Horror na Słowacji. Usłyszeli głosy z trumny, ciało ekshumowano
Do bardzo niecodziennego zdarzenia doszło na jednym ze słowackich cmentarzy. Podczas odwiedzin na grobie niedawno zmarłego ojca, córki mężczyzny usłyszały pukanie spod ziemi. Na miejsce wezwano policję. Sytuacja okazała się na tyle poważna, że podjęto decyzję o ekshumacji.
2026-04-28, 13:54
Usłyszały głos zmarłego
Historia rodem jak z horroru miała miejsce w niedzielę po południu we wsi Bijacovce w kraju preszowskim. Córki zmarłego w Wielki Piątek 60-latka pojechały na cmentarz, aby odwiedzić grób ojca. Po dotarciu na miejsce doświadczyły mrożącej krew w żyłach sytuacji.
Spod ziemi, dokładnie w miejscu spoczywania trumny z ciałem mężczyzny, usłyszały pukanie. Na tym jednak nie koniec, ponieważ chwilę potem słyszany był również głos zmarłego. Przerażone kobiety natychmiast wezwały na miejsce służby.
Policjanci potwierdzili zgłoszenie
Strażacy i policjanci dotarli na miejsce po kilkudziesięciu minutach. Co zrozumiałe, z początku byli sceptycznie nastawieni do zgłoszenia. Sytuacja zmieniła się jednak diametralnie, kiedy funkcjonariusze sami usłyszeli to, co opisywały córki zmarłego.
Na miejscu było wówczas już wielu mieszkańców. Z jednym z naocznych świadków tego zdarzenia rozmawiał dziennik "Pluska". Twierdzi on, że policjanci byli przerażeni po tym, jak zmarły zaczął z nimi rozmawiać. Jeden z funkcjonariuszy miał nagrać dźwięki wydobywające się z grobu.
- Stukanie zaczęło się około godz. 12.30 i nie ustawało - po prostu trwało. Wszyscy tam byliśmy, przyjechała policja i oni nadal słyszeli walenie. Policja też rzuciła się do ucieczki, zebrała się i poszła na bok - relacjonował świadek.
Dokonano ekshumacji
Od godz. 16 służby czekały na zezwolenie na ekshumację i przybycie konduktu pogrzebowego. Po wydobyciu trumny ciało przewieziono do badań. W ich toku ustalono, że mężczyzna zmarł, a ciało pozostało w tej samej pozycji, w której złożono je do grobu.
60-latek zmarł w Wielki Piątek po amputacji nogi. Według lekarza ze szpitala w Powaskiej Bystrzycy Milana Kulkovskiego sytuacja ma jedynie dwa racjonalne wyjaśnienia. Z uwagi na to, że ciało leżało w grobie ponad dwa tygodnie, było niemożliwe, aby mężczyzna były żywy. Według medyka da się to wytłumaczyć jedynie żartem, lub zbiorową halucynacją.
- Jeśli ludzie rzeczywiście coś słyszeli, policja powinna dokładnie przeszukać grób, chyba że ktoś celowo zostawił w nim coś, co mogłoby wydawać dźwięk - twierdzi lekarz. - Jeśli nieudana próba żartu nie zostanie udowodniona, nadal może to być zbiorowa halucynacja. Nic innego nie jest możliwe - dodał.
Eksperci tłumaczą zajście
Prezes Słowackiego Stowarzyszenia Usług Pogrzebowych i Kremacyjnych Ladislav Striz ocenił, że przy dzisiejszej technologii ewentualny pochówek żywcem jest praktycznie niemożliwy. Według niego za sytuację odpowiada stres emocjonalny.
Z takimi stwierdzeniami zgodził się także dyrektor zakładu pogrzebowego, który interweniował w sprawie. - Współczesna medycyna, przepisy prawne i procedury pogrzebowe dają wiele gwarancji, które praktycznie wykluczają możliwość pochówku żywej osoby - tłumaczył Rastislav Pazin. Ostatecznie pogrzeb musiał odbyć się ponownie. Policja z Preszowa wszczęła natomiast dochodzenie, aby wyjaśnić, czy w sprawie doszło do popełnienia przestępstwa.
Czytaj także:
- Gang handlujący ludźmi rozbity. Tak działali
- Papierosy z Białorusi w oborze. Policjanci schwytali przemytnika
- Ukradł kościelną skrzynię na datki. Sprawca schował się pod folią na truskawki
Źródła: Polskie Radio/cnn.iprima.cz/pluska.sk/egz