Amerykańskie okręty u wybrzeży Libii. Kadafi nie zamierza się poddać
Amerykańska flota płynie w pobliże Libii na wypadek konieczności niesienia pomocy humanitarnej. Rzecznik Białego Domu Jay Carney podkreślił jednak, że amerykanie nie wykluczają żadnej opcji ich użycia.
2011-03-01, 21:42
Posłuchaj
We wtorek Stany Zjednoczone zaczęły przemieszczać swoje okręty wojenne i samoloty bliżej ogarniętej niepokojami Libii. Według sekretarz stanu USA Hillary Clinton mogą one posłużyć w akcjach humanitarnych i ratowniczych.
- W nadchodzących czasie Libia stanie się albo pokojową demokracją albo stanie w obliczu wojny domowej. Stawka jest wysoka. Cały region się zmienia i silna, strategiczna amerykańska odpowiedź będzie miała zasadnicze znaczenie - powiedziała sekretarz stanu USA.
Jak informuje agencja Reutera w środę kanał Sueski przekroczyć mają dwa amerykańskie okręty desantowe, które służą do przemieszczania piechoty morskiej.
Strefa zakazu lotów
Amerykańscy wojskowi dyskutują możliwość ustanowienia strefy zakazu lotów nad Libią. - Byłoby to wyzwanie - powiedział generał James Mattis, szef Centralnego Dowództwa (CENTCOM) na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej.
REKLAMA
Generał zaznaczył, że w celu ustanowienia strefy zakazu lotów - trzeba by było zlikwidować potencjał (libijskiej) obrony powietrznej i co do tego nie ma złudzeń.
- Byłaby to operacja wojskowa, a nie mówienie ludziom, by nie latali samolotami - dodał Mattis.
Pomysł ustanowienia strefy zakazu lotów w Libii jest na razie dyskutowany. Za utworzeniem tej strefy w celu uniemożliwienia ataków lotnictwa Muammara Kadafiego na ludność cywilną opowiadały się niektóre państwa NATO m.in. Wielka Brytania i Francja.
Syn Kaddafiego: samoloty wojskowe nie atakowały cywilów
- Pokażcie mi jeden dowód, jednego świadka. Pokażcie mi przynajmniej jeden atak wymierzony w cywilów - powiedział Saif al-Islam syn Muammara Kadafiego w wywiadzie udzielonym w Trypolisie brytyjskiej telewizji Sky News, zapewniając, że dziennikarze mogą swobodnie przemieszczać się po całej Libii.
REKLAMA
Al-Islam, który pełni funkcję rzecznika reżimu, uważa, że Libijczycy są zjednoczeni. Syn Kadafiego skrytykował ONZ, USA oraz Wielką Brytanię, zarzucając im ingerowanie w sprawy jego kraju, i ostrzegł Zachód przed podejmowaniem działań wojskowych przeciwko Libii.
- Użycie siły przeciwko Libii jest nie do przyjęcia. Nie ma ku temu powodów - podkreślił al-Islam.
Dodał, że Libia w razie potrzeby będzie w stanie poradzić sobie z interwencją. - Jesteśmy gotowi, nie boimy się - powiedział syn libijskiego przywódcy.
Uzbrojeni najemnicy
Władze środkowoafrykańskich państw obawiają się skutków uzbrojenia przez Kadafiego setek najemników pochodzących z ludu Tuaregów. Według doniesień świadków, libijski dyktator próbuje rekrutować setki młodych chłopców pochodzących z Mali i Nigru.
REKLAMA
Tuaregowie to liczący około 1,5 miliona lud zamieszkujący obszary Sahary, głównie w Algierii, Libii, Mali, Nigrze i Burkina Faso. Przywódcy tych państw oraz organizacji regionalnych tej części świata obawiają się, że skutkiem działań Kadafiego będzie destabilizacja w Afryce Środkowej.
Zdaniem Abdou Salam Ag Assalata, reprezentującego jedną z regionalnych organizacji, do Libii ściągają całe grupy Tuaregów. Jedni przekraczają południową granicę, inni dostają się do kraju drogą lotniczą z Czadu.
Szczyt szefów państw i rządów UE
11 marca w Brukseli odbędzie się szczyt szefów państw i rządów UE poświęcony sytuacji w Afryce Północnej, w tym w Libii. W ogarniętym niepokojami kraju trwa exodus tysięcy osób, usiłujących się przedostać się do Tunezji.
Szczyt ws. Libii i szerzej Afryki Północnej to odpowiedź na trwające od grudnia rewolucje w świecie arabskim. Kilka państw południowych UE, z Francją na czele, apeluje o zwiększenie wsparcia finansowego dla południowych sąsiadów UE, kosztem wschodnich sąsiadów, w ramach Europejskiej Polityki Sąsiedzkiej. Z kolei Włochy, w obawie przed falą masowej imigracji, apelują do partnerów w UE o solidarność i pomoc w przyjmowaniu imigrantów. W tej sprawie kraje UE są jednak na razie podzielone.
REKLAMA
Dziesiątki tysięcy imigrantów
Sytuacja humanitarna po obu stronach granicy libijsko-tunezyjskiej jest dramatyczna - alarmują przedstawiciele UNHCR - ONZ-owskiej agendy zajmującej się uchodźcami. - Konieczna jest międzynarodowa pomoc w ewakuacji uchodźców - podkreśla rzecznik UNHCR, Finas Kayal.
- Jak widać, liczba uchodźców wzrasta, płynie tu rzeka ludzi, przybywają w miejsce o ograniczonej powierzchni, o ograniczonych możliwościach przyjęcia. ONZ stara się zrobić, co tylko może, we współpracy z tunezyjskim wojskiem, Czerwonym Półksiężycem i władzami Tunezji, żeby rozwiązać tę sytuację - powiedział rzecznik UNHCR.
Szacuje się że w ciągu ostatnich dziesięciu dni granicę libijsko-tunezyjską przekroczyło od 70 do 75 tysięcy osób. - Tylko wczoraj w ciągu 12 godzin przeszło przez tę granicę 14 tysięcy ludzi, czyli więcej niż 1000 w ciągu godziny. Obserwujemy, że we wtorek ta liczba wzrosła. Mamy doniesienia, że po drugiej stronie granicy jest od 15 do 20 tysięcy ludzi, którzy chcą przejść przez granicę i czekają na przejście. To jest naprawdę dramatyczna sytuacja, katastrofa humanitarna w pełnym znaczeniu tego słowa - alarmuje Finas Kayal.
REKLAMA
Utrzymać relacje z tym, kto kontroluję krajem
Przebywający w Waszyngtonie szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski odrzucił sugestię, by Polska już teraz uznała rząd tymczasowy sformowany przez libijską opozycję.
- Będziemy czekali na rozwój wydarzeń, bo musimy utrzymywać relacje z tym, kto kontroluje stolicę i resztę kraju - powiedział minister.
Radosław Sikorski nie chciał spekulować na temat interwencji wojskowej w Libii. Jego zdaniem złudzeniem jest przekonanie, że można z zewnątrz narzucić najlepsze rozwiązania. Dlatego szef polskiej dyplomacji ma nadzieję, że kryzys w Libii zakończy się w perspektywie kilku dni, a nie tygodni.
aj/IAR/PAP/REUTER
REKLAMA
REKLAMA