more_horiz
Wiadomości

Francja: protestujący starli się z policją, 130 osób w areszcie. Macron: "hańba dla dopuszczających się przemocy"

Ostatnia aktualizacja: 24.11.2018 06:00
W całej Francji odbywały się akcje protestacyjne przeciwko planom podwyżki cen paliw. Aresztowano 130 osób, a ponad 40 w samym Paryżu, gdzie doszło do starć z policją. - Hańba tym, którzy dopuszczali się przemocy wobec innych obywateli. Nie ma miejsca na taką przemoc w Republice - napisał Macron na Twitterze.  
Audio
  • Francja: starcia w Paryżu w związku z protestami przeciwko podwyżkom cen paliw. Relacja Marka Brzezińskiego (IAR)
  • Francja: sobota dniem protestów przeciwko podwyżkom cen paliw. Relacja Marka Brzezińskiego (IAR)
Protesty na ulicach Paryża
Protesty na ulicach ParyżaFoto: PAP/EPA/Julien de Rosa

Prawie 100 tysięcy osób protestowało we Francji przeciwko podwyżkom podatku od paliw - poinformował francuski minister spraw wewnętrznych. W Paryżu policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych.  W całym kraju aresztowano 130 osób. 8 osób zostało rannych, w tym 2 policjantów. 

Blokady dają się we znaki szczególnie w Bretanii, Normandii i na południe od Bordeaux. W Lille, w Tuluzie a przede wszystkim w Paryżu dochodziło do spięć między policją a tak zwanymi "żółtymi kamizelkami" - osobami protestującymi przeciwko podwyżkom cen paliw ubranymi w tego koloru kamizelki bezpieczeństwa. 

Do zamieszek doszło na Polach Elizejskich, gdy kilka tysięcy protestujących - wznoszących hasła "Macron, rezygnacja" i "Macron - złodziej" - próbowało przedostać się w okolice Pałacu Elizejskiego - siedziby prezydenta Emmanuela Macrona, a także w pobliże innych instytucji państwowych.

Prezydent komentuje

-Hańba tym, którzy atakowali policję. Hańba tym, którzy dopuszczali się przemocy wobec innych obywateli. Nie ma miejsca na taką przemoc w Republice - napisał w sobotę wieczorem na Twitterze prezydent Francji Emmanuel Macron.

Gaz łzawiący i armatki wodne

Według paryskiej prefektury użycie gazu łzawiącego i armatek wodnych było spowodowane obecnością wśród protestujących członków skrajnie prawicowych ugrupowań, którzy atakowali funkcjonariuszy. Według naocznych świadków, na których powołują się agencje, wczesnym popołudniem sytuacja we francuskiej stolicy się uspokoiła.

Odnosząc się do użycia przez policję gazu łzawiącego i armatek wodnych na Polach Elizejskich, Castaner obarczył winą za to członków ugrupowań skrajnie prawicowych, którzy - jak powiedział - odpowiedzieli na wezwanie liderki Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen i włączyli się w demonstracje, atakując funkcjonariuszy.

Le Pen odrzuciła te oskarżenia, zarzucając dla odmiany Castanerowi, że przypisując jej odpowiedzialność, próbuje czerpać polityczne korzyści z sytuacji. "Zapytałam w piątek rząd francuski, dlaczego "żółte kamizelki" nie mogą demonstrować na Polach Elizejskich. Nie wzywałam w żaden sposób do przemocy" - mówiła.

To drugi weekend protestów przeciw rosnącym cenom paliw. Przed tygodniem prowadzone one były w ponad 2000 miejscach, a wzięło w nich udział 280 tysięcy osób. Jak podało ministerstwo spraw wewnętrznych, w protestach śmierć poniosły dwie osoby, a ponad 600 doznało obrażenia.

Mężczyzna groził zdetonowaniem granatu

Aresztowano co najmniej 50 osób, choć większość demonstracji przebiegała spokojnie. Do incydentu doszło natomiast w piątek po południu w Angers na zachodzie Francji, gdzie podczas blokady drogi mężczyzna groził zdetonowaniem granatu. Po kilku godzinach oddał się w ręce policji.

Przyczyną niezadowolenia "żółtych kamizelek" - nazywanych tak z powodu odblaskowych strojów, które są obowiązkowym wyposażeniem francuskich samochodów - jest zapowiedziana przez administrację prezydenta Macrona kolejna podwyżka akcyzy na paliwa, w tym zwłaszcza na olej napędowy.

Jak informuje AFP, w ciągu ostatnich 12 miesięcy jego cena we Francji wzrosła o 23 proc., do ok. 1,51 euro za litr, co jest najwyższym poziomem od początku XXI wieku. Po części przyczyną tego wzrostu jest podniesienie podatków - w tym roku zwiększyły się one o 3,9 eurocentów za litr benzyny i 7,6 eurocentów za litr paliwa typu diesel, zaś od 1 stycznia mają one zostać podniesione odpowiednio o 2,9 oraz 6,5 eurocentów za litr.

Władze chcą w ten sposób skłonić kierowców do wymiany bardziej szkodliwych dla środowiska samochodów z silnikami diesla, które we Francji są dość rozpowszechnione, jednak wielu mieszkańców małych miast i wsi - skąd głównie wywodzą się uczestnicy ruchu "żółtych kamizelek" - na to nie stać.

Sobota dniem protestów

W całej Francji odbywały się akcje protestacyjne przeciwko planom podwyżki cen paliw, przede wszystkim oleju napędowego, który ma być droższy o sześć centów na litrze.

Zablokowane drogi, operacja "jazda w ślimaczym tempie", umożliwianie kierowcom przejazdu autostradami bez zwyczajowych opłat - to tylko przykłady protestów szczególnie widocznych w kilku regionach Francji - Normandii, Bretanii czy w południowo-zachodniej części kraju. 

Poza Paryżem manifestacje miały spokojny przebieg. Jeden z organizatorów demonstracji w środkowej Francji, który koczuje na autostradzie od początku protestu, czyli od tygodnia, opowiada, że uczestnicy akcji mają poparcie miejscowej ludności. Mieszkańcy przynoszą protestującym koce, jedzenie, napoje. 

dcz/dn/pz

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Masowy protest "Żółtych kamizelek" we Francji. Ekspert: to ryzyko dla dalszego funkcjonowania tego systemu władzy

Ostatnia aktualizacja: 26.11.2018 11:30
- Widać tu duże ryzyko dla dalszego funkcjonowania tego systemu władzy. Właśnie poprzez taki moduł bezpośredniego protestu. Takiej demokracji bezpośredniej. Te protesty są bardzo nie na rękę Macronowi - mówił w rozmowie z PolskieRadio24.pl dr Łukasz Jurczyszyn, ekspert ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Francji (Polski Instytut Spraw Międzynarodowych).
rozwiń zwiń