Polski siatkarz o grze w Rosji. "Zarobić i wrócić"
Fabian Drzyzga w rozmowie z TVP Sport wrócił do tematu gry w lidze rosyjskiej. Były rozgrywający reprezentacji Polski wyjawił, że nie miałby problemu występować w tamtejszych rozgrywkach, ale jednocześnie rozumie zdanie tych, którzy tego nie pochwalają. - Czymś innym jest branie udziału w imprezie organizowanej przez taki kraj i promowanie go w ten sposób, a czymś innym pojechanie do niego, zarobienie pieniędzy i wrócenie - mówi.
2026-05-05, 09:00
- Pierwszy trener Stocha studzi emocje ws. Horngachera
- Szczęsny odrzucił ofertę czołowego klubu. Mógł być pierwszym wyborem
- Kiedy jest finał Ligi Mistrzów 2026? O której godzinie mecz?
Fabian Drzyzga mógłby wrócić do Rosji
Na początku roku wypowiedź Fabiana Drzyzgi na temat gry w Rosji odbiła się szerokim echem. Siatkarz przyznał, że ze względu na warunki finansowe w tym kraju, nie miałby kłopotu z tym, żeby tam występować mimo trwającej wojny z Ukrainą, w której kraj rządzony przez Władimira Putina napadł na naszych wschodnich sąsiadów.
- Patrzę tylko na sport. Na polityce się nie znam. Nie chciałbym, żeby ludzie tracili życie, majątki i poczucie bezpieczeństwa. To absolutnie podstawowa kwestia. Biorę więc pod uwagę wyłącznie aspekt sportowy i nic więcej. Jeśli wszystko zaczęlibyśmy analizować politycznie, to wiele innych krajów i zawodników też musiałoby zostać zbanowanych - wyjaśnił w rozmowie dla TVP Sport.
Cztery lata temu w związku z agresją na Ukrainę i pełnoskalowy konflikt Rosja nie tylko została wycofana z rywalizacji na arenie międzynarodowej, ale i straciła wiele imprez w tym mistrzostwa świata w siatkówce, które ostatecznie przeniesiono do Polski i Słowenii. Drzyzga podkreślił, że nie zagrałby na turnieju w tym państwie.
Drzyzga o podziale sportu i polityki
- Czymś innym jest branie udziału w imprezie organizowanej przez taki kraj i promowanie go w ten sposób, a czymś innym pojechanie do niego, zarobienie pieniędzy i wrócenie. Nie wygłaszałbym wtedy pieśni pochwalnych o tym, że to wspaniałe państwo, by bym tak nie uważał - podkreślał, dając przykład Stanów Zjednoczonych.
- Można też zapytać, czemu Amerykanie grają w naszej lidze? Koncentrujemy się na tej sprawie przez to, że to nasz sąsiad i wojna – która mam nadzieję zaraz się skończy – dzieje się obok nas. Na świecie ma miejsce jednak wiele rzeczy i Amerykanie nie są banowani przez to, jak ich kraj jest zarządzany - ciągnął dalej.
O ile kluby z USA nie są finansowane przez firmy sponsorujące wojnę, Drzyzga uważa, że i w Rosji udałoby się znaleźć takie drużyny. - W Rosji można zarobić pieniądze i grać z dobrymi zawodnikami, którym odebrano marzenia. Oni nie mogą uczestniczyć choćby w igrzyskach. Czemu są winni? Czy oni rozpętali tę wojnę? – pyta.
Los sportowców w cieniu agresji
- Gdyby Polska była agresorem i byśmy stracili przez to igrzyska, byłbym bardzo wkurzony na swój kraj – po pierwsze przez to, że jest agresorem, a po drugie, że nie da mi spełnić marzeń. Ktoś może się ze mną nie zgodzić, ale oddzielam te dwie rzeczy. Dla mnie sport to sport, a polityka to polityka – zakończył.
Źródło: PolskieRadio24.pl/TVP Sport/mw