Myślano, że to spisek. Wystarczyło, że polskie feministki zrobiły dwie rzeczy
Na długo przed tym, nim ruch feministyczny na ziemiach polskich zaczął oficjalnie domagać się pełni praw obywatelskich dla kobiet, w pierwszej połowie XIX wieku w Warszawie powstała nieformalna grupa tzw. entuzjastek, które próbowały wcielać idee emancypacji w nieco mniejszej skali. Od razu wywołało to kontrowersje.
2026-03-07, 08:00
"Wspólne ideały i potrzeby"
Choć działały w latach 30. i 40. XIX wieku, nazwa "entuzjastki" została im nadana dopiero około 1875 roku w jednym z najgłośniejszych feministycznych tekstów Narcyzy Żmichowskiej (1819-1876), która tak charakteryzowała to środowisko:
"Kobiety (...) same dla siebie żadnego nie wymyśliły tytułu, bo się właśnie żadną odrębnością, ani żadnym cechem nie uznawały; ze względu na swoje kobiece położenie, miały bez wątpienia pewne wspólne ideały i potrzeby, lecz żadnej na myśl nie przyszło, by się wspólnym dogmatem jakiegoś wyznania połączyć: łączyły się szczerą przyjaźnią, gdzie grunt był równie poczciwy, a okoliczności ku temu sposobne, ale częstokroć łączyły bardzo przeciwne sobie pojęciem, zasadami, ortodoksyjne z protestanckimi, nawet wielkoświatowe z surowego ascetyzmu zwolenniczkami".
Żmichowska, powieściopisarka, poetka i pedagog, pozostała z czasem właściwie jedyną z entuzjastek, o której pamiętano jeszcze na początku XX wieku. Później zaczęła powoli popadać w zapomnienie i pojawiała się już tylko w opracowaniach historycznych i literaturoznawczych. Przez pryzmat jej osoby zaczęto wówczas postrzegać całą grupę.
Stąd wzięła się literacka legenda entuzjastek, choć z tego grona tylko dzieła Żmichowskiej przetrwały próbę czasu. Stąd też zrodziły się interpretacje, które wiązały ów niejednorodny kolektyw z ideami niepodległościowymi, jako że pisarka była polską patriotką i działaczką konspiracyjną, za co zresztą przyszło jej zapłacić - powiązana w 1849 roku z tzw. spiskiem rzemieślników, spędziła dwa lata w carskim więzieniu.
"Posiestrzenie"
Entuzjastkom chodziło jednak przede wszystkim o rzecz nadrzędną: o to, by mogły pisać i wyrażać swoje poglądy bez skrępowania i by mogły stanąć do walki narodowowyzwoleńczej na równi z mężczyznami, a nie jako "poczciwe żony" i "matki Polki" czekające na powrót bohaterów. Tragiczna sytuacja ich ojczyzny sprawiła, że siłą rzeczy postulaty emancypacji kobiet łączyły się z hasłami odzyskania państwowej suwerenności.
Głównym napędem entuzjastek do działania była jednak paląca konieczność "przeprowadzenia w rzeczywistość wszystkich kobiecych o niepodległości marzeń", jak pisała Narcyza Żmichowska w "Wstępnym obrazku" do swej słynnej swego czasu powieści "Poganka". Wiedziały, że na razie mogą realizować te marzenia w małej skali, że zmiany muszą ograniczyć się do jednostek, choć złączonych ze sobą "szczerą przyjaźnią".
Wzajemne wsparcie i solidarność kobiet w emancypacyjnych dążeniach Żmichowska nazwała "posiestrzeniem" (to termin właściwie tożsamy ze współczesnym feministycznym "siostrzeństwem"). Ta wspólnota, mająca łączyć nawet kobiety "przeciwne sobie pojęciem, zasadami", oparta była na rozpoznaniu, że niezależnie od pochodzenia, religii i pozycji społecznej kobiece doświadczenie patriarchatu jest zasadniczo takie same.
"Żebyście same sobie wystarczyły"
Oprócz Żmichowskiej do entuzjastek należały m.in. Bibianna Moraczewska, Tekla Dobrzyńska, Faustyna Mokrzycka, Wincenta Zabłocka, Emila Gosselin i Paulina Zbyszewska. To tylko kilka z przeszło 30 nazwisk ściślej lub luźniej związanych z tą grupą. Wiele z tych kobiet prowadziło życie na przekór obowiązującym konwenansom. Nie miały mężów, były dobrze wykształcone i samodzielnie zarabiały na życie. Prowadziły szkoły, zakładały gazety, dyskutowały i konspirowały przeciw zaborcy.
Ale największą zgrozę wśród konserwatystów budziło to, że emancypantki ośmielały się mieć krótkie włosy czy palić cygara. Gdy coraz więcej kobiet szło w ich ślady, zaczęto wręcz podejrzewać, że to spisek. "Spokojni ludzie nie mogli sobie wyobrazić, że to się bez jakiegoś sprzysiężenia odbywa" – ironizowała Żmichowska w "Słowie przedwstępnym do dzieł dydaktycznych pani Hoffmanowej".
Tekst ten to najsłynniejszy manifest początków polskiego feminizmu. Zrazu miał to być zwykły wstęp do "pomnikowego" wydania dzieł Klementyny z Tańskich Hoffmanowej (1798-1845), dawnej nauczycielki Żmichowskiej, zamienił się jednak w zjadliwą krytykę światopoglądu wielbionej wówczas twórczyni XIX-wiecznej pedagogiki.
Kwestią najbardziej podstawową dla niepodległości kobiet była bowiem dla Żmichowskiej edukacja. To właśnie w niej widziała szanse na zbudowanie pełnej niezależności społecznej i ekonomicznej. Gdy więc Hoffmanowa na początku wieku chciała uczyć, jak być dobrą i posłuszną żoną, Żmichowska nie mogła się z nią zgodzić z prozaicznego powodu. W świecie patriarchatu kobieta staje się bezbronna, gdy łaska męża zmieni się w niełaskę albo gdy męża po prostu zabraknie.
"Społeczeństwo zdaje się mówić do kobiet: »uczcie się, jeśli możecie; umiejcie, jeśli potraficie, i myślcie o tym, żebyście same sobie wystarczyły, bo w razie potrzeby nikt na was z opieką i wsparciem nie czeka«" – pisała Żmichowska.
Entuzjastki były właśnie tymi kobietami. Nauczyły się wystarczać same sobie. Dlatego coraz częściej w opracowaniach historycznych nazywa się je "pierwszą polską grupą feministyczną". Narcyza Żmichowska i jej "siostry" uczyniły pierwszy poważny krok na drodze kobiecej niepodległości na naszych ziemiach.
Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski