more_horiz
Wiadomości

Generalska reprymenda. Nowe dokumenty z archiwum Hoovera

Ostatnia aktualizacja: 19.12.2018 13:07
W grudniu 2004 roku generałowie Czesław Kiszczak i Florian Siwicki udzielili listownej reprymendy Lechowi Wałęsie po jego wypowiedzi w telewizji. Były prezydent utrzymywał publicznie, że w grudniu 1981 r. miał wiedzę, iż masakra strajkujących w kopalni "Wujek" górników była zaplanowana. Do listu obu generałów, a także jego pierwotnej wersji przygotowanej przez Czesława Kiszczaka, jako pierwsi dotarli dziennikarze Polskiego Radia i "Rzeczpospolitej".
Lech Wałęsa
Lech WałęsaFoto: PAP-Chris Reiko

Nieznane materiały z archiwum Hoovera - raport specjalny >>>

Kilka dni temu Polskieradio24.pl i "Rzeczpospolita" opisywały list, który Czesław Kiszczak wysłał do Lecha Wałęsy w 1993 roku w związku z krytycznymi wobec generała wypowiedziami prezydenckiego ministra, profesora Lecha Falandysza. Jak się okazuje, nie była to jedyna tego rodzaju interwencja. W grudniu 2004 roku Kiszczak wspólnie z Florianem Siwickim napisali inny list. Co tak wzburzyło współtwórców stanu wojennego, że zdecydowali się wysłać list tym razem na gdański adres domowy byłego prezydenta?

Ryby i polityka

Była to wypowiedź Lecha Wałęsy w programie telewizyjnym "Z Wałęsą na rybach". Cykl pod tym tytułem tworzony był przez doświadczonego dziennikarza z Wybrzeża Janusza Trusa od roku 2003. Jak donosił serwis "Wirtualne Media" przed premierą cyklu, Lech Wałęsa zajmować się miał w nim cennymi i istotnymi poradami wędkarskimi: "jakie są rodzaje haczyków, rodzaje przynęty, rodzaje kijów wędkarskich, zawody wędkarskie i kryteria oceny rybackich trofeów, gdzie, co i kiedy łowić itp.". Ale nie o ryby i haczyki oczywiście poszło. W audycji były prezydent mówił także o sprawach politycznych i historycznych.

Skan listu z 16 grudnia 2004 r. Skan listu z 16 grudnia 2004 r.

Uwagę generała Kiszczaka zwrócił jeden z odcinków programu wyemitowany w niedzielę 12 grudnia 2004 r. przed południem, w przeddzień 23. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Wałęsa miał wyznać: Już po internowaniu, "ale jeszcze przed wydarzeniami z kopalni< Wujek> dzwonili do mnie generałowie. Jeden z nich powiedział, że musi kilku zginąć, żeby zastraszyć [naród – uzup. autorów]. Ujawniam to po raz pierwszy...".

Riposta generałów

To szokujące słowa. Lech Wałęsa nigdy wcześniej ani później nic podobnego nie mówił. W maju 2001 roku składał na przykład zeznania w sprawie masakry w kopalni "Wujek". Został wezwany, ponieważ podczas trwającego procesu pojawił się nowy dowód, jakim był tzw. „raport taterników”. To sporządzony przez kilka osób dokument dotyczący szkolenia w Tatrach - na przełomie lutego i marca 1982 roku - zomowców z Katowic, którzy brali udział w pacyfikacji kopalni. Mieli oni wyjawić taternikom okoliczności masakry i użycia broni wobec strajkujących górników. Wałęsa nic wówczas przed sądem nie mówił o tym, że dowiedział się w pierwszych dniach internowania, iż "jacyś generałowie planowali śmiertelne ofiary".

Rękopis listu z 14 grudnia 2004 r. - strona 1 Rękopis listu z 14 grudnia 2004 r. - strona 1

Wypowiedź z 2004 roku zdziwiła generałów, dla których był to dość trudny moment. W czasie, kiedy usłyszeli słowa Wałęsy, trwały przygotowania do wytoczenia procesu twórcom stanu wojennego (sprawa zacznie się w 2006 roku), a na politycznym firmamencie coraz bardziej majaczyła perspektywa dojścia do władzy PiS i PO, a obie partie zapowiadały wówczas działania dekomunizacyjne i rozliczenie PRL. Z kolei przed katowickim sądem trwała kolejna, trzecia już odsłona trwającego od 1992 roku procesu osób związanych z pacyfikacją kopalni "Wujek". W 2004 roku Czesław Kiszczak został uznany winnym doprowadzenia do pacyfikacji kopalni przez sąd pierwszej instancji i szykował się do apelacji. Wypowiedź Wałęsy była najwyraźniej dla niego, a także Floriana Siwickiego i Wojciecha Jaruzelskiego, wielkim zaskoczeniem. Kiszczak namówił więc Floriana Siwickiego i 16 grudnia 2004 r. wspólnie wysłali do Wałęsy list, w którym pisali, że skoro "jacyś generałowie" dzwonili do niego w pierwszych dniach stanu wojennego i mówili, że "musi kilku zginąć", to proszą, by ujawnił nazwiska owych generałów, bo oni nie przypominają sobie takich rozmów. Kopię tego listu odnaleźliśmy w "Kiszczak Papers" w Stanford w USA.

Rękopis listu z 14 grudnia 2004 r. - strona 2 Rękopis listu z 14 grudnia 2004 r. - strona 2

W archiwum jest też projekt listu gen. Wojciecha Jaruzelskiego w tej samej sprawie (ale bez daty, z literówkami i błędami), który miał zostać wysłany do ówczesnego szefa Instytutu Pamięci Narodowej prof. Leona Kieresa z prośbą, by przesłuchano Wałęsę. W rozmowie telefonicznej prof. Kieres potwierdza, że będąc szefem IPN otrzymywał dużo listów od generała Jaruzelskiego, ale tego dotyczącego masakry w „Wujku” sobie nie przypomina.

Kiszczakowi puszczają nerwy

Wśród „Kiszczak Papers” odnaleźliśmy szkic listu do Wałęsy napisany własnoręcznie przez byłego szefa MSW 14 grudnia 2004 r., który jest znacznie ciekawszy od tego wysłanego oficjalnie dwa dni później. Widać w nim wyraźnie, że generałowi puściły nerwy i zamierzał parę rzeczy Wałęsie wypomnieć.

Rękopis listu z 14 grudnia 2004 r. - strona 3 Rękopis listu z 14 grudnia 2004 r. - strona 3

„Jak wiadomo – pisał Kiszczak - pierwsze dni stanu wojennego spędził Pan w dobrze urządzonej i zaopatrzonej willi MSW, w Chylicach k. Piaseczna. Odwiedzali Pana biskupi i księża a także wysocy przedstawiciele Międzynarodowej Organizacji Pracy, Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, Polskiego Czerwonego Krzyża, oficerowie Służby Bezpieczeństwa i wiele innych osób. Podejmował ich Pan obiadami”.

Rękopis listu z 14 grudnia 2004 r. - strona 4 Rękopis listu z 14 grudnia 2004 r. - strona 4

Kiszczak podkreślał też, że nie kontaktował się z Wałęsą w tamtym czasie żaden generał milicji ani Wojska Polskiego i wspominał swoje spotkania z Wałęsą: „Ja z Panem rozmawiałem po raz pierwszy w życiu w dniu 9.XI.1982 r. w godzinach wieczornych w rezydencji Urzędu Rady Ministrów w Arłamowie, w czasie kolacji. W rozmowie tej poruszaliśmy głównie <gorący> wówczas jeszcze temat stanu wojennego, jakby jego odwołania a także mówiliśmy o przyszłości Polski. Efektem tej rozmowy było m.in. zwolnienie Pana z internowania”.

Kiszczak przypominał też Wałęsie listę jego rządowych „gości”: „Wspomniał mi Pan w tej rozmowie – pisał generał - że w pierwszych dniach stanu wojennego, ze strony władz odwiedzali Pana minister [Stanisław] Ciosek i przełożony z czasów [Pańskiej] służby wojskowej ppłk [Władysław] Iwaniec. Obszernie tłumaczył Pan dlaczego odmówił przyjścia wicepremiera [Mieczysława] Rakowskiego”.

Tak jest, panie generale

W szkicu listu Kiszczak wspomina także o innym spotkaniu: „Znana mi jest tylko jedna Pana <rozmowa z generałem>. Miała ona miejsce w sierpniu-wrześniu 1981 r. (datę można precyzyjnie odtworzyć), a więc na długo przed stanem wojennym. Pamiętam ją dobrze, gdyż doszło do niej w czasie i miejscu przeze mnie wskazanym, które Pan zaakceptował. Tematykę z całą pewnością Pan pamięta” – podkreśla.

Projekt listu generała Jaruzelskiego do prof. Kieresa - strona 1 Projekt listu generała Jaruzelskiego do prof. Kieresa - strona 1

O jakie spotkanie chodzi? W 1981 roku Wałęsa dwukrotnie spotykał się z generałem Jaruzelskim. Rozmawiali 10 marca w jego gabinecie w Urzędzie Rady Ministrów (Jaruzelski od miesiąca był premierem – przyp. red.), a w spotkaniu uczestniczył także ppłk Iwaniec. Jacek Kuroń wspominał, że to spotkanie zrobiło na Wałęsie ogromne wrażenie. Pisał: „Jaruzelskiego wspominał bardzo korzystnie, a już najbardziej wzruszyło go to, że kiedy generał mówił o strasznej sytuacji w kraju, to zdjął okulary i Lechu zobaczył, że generał płacze. Musiało to zrobić duże wrażenie na kapralu, taka intymność ze strony starszego rangą, bo za nic nie chciał przyjąć do wiadomości, że Jaruzelski ma chore spojówki i płacze od światła”.

Projekt listu generała Jaruzelskiego do prof. Kieresa - strona 2 Projekt listu generała Jaruzelskiego do prof. Kieresa - strona 2

Spotkanie to wspominał także Mieczysław Rakowski, odpowiedzialny wówczas za kontakty ze związkami zawodowymi. W „Dziennikach politycznych” pisał, że Wałęsa miał kilka razy przytakiwać Jaruzelskiemu słowami: „Tak jest, panie generale”.

Kolejne spotkanie ówczesnego przywódcy „Solidarności” z generałem Jaruzelskim odbyło się w listopadzie 1981 r. i brał w nim udział także kard. Józef Glemp, prymas Polski.

Kiszczakowi nie chodziło jednak o spotkania z Jaruzelskim. W 1986 roku w jednym z wywiadów mówił wprost, że Wałęsa był chroniony przez SB jeszcze przed stanem wojennym, szczególnie zaś w czasie poprzedzającym I Krajowy Zjazd „Solidarności”, którego pierwsza tura odbywała się na początku września 1981 roku w Gdańsku. „[Wałęsa] powinien dobrze pamiętać rozmowę na ten temat z generałem K., która miała miejsce w apartamencie jednego z hoteli tuż przed Zjazdem NSZZ »Solidarność«” – mówił wówczas Kiszczak.

Jakiego generała miał na myśli? Według ustaleń Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza był to ówczesny wiceszef MSW gen. Adam Krzysztoporski, który stał na czele specjalnego Sztabu ds. Zabezpieczenia Zjazdu „Solidarności”. W 2017 roku Sławomir Cenckiewicz pisał, że jeden z funkcjonariuszy gdańskiej SB, który brał udział w przygotowaniu spotkania Wałęsa-Krzysztoporski, opowiadał mu, że odbyła się ona w hotelu „Hevelius” w Gdańsku i dotyczyła wyborów na szefa związku i neutralizacji przeciwników Wałęsy. Wałęsa wybory na szefa „Solidarności”, które odbyły się podczas drugiej tury zjazdu w październiku, wygrał (dostał 55,2 proc. głosów). Czy to, że w 2004 roku Kiszczak zamierzał przypomnieć Wałęsie o jego spotkaniu z gen. Krzysztoporskim miał na celu „odświeżenie” byłemu prezydentowi pamięci i przypomnienie, że przewodniczącym „Solidarności” został z pomocą SB?

W brudnopisie odnalezionego przez nas listu Kiszczak przypominał Wałęsie także liczne rozmowy z nim podczas obrad Okrągłego Stołu oraz - co ciekawe - jakieś odwiedziny Wałęsy w jego domu w latach 90. „Problematyka stanu wojennego była w nich często poruszana. Nigdy jednak nie wspominał Pan o swoich <rozmowach z generałami> w pierwszych dniach stanu wojennego” – pisał generał.

Ostatecznie owego listu jednak nie wysłał. Do byłego prezydenta poszła wersja łagodniejsza, w której Kiszczak i Siwicki wyrazili tylko zdziwienie słowami Wałęsy i prosili o ujawnienie nazwisk tajemniczych generałów „ze względu na powagę sprawy”.

Historyk, profesor Antoni Dudek podkreśla, że po 13 grudnia 1981 r. Wałęsa nie był formalnie internowany (nastąpiło to dopiero w styczniu 1982), ale był tzw. „gościem” rządu PRL. Najpierw w Chylicach, a od 15 grudnia 1981 r. w Otwocku, gdzie przebywał aż do maja 1982 r., gdy przewieziono go do Arłamowa. W tym czasie rozmawiał z nim głównie Stanisław Ciosek. - Z wojskowych miał rozmawiać z nim tylko jego dawny dowódca z wojska ppłk Władysław Iwaniec. Jeśli nawet zadzwonił do niego wówczas któryś z generałów, to wydaje mi się nieprawdopodobne, aby mówił o zastraszaniu przez zabijanie – twierdzi Dudek.

Do Lecha Wałęsy wysłaliśmy pytania, ale nie odpowiedział.

Taśma z nagraniem audycji „Z Wałęsą na rybach” z 12 grudnia 2004 roku została dwa lata temu wypożyczona z archiwum TVP Gdańsk i do dziś do niego nie wróciła.

Tomasz Krzyżak, Piotr Litka, Wiktor Świetlik

Tekst powstał we współpracy z Rzeczpospolitą.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Czy Kiszczak szantażował Wałęsę i przyznawał się do niszczenia teczek Kościoła?

Ostatnia aktualizacja: 12.12.2018 15:02
Generał Czesław Kiszczak w 1993 roku planował wywierać wpływ na Lecha Wałęsę i przyznawał się do likwidacji akt Departamentu IV MSW. Tak wynika z listu odnalezionego w amerykańskim archiwum przez dziennikarzy Polskiego Radia i "Rzeczpospolitej". Dokument nie był do tej pory znany polskim historykom. To jedno z wielu odkryć zespołu badawczego obydwu redakcji. Rzucają one nowe światło na historię Polski ostatnich kilkudziesięciu lat.
rozwiń zwiń