Zeznania: Facebook, Twitter i Google zalane propagandą Rosji. 126 milionów osób mogło widzieć posty propagandowe podczas kampanii wyborczej w USA

Rosyjska propaganda dotyczyła m.in. spraw związanych z migracją, dostępu do broni, praw mniejszości etnicznych i seksualnych. Na Facebooku posty wiązane z kampanią Kremla dotarły do 126 milionów osób, połowy uprawnionych do głosowania. Na YouTube odkryto 1000 filmów, które często przemycały propaganodwe treści w sposób ukryty, na przykład we vlogach podróżniczych. Elementy propagandy były wplecione w inną tematykę.

2017-11-01, 16:54

Zeznania: Facebook, Twitter i Google zalane propagandą Rosji. 126 milionów osób mogło widzieć posty propagandowe podczas kampanii wyborczej w USA

Szefowie firm takich jak Facebook, Google i Twitter zeznali przed Kongresem USA, że zdają sobie sprawę z obecności rosyjskiej propagandy w kampaniach reklamowych, jakie umieszczano w ich serwisach.

Treści propagandowe koncentrowały się na tematyce kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi w USA, a także na problemach związanych z imigracją, dostępem do broni, prawami mniejszości etnicznych i seksualnych - zeznały firmy.

Żadna z firm nie wyraziła publicznie wsparcia dla dyskutowanego w USA prawa, które ma zobowiązywać do ujawniania danych organizacji politycznych, które wykupują reklamy u internetowych gigantów, zdeklarowały one jednak, że wprowadzą więcej przejrzystości w swoje działania w zakresie zezwalania na obecność reklamy politycznej.

Wysłuchanie przed Kongresem zbiegło się w czasie z ujawnieniem przez Facebooka, że na reklamy zawierające rosyjskie treści propagandowe narażonych było 126 mln użytkowników, co stanowi połowę populacji USA mającej uprawnienia do głosowania.

REKLAMA

Senator Lindsey Graham podczas wysłuchania w Kongresie powiedział, że sektor technologiczny musi zwracać szczególną uwagę na tego typu problemy. - To wyzwanie dla bezpieczeństwa narodowego w XXI wieku - oświadczył. Senator John Kelly, również obecny na wysłuchaniu, zwracając się do przedstawicieli Facebooka, Twittera i Google powiedział: "wasza władza czasami mnie przeraża".

Według przedstawiciela Facebooka Colina Stretcha wpływ Rosji za pośrednictwem Facebooka "stworzył nowe wyzwanie dla firmy, całego przemysłu technologicznego i społeczeństwa". Jego zdaniem Facebook został "nadużyty" przez siły rosyjskie w celu "siania niezgody i podziałów społecznych, a także wywarcia wpływu na nasze procesy demokratyczne". "To zamach na demokrację, który narusza wszystkie nasze wartości" - mówił.

Materiały wideo: "elementy propagandy wplecione w inną tematykę"

Google poinformowało o ponad tysiącu materiałów wideo, które znalazły się w serwisie YouTube i miały charakter propagandowy. Ich łączny czas trwania sumuje się do ponad 43 godzin.

Materiały wideo miały być anglojęzyczne, pozornie niezwiązane z tematami politycznymi. Wątki propagandowe według Google pojawiały się jako elementy wplecione pomiędzy inną tematykę, taką jak na przykład vlogi podróżnicze. Pomiędzy czerwcem 2016 i listopadem 2016 odnotowały ponad 309 tys. odsłon.

"Filmy wideo nie były targetowane na żadną określoną grupę, ale zauważyliśmy, że były również udostępniane w innych sieciach społecznościowych" - powiedział przedstawiciel Google Richard Salgado.

REKLAMA

Twitter z kolei przyznał, że rosyjski wydawca RT wykupił w serwisie reklamy za łączną kwotę 1,9 mln dolarów, z czego 274,1 tys. obejmowało komunikaty nadawane podczas kampanii prezydenckiej do wybranych grup docelowych. Podczas wysłuchania wyszło na jaw, że nawet szef Twittera Jack Dorsey nie wykrył oddziaływania rosyjskiej propagandy w serwisie i sam podawał dalej tweety ją zawierające.

Na pytania związane z poparciem dla powstającego właśnie w USA nowego prawa, które ma regulować reklamę polityczną w internecie, firmy zgodnie odpowiedziały, że "wspierają jego główne założenia", nie zadeklarowały jednak współpracy z administracją.

PAP/IAR/agkm

Polecane

REKLAMA

Wróć do strony głównej