Rosyjski miłośnik przygód Walery Rozow ustawił się na miejsce skoku wybrał zbocze Mount Everestu na wysokości 7220 metrów. Bez długiego zastanowienia skoczył w przepaść. Przed upadkiem chronił go specjalny kostium, który pomógł mu spadać lotem ślizgowym.
Pod koniec musiał oczywiście otworzyć spadochron. Był to skok z największej wysokości, dokonany w górach, w którym nie wykorzystano samolotu ani balonu.
Dotarcie do miejsca skoku zajęło 48-letniemu Rosjaninowi cztery dni.
Śmiałek uczcił w ten sposób 60. rocznicę wejścia na szczyt Mount Everestu przez Nowozelandczyka Edmunda Hillary’ego i wspomagającego go szerpę Norgaya Tenzinga.
IAR, bk
