Fury był zdecydowanym faworytem ekspertów i bukmacherów, którzy wskazywali na zdecydowanie większe doświadczenie Brytyjczyka, który również dysponował większym zasięgiem rąk. Ngannou postawił jednak "Królowi Cyganów" bardzo twarde warunki i był bliski zastopowania faworyzowanego rywala.
Początek pojedynku zdecydowanie należał do Kameruńczyka, który w trzeciej rundzie trafił potężnym lewym hakiem i posłał na deski Fury'ego. Wyraźnie zamroczony mistrz świata zdołał jednak wstać i dotrwał do końca rundy. Również kolejne starcie należało do "Predatora", który jednak nie zdołał wykorzystać przewagi i zastopować Fury'ego przed czasem.
Kolejne rundy należały już do Brytyjczyka, który zaczął wykorzystywać przewagę doświadczenia i zasięgu, punktując lewym prostym. Ngannou odzyskał inicjatywę w ósmej rundzie, przypuszczając frontalny atak na rywala. Fury ponownie jednak przetrwał nawałnicę i, mimo kontuzji w okolicach lewego oka, opanował sytuację.
Końcówka walki była wyrównana. Ostatecznie niejednogłośnie na punkty (95-94,96-93, 95-94) zwyciężył Tyson Fury. Ngannou zyskał jednak uznanie fachowców, z których spora część uważa, że to on zasłużył na zwycięstwo.
Usyk następny w kolejce?
Fury, który w nocy z soboty na poniedziałek wypadł bardzo kiepsko, ma stoczyć pojedynek unifikacyjny z czempionem federacji WBO, IBF, IBO i WBA - Ołeksandrem Usykiem. Brytyjczyk nie chciał jednak mówić o konkretach ws. ewentualnej walki z Ukraińcem.
- Słuchaj, pójdę już do domu. Od dwunastu tygodni jestem na obozie przygotowawczym. To był ciężki obóz. Wrócę do domu, odpocznę i zobaczymy, co będzie dalej - kluczył.
Po oficjalnych wywiadach Fury zaprosił Usyka do ringu, przybił z nim piątkę, a później obaj wraz z promotorami Frankiem Warrenem i Bobem Arumem, dumnie pozowali do zdjęć. Czy to oznacza, że hitowa walka niebawem dojdzie do skutku? Przekonamy się już niebawem.
Czytaj także:
bg