more_horiz
Wiadomości

Obiekt kosmiczny na pustyni w Utah. NASA pokazała zdjęcie i przypomniała o pechowej misji

Ostatnia aktualizacja: 08.11.2018 16:42
Wbita w ziemię kompletnie pognieciona kapsuła, wyglądająca jakby nie wyhamowała przed lądowaniem, a za nią dwa śmigłowce. Taki obraz przedstawia fotografia, którą opublikowała NASA. Obiekt nie jest statkiem przybyszów z kosmosu, ale kapsułą sondy, której misja na sam koniec nie przebiegła zgodnie z planem.
Sonda Genesis na pustynie w Utah spadła 8 września 2004 r.
Sonda Genesis na pustynie w Utah spadła 8 września 2004 r.Foto: www.nasa.gov

Chyba każdy słyszał o incydencie w Roswell. 2 lipca 1947 r. niedaleko tego amerykańskiego miasta rzekomo miało się rozbić UFO. Ponoć na posesji jednego z farmerów odnaleziono wrak latającego dysku, a następnie zabrano go do bazy wojskowej, gdzie miano go zbadać i przeprowadzić sekcję zwłok istoty pozaziemskiej, która zginęła w katastrofie obiektu, lecz jednak nigdzie oficjalnie nie zostało to potwierdzone.

Historia, którą ilustruje opublikowane w niedzielę przez NASA zdjęcie (w serii Astronomy Picture of the Day), ma bliźniaczy początek. Dalej jest już zdecydowanie inna, bo nie ma tu mowy o pozaziemskim statku. Rozbity na pustyni w stanie Utah obiekt, to kapsuła sondy Genesis, która pechowo zakończyła swoją misję.

Poleciała zebrać próbki wiatru słonecznego

Misja Genesis rozpoczęła się 8 sierpnia 2001 r. Wtedy z Przylądka Canaveral wystrzelono rakietę, która wyniosła bezzałogową sondę w kosmos. Jej zadaniem było zebranie i dostarczenie na Ziemię próbek wiatru słonecznego. Naukowcy liczyli na to, że dzięki zgromadzonym danym o cząsteczkach płynących z korony Słońca uda im się dokładniej określić skład naszej gwiazdy.

Sondę Genesis wyposażono w trzy niezależne zestawy matryc chwytających. W zależności od rodzaju pogody starano się zbierać różne rodzaje wyrzucanych cząstek. Po zakończeniu ich wyłapywania sonda zamknęła wszystkie matryce w szczelnym pojemniku i otrzymała polecenie powrotu na Ziemię, co potrwało pięć miesięcy.

Chcieli przechwycić sondę

Aby sonda mogła dostarczyć pobrane próbki, wyposażono ją w kapsułę powrotną. To właśnie w niej znajdowały się pojemniki z zebranym materiałem z punktu Lagrange’a 1 – jednego z miejsc w kosmosie, gdzie równoważy się grawitacja z Ziemi i Słońca. Kapsuła była wyposażona w osłony termiczne oraz spadochrony potrzebne do bezpiecznego lądowania.

Ponieważ matryce były delikatne i mogłyby ulec zniszczeniu podczas twardego lądowania, naukowcy opracowali metodę przechwytywania kapsuły podczas lotu przez samoloty posiadające odpowiednie haki. Taką techniką chcieli „zatrzymać” obiekt sondy Genesis i zaplanowali jej lądowanie na 8 września 2004 r. nad bazą treningową US Air Force w stanie Utah. Zgodnie z planem kapsuła miała otworzyć pierwszy spadochron na wysokości 30 km, a drugi – na wysokości 2,5 km.

Materiał zanieczyszczony

Kapsuła uderzyła jednak w ziemię z całym impetem. W pustynny piasek zaryła z prędkością 310 km/h. Nie otworzył się bowiem żaden ze spadochronów i na sam koniec misja Genesis przebiegła zupełnie nie tak, jak oczekiwano. Jedną z przyczyn wymieniano nieprawidłowe umieszczenie przez inżynierów sondy jednego z czujników akcelerometru próbnika.

Do badań cząstek oczywiście nie doszło. Wszystkie matryce zostały rozbite w drobny mak, a jeden z pojemników, w których się znajdowały, pękł. Cenny ładunek przemieszał się z pustynnym piaskiem i zanieczyścił. Na nic zdały się widoczne na fotografii helikoptery, które czuwały w pobliżu, by przechwycić kapsułę jeszcze w powietrzu i dostarczyć ją do sterylnych pomieszczeń laboratoryjnych w celu uniknięcia zanieczyszczenia próbek.

bb/TVN Meteo/genesismission.jpl.nasa.gov

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak