Wymarzony start EuroBasketu! Polacy ograli Doncicia i spółkę

Reprezentacja Polski koszykarzy pokonała w katowickim Spodku Słowenię 105:95 (29:25, 18:21, 33:23, 25:26) w swoim pierwszym meczu mistrzostw Europy. Piątek jest dniem przerwy w grupie D, a w sobotę biało-czerwoni zmierzą się z Izraelem.

2025-08-28, 22:40

Wymarzony start EuroBasketu! Polacy ograli Doncicia i spółkę
Mecz Polska - Słowenia. Foto: PAP/Jarek Praszkiewicz

ME koszykarzy. Polscy koszykarze sprawili sensację

Praktycznie przez całe spotkanie Polacy kontrolowali grę i mieli przewagę. Słoweńcy tylko na kilkanaście sekund przed przerwą wyszli na jedyne prowadzenie (46:45). Ostatecznie Polacy, tak jak w ćwierćfinale ME przed trzema lata temu, pokonali faworyzowanych rywali, ze słynnym Luką Doncicem w składzie.

- Graliśmy bardzo agresywnie, zawodnicy wiedzieli, jak do tego meczu mamy podejść. Ten pierwszy mecz był bardzo istotny, żebyśmy uwierzyli w to, co robimy. Ogromne podziękowania dla kibiców. To było naprawdę wspaniałe uczucie - pokazać się w Spodku na parkiecie pierwszy raz od dłuższego czasu i to z takim efektem.

Czy spodziewał się takiego żaru i zaangażowania w grze po swoich koszykarzach?

- Oczywiście. Znam swoich zawodników, wiem jaka jest nasza jakość, natomiast musimy pamiętać, że to jest jeden mecz. Możemy się cieszyć, ale też trzeba zachować zimną głowę. Daleka droga przed nami - zaznaczył.

Nie Doncic. Ponitka i Loyd zrobili show

Znakomity mecz rozegrali w czwartkowy wieczór liderzy zespołu, zdobywca 23 pkt kapitan Mateusz Ponitka, wybrany zawodnikiem meczu i naturalizowany Amerykanin Jordan Loyd, który w swoim debiucie w biało-czerwonych barwach w meczu o punkty ustanowił rekord w reprezentacji - 32 pkt. Znakomity fragment miał trzeci strzelec zespołu Andrzej Pluta, który w trzeciej kwarcie zdobył 13 ze swoich 15 punktów. Szkoleniowiec postawę swoich graczy scharakteryzował krótko:

- Charakter, jakość, poczucie momentu. Oni są tutaj właśnie po to, żeby prowadzić, wytyczać drogę dla innych. Jeśli oni wierzą, to inni też wierzą i idziemy na boisku tak, jak pokazaliśmy.

Kapitan drużyny Ponitka przyznał, że zespół przystępował do tego meczu jak do każdego innego. - Wiedzieliśmy, że będzie trudny. Mają jednego z najlepszych graczy na świecie Lukę Doncica. Słoweńców nigdy nie można lekceważyć, byli przecież mistrzami Europy i ogólnie to świetny zespół. Luka ich prowadził, na pewno brakuje mu trochę pomocy od innych zawodników, ale my na szczęście mamy Jordana Lloyda, który dzisiaj wszedł na wyżyny. Cieszymy się, że jest z nami. Myślę, że wszyscy dobrze reagowaliśmy na boisku. Każdy dołożył cegiełkę, byliśmy tym kolektywem, o którym cały czas powtarzam - bez tego nie będziemy wygrywać.

Reprezentacja Polski w dziewiątym meczu o punkty ze Słowenią wygrała trzeci raz, a po raz pierwszy rzuciła rywalom powyżej 100 punktów.

- Nie wyobrażałem sobie, jak ten mecz może wyglądać, że rzucimy Słowenii 105 punktów. Myślałem bardziej o tym, co możemy zrobić, żeby wygrać, a nie czy to będzie dziesięciopunktowa wygrana, mniejsza czy większa. Mamy pierwsze zwycięstwo i myślę, że teraz będziemy rozmawiać również o tym w szatni, żeby z pokorą podejść do następnego spotkania i spróbować wygrać z Izraelem.

Inny z bohaterów meczu Loyd, który grając w czwartej kwarcie z czterema faulami zdobył w tym okresie 12 punktów, jakże ważnych dla utrzymanie prowadzenia w końcówce, z uznaniem wypowiadał się o trenerze Milicicu i kapitanie zespołu.

- Rozmawiałem z nim jeszcze zanim nawet tu przyjechałem. Często się komunikowaliśmy. Jako trener obdarzył mnie dużym zaufaniem, bo pytał, co lubię robić. Jest świetnym szkoleniowcem. Ma dużo ciekawych zagrywek. Nie spodziewałem się takiego występu, ale dobrze rozpocząłem spotkanie, byłem szybki. Dostałem kilka pozycji do rzutu. Jestem szczęśliwy, że wszystko tak się potoczyło. Również dzięki Mateuszowi. Nie miał triple-double jak trzy lata temu w Berlinie, ale to niesamowity człowiek. Widziałem jego poprzedni mecz przeciwko Słowenii. Był jego najlepszym zawodnikiem.


Drugoplanową, ale jakże ważną postacią w polskim zespole był Przemysław Żołnierewicz, który pilnował Doncica jako zmiennik Michała Sokołowskiego w tej roli. Słoweński gwiazdor ligi NBA zdobył 34 pkt (tylko 3/10 za trzy) i miał dziewięć asyst, ale schodził z boiska z opuszczoną głową.

- Udało mi się wymusić faul, powiesić go przy próbie rzutu. Wiemy, jak dobrym jest zawodnikiem. Trzeba było go atakować. To było jedno z naszych założeń żeby go męczyć, nie dać mu swobodnie grać. I to po części też się udało. Natomiast przeciwko tej reprezentacji gra pięciu zawodników w obronie. Mieliśmy założenia taktyczne. Myślę, że dobrze się z nich wywiązywaliśmy. Oczywiście nie da się takiego zawodnika zupełnie zatrzymać - przyznał koszykarz Kinga Szczecin, który do dobrej gry w defensywie dodał sześć zdobytych punktów, przy stuprocentowej skuteczności (2/2 za dwa i 2/2 z wolnych) oraz trzy zbiórki.

Czytaj więcej:

Źródło: PAP/BG

Polecane

Wróć do strony głównej