Marek Karewicz zatrzymał w kadrze świat jazzu i big-beatu
Trzy lata temu odszedł od nas wybitny fotografik i animator jazzu Marek Andrzej Karewicz. To on stał za setkami tysięcy kapitalnych fotografii luminarzy polskiego jazzu i big-beatu. Archiwiści doliczyli się ponad dwu milionów negatywów - prawdziwa skarbnica artystycznego obrazu światowej muzyki, bo fotografował nie tylko polskie gwiazdy.
2021-06-22, 05:35
Jego zdjęcia zdobiły setki okładek płyt, zwanych z uwagi na surowiec "winylami". O śmierci Marka Karewicza poinformował dość enigmatycznie "Jazz Forum": "Marek Karewicz nie żyje. Zmarł dzisiaj 22 czerwca 2018 w godzinach popołudniowych. Cześć Jego pamięci!".
Za życia, niezwykle bogatego w wydarzenia, ale przede wszystkim w fotograficzny obraz muzyki, grywał jazz, a w jego ręce trafiały trąbka i kontrabas, ale już do końca lat 50. najważniejszym instrumentem stał się aparat fotograficzny, często w późniejszych latach określany mianem złotego obiektywu. Karewicz nie tylko grał czy fotografował, był również znanym dziennikarzem, szczególnie radiowym - prowadził audycje muzyczne w Polskim Radiu. Zajmował się także gawędami opowiadającymi o smakowitych ciekawostkach z życia największych gwiazd muzyki.
Jednak najsłynniejszą opowieścią o gwiazdach, także tych największych, światowego formatu, były niesamowite zdjęcia, kadry, portrety robione aparatem, który nie miał jeszcze pojęcia, że z końcem XX wieku zacznie się era fotografii cyfrowej. Wtedy każdy kadr musiał być "dopieszczony" ręcznie, w ciemniach, w kuwetach pełnych chemikaliów, w naświetlaniu podczas którego najważniejszym czynnikiem była wyobraźnia artysty. Ta wyobraźnia nigdy nie zawiodła Marka Karewicza. Artyści uwielbiali jego fotografie, bo w nich obraz był pełen muzycznych reminiscencji, instrumenty dosłownie brzmiały, a twarze gwiazd były pełne artystycznej emocji.
Paweł Brodowski, redaktor naczelny magazynu "Jazz Forum" tak opowiadał o genialnym fotografiku: "Marek Andrzej Karewicz, to legenda, ikona, alfa i omega polskiego jazzu i big-beatu, król fotografików, arbiter elegantiarum, bywalec, kawalarz, któremu wszystko wolno, bon vivant. (...) Na fotografiach artysty zapisane są kamienie milowe historii polskiego jazzu drugiej połowy XX wieku: otwarcie Hybryd w 1957, Kwartet Brubecka w 1958, Jazz Jamboree 1958-2000 i wszystkie Jazzy nad Odrą, pierwsze Kalatówki, pierwsza wizyta Willisa Conovera, New York Jazz Quartet, Stan Getz, Dizzy, Ella, Duke, Sonny, Ray (Ray Charles miał powiedzieć, że to Marek zrobił mu najlepsze zdjęcia!) i Miles (Miles podarował mu marynarkę!). Oczywiście – Krzysztof Komeda i cały polski jazz tamtych lat. Polski big beat i Rolling Stones w Warszawie".
REKLAMA
Dość powiedzieć, że słynne zdjęcie Milesa Daviesa, na prośbę muzyka, wykonał w bardzo dużym powiększeniu i znalazło się ono na frontonie jednego z nowojorskich wieżowców. Historię tę przytacza portal "Muzeumjazzu.pl", wspominając opowieść Karewicza: "Największą sławę przyniosły mu zdjęcia Milesa Davisa w Sali Kongresowej podczas Jazz Jamboree 1983. Davis zgodził się na zdjęcia tylko przez trzy pierwsze minuty koncertu. Kiedy wyszedł na bis, Karewicz wyciągnął aparat – zakaz dotyczył tylko koncertu, a nie dodatkowego prezentu dla fanów. Zdjęcia wysłał później do jednej z agencji w USA. Tak zobaczył je Davis. "Miles, jak to Miles, dostał na ich widok pierdolca. Kazał je powiększyć do formatu 10 metrów na 3 metry, i powiesić na jednym z nowojorskich wieżowców. To największa fotografia, jaką w życiu zrobiłem. Zarobiłem dzięki temu takie pieniądze, jak nigdy wcześniej ani później. Kiedy Davis przyjechał do Polski po raz drugi, podarował mi marynarkę. Mam ją do dziś".
Zachęcamy do odwiedzenia tego portalu - tam wśród wielu wspomnień muzyków i animatorów jazzu znajdują się aż cztery artykuły wspomnieniowe, obszerne, ciekawe i opowiadające o artystycznym kunszcie Karewicza... przytaczane są jego wypowiedzi, ukazany jest pogrzeb artysty, gdzie przy trumnie zmarłego stała warta Kompanii Honorowej Wojska Polskiego - pogrzeb miał charakter państwowy. "Marka żegnały strugi deszczu, na organach w kościele grał Wojciech Majewski, na saksofonie Zbigniew Namysłowski, a po salwach honorowych i odegraniu Hymnu Państwowego przez Kompanię Honorową, przyszedł czas na jazzowe pożegnanie w wykonaniu Warsaw Dixielanders".
A jeszcze tak niedawno Marek Karewicz otrzymywał naszą radiową nagrodę... pisaliśmy o tym: "Laureatami "Mateuszów Trójki 2016" zostali: Martyna Jakubowicz, Julia Pietrucha, Michał Urbaniak, Paweł Kaczmarczyk i Kortez. Ponadto Program 3 uhonorował Marka Karewicza - znakomitego artystę fotografika specjalizującego się w zdjęciach muzyków jazzowych i rockowych. (...) Marek Karewicz, najsłynniejszy polski fotograf koncertowy i laureat nagrody w kategorii MUZYKA ROZRYWKOWA-CAŁOKSZTAŁT ujął Akademię Muzyczną Trójki "niepowtarzalnym wyczuciem kadru i klimatu w fotografii dokumentującej najważniejsze wydarzenia muzyczne w Polsce ostatnich 60 lat". Jako jedyny nie mógł być obecny na gali".
Tym, którzy mają w domach choćby kilka jazzowych czy rockowych winyli, nie musimy przypominać kultowych okładek tych płyt. Młodsi czytelnicy mogą śmiało przeszukać Internet, a znajdą tam kilkaset z nich... zachęcamy, choćby z szacunku dla niezwykłego artyzmu Marka Karewicza.
REKLAMA
PP
REKLAMA