki dla mediów państwowych.

O najważniejsze obserwacje "na gorąco" po wyborach na Węgrzech zapytaliśmy Wojciecha Przybylskiego, redaktora naczelnego Visegrad Insight, prezesa Fundacji Res Publica. Analityk obserwował kampanię wyborczą i przebieg wyborów. W dniu głosowania był na Węgrzech i był świadkiem historycznego wieczoru, entuzjazmu po porażce partii Viktora Obrana i zwycięstwie opozycji. Węgrzy uważają, że nadszedł czas odnowy. Zapraszamy do lektury wywiadu.

***

Peter Magyar.Fot. PAP/EPA/TIBOR ILLYES Peter Magyar.Fot. PAP/EPA/TIBOR ILLYES

PolskieRadio24.pl: Co najbardziej Pana uderzyło, jeśli chodzi o najnowsze wybory na Węgrzech? Z czego warto zdawać sobie sprawę?

Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Visegrad Insight, prezes fundacji Res Publica: Warto powiedzieć, szczególnie w Polsce, że to nie były takie wybory, jak u nas w 2023 roku. Były to raczej takie wybory, jakie miały miejsce w Polsce w 1989 roku, kiedy władza była przekonana, że kontroluje sytuację. Myślała, że wytworzyła system wyborczy, wprawdzie z wentylami bezpieczeństwa, ale za to pozwalający na pełną kontrolę. Jednak owa władza nie przewidziała rozwoju wydarzeń i nie umiała sobie poradzić z buntem społecznym, ze swojego rodzaju rewolucją, także rewolucją moralną, taką, która dziś w jakimś sensie daje początek nowym Węgrom.

Byłem w Budapeszcie w dniu wyborów. Co trochę zabawne: Węgrzy mówią sobie na ulicach "szczęśliwego Nowego Roku". To jak w czasach rewolucyjnych. Nieraz w historii różnych krajów, w momencie kiedy dokonywała się rewolucja i radykalna zmiana systemu politycznego, ludzie oczekiwali wielkiej odnowy. Z tą różnie potem bywało. Jednak oczekując odnowy, przyszłość określali jako nowy czas, wyznaczali nowy kalendarz. Od nowa zaczynali mierzyć czas. Węgrzy żyją w tym momencie takim przekonaniem.

Czego dzisiaj chcą Węgrzy? Co w ich mniemaniu powinno się zmienić? Nasuwa się też inne pytanie: co ma szansę się zmienić?

Jeśli śledzić wypowiedzi wypowiedzi lidera partii TISZA Petera Magyara: zmienia się po kolei wszystko. Zliczanie głosów najpewniej będzie trwało najpewniej do końca tygodnia. Jednak mandat Petera Magyara jest już potwierdzony  matematycznie.

Magyar powiedział, że prezydent, przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, prokurator generalny i niektórzy inny urzędnicy, powinni ustąpić. Chodzi o osoby, które nie służyły prawu i konstytucji w takim stopniu, jak faktycznie służyły układowi sił zaprojektowanemu przez Orbana i jego partię Fidesz.

Co więcej, i to może dla nas najważniejsze, zmienia się o 180 stopni orientacja polityki zagranicznej Węgier. Viktor Orban prowadził politykę, którą określam jako przykład chaotycznej hipokryzji w polityce międzynarodowej. Nie jest to jedyny taki przypadek w Europie.

Orban balansował pomiędzy różnymi orientacjami geostrategicznymi: tu NATO i Unia Europejska, tam Chiny i Rosja. Składał obietnice, oferty, usługiwał różnym państwom… A realizował przede wszystkim własne chaotyczne interesy.

Był pełen hipokryzji, bo opowiadał przy tym o interesie ich Węgier i nadrzędnych celach, ale te ostatecznie sprowadzały się do sposobów bogacenia się jego i jego rodziny kosztem podatników węgierskich. A co jeszcze ważniejsze, to wszystko odbywało się kosztem ograniczenia naszej wolności w Europie. W tym dotyczyło to wolności działania i przeciwdziałania naszym wrogom, takim jak Rosja. Nie wspominam o kosztach, które ponosiła w wyniku działalności Wiktora Orbana, Ukraina, sąsiad Węgier.

Teraz w Unii Europejskiej wiele się zmieni. Znika największy hamulcowy. Był przy władzy od 16 lat. To ktoś, kto nieustannie "wywracał stolik". Może równać się tylko z Donaldem Tuskiem, jeśli chodzi o staż polityczny w instytucjach europejskich i obecności w procesie podejmowania decyzji o przyszłości Europy.

Mamy do czynienia nie tylko ze zmianą pokoleniową. Peter Magyar ma doświadczenie w polityce instytucji europejskich. Zapowiada na bazie tego doświadczenia zwrot w sposobie realizacji interesów Węgier w Europie. Chodzi o przystąpienie do organizacji prokuratury europejskiej, odblokowanie funduszy dla Ukrainy. W programie TISZY zapisane jest przystąpienie do strefy euro. A to wiąże się przede wszystkim z postulatami zrównoważenia finansów publicznych i gospodarki węgierskiej. Gdy Węgrzy będą spełniali kryteria konwergencji, TISZA będzie starała się o przystąpienie do strefy euro. Węgrzy uznają, że to w ich interesie, bo nie będą wtedy płacić kosztów konwergencji i ryzyka kursowego walut, będą uczestniczyć w kluczowych decyzjach o polityce gospodarczej Europy. Strefa euro to klub państw decydujących o przyszłości Europy, a Viktor Orban przez ostatnie lata Węgry wykluczył z tego klubu.

Taki horyzont zmiany szykują nam zapowiedzi Orbana. Co więcej można się spodziewać, że w wyniku większości konstytucyjnej, którą osiągnęła partia TISZA, większość albo dużą część z tych zapowiedzi uda się osiągnąć bez większego problemu.

Budapeszt, 12 kwietnia 2026 roku. Fot. PAP/ EPA/Robert Hegedus Budapeszt, 12 kwietnia 2026 roku. Fot. PAP/ EPA/Robert Hegedus

Dlaczego do tej pory Węgrzy pozwalali partii Viktora Orbana rządzić ich krajem, a teraz to się zmieniło?

Od trzech lat węgierskie społeczeństwo jest coraz bardziej rozczarowane i zmęczone brakiem perspektyw i opowiadaniem im o ideologiach. Nie interesują Węgrów ambicje "mieszania w polityce europejskiej" i sprzymierzania się z partiami, które wysługują się Moskwie. Wrażliwość Polaków na kwestie rosyjskie jest dużo większa niż Węgrów. Jednak Orban zaniedbał zadanie budowania dobrobytu społeczeństwa.

Tu właśnie Viktor Orban poległ. Do tego rysy na partii FIDESZ pojawiły się po aferach dotyczących wykorzystywania dzieci i używania władzy do tuszowania tych spraw. Z jednej strony była to afera pedofilska i ułaskawienie osoby zamieszanej w ten proceder (w 2024 roku). Potem pojawiła się afera przemocy wobec dzieci w poprawczaku (w 2025 roku). To spowodowało oburzenie moralne. Przelały czarę goryczy w społeczeństwie. Wiktor Orban nie doprowadził do procesu naprawczego, ale uciekał w ideologię.

Nasuwają się tu na myśl rozmowy ministra spraw zagranicznych Węgier Petera Szijjarto z Siergiejem Ławrowem. Służalczość wobec szefa MSZ Rosji budzi oburzenie i bardzo wiele pytań.

Wielu Węgrów wołało: "Ruscy do domu". To jest zawołanie rewolucyjne z 1956 roku z czasu rewolucji. Została ona następnie krwawo stłumiona przez czołgi sowieckie. W 1989 roku także Viktor Orban powtarzał "Ruscy do domu", żądając, by Armia Czerwona opuściła państwa Europy Wschodniej.

Węgrzy wołali tak w tych dniach w szczególności w odpowiedzi na to, co ujawniły doniesienia dziennikarzy śledczych, takie jak Szabolcs Panyi z portalu VSquare. Przedstawili oni nagrane rozmowy szefów MSZ Węgier i Rosji. Był także przeciek do Agencji Bloomberga, który zapewne pochodził bezpośrednio z kancelarii premiera lub z jej otoczenia, albo z archiwum. Wyciek pokazywał, jak Viktor Orban płaszczy się przed Putinem.

Hasło "Ruscy do domu" brzmiało głośno także dlatego, bo dziennikarze śledczy ujawnili, że Władimr Putin wysłał na Węgry agentów GRU, zajmujących się operacjami wywiadu, wpływu, manipulacjami i innymi działaniami o charakterze ofensywnym w rozmaitych państwach Zachodu. Według mediów, agencji GRU zostali wysłani na Węgry, by asystować w utrzymaniu władzy Viktora Orbana i FIDESZU przy użyciu nielegalnych środków, prowokacji, kampanii internetowych. Węgrzy, dowiadując się o tych wszystkich szczegółach, na pewno czuli się upokorzeni i oburzeni. Te emocje kumulowały się na bazie niedostatków życiowych. Wcześniej, nawet jeśli te informacje krążyły w przestrzeni publicznej, docierały do niektórych Węgrów, to nie były dla nich tak ważne.  W odróżnieniu od Polaków, Węgrzy uważali i nadal uważają, że Rosja nie jest dla nich bezpośrednim zagrożeniem.

A jeśli chodzi o sposób działania agentów rosyjskich na Węgrzech, to w Unii Europejskiej w różnych stolicach trwa opracowywanie metod przeciwdziałania takim operacjom. Jest to oparte także na doświadczeniu z wyborów w Rumunii i Mołdawii. Chodzi o to, by społeczeństwa nie dały się oszukać i zmanipulować przez podmioty wrogie demokracji, by obywatele mieli uczciwe szanse wskazać swoich kandydatów w wyborach. Trwa wojna w Ukrainie, ale Rosja i Chiny prowadzą też walkę z zachodnimi demokracjami od środka. Unia Europejska będzie czerpała wiele lekcji z wyborów na Węgrzech przy tworzeniu tzw. tarczy demokratycznej. Chodzi o koordynację działań obronnych na poziomie europejskim, takich, które mają dać wyborcom uczciwą przestrzeń do wyborów, nie zmanipulowaną przez wrogich demokracjom aktorów.

***

Czytaj także:

Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Visegrad Insight, prezes Fundacji Res Publica zajmuje się polityką europejską, koncentruje się na państwach Europy Środkowej. Rozmawiała Agnieszka Kamińska, PolskieRadio24.pl

***

Źródło: PolskieRadio24.pl/inne

Polecane

Wróć do strony głównej