Von der Leyen grabi sobie w Europie. Jej zachowanie po ataku na Iran budzi złość

Europejscy dyplomaci nie patrzą przychylnie na działania przewodniczącej Komisji Europejskiej w związku z wojną na Bliskim Wschodzie. Zarzucają jej wykraczanie poza swoją rolę. - Wypowiada się bez mandatu - powiedziała portalowi POLITICO jedna z francuskich eurodeputowanych.

2026-03-09, 12:55

Von der Leyen grabi sobie w Europie. Jej zachowanie po ataku na Iran budzi złość
Postawa Ursuli von der Leyen nie budzi sympatii wszystkich w Unii Europejskiej. Foto: REUTERS

"Wypowiada się bez mandatu". Von der Leyen drażni część unijnych polityków

POLITICO powołuje się na rozmowy z dziewięcioma dyplomatami, unijnymi urzędnikami i parlamentarzystami, zarówno z dużych, jak i małych państw Wspólnoty. Z ich słów wyłania się obraz dyplomatycznego przekraczania uprawnień przez Ursulę von der Leyen. Wątpliwości budzi nie tylko reakcja na wydarzenia w Iranie, ale też takie aspekty jak poszerzenie UE o Ukrainę czy stanowisko szefowej KE nt. Rady Pokoju Donalda Trumpa.

Portal zauważa, że w drugim tygodniu walk na Bliskim Wschodzie Unia Europejska ma problem, by mówić w tej sprawie jednym głosem. Irytację części rządów ma budzić fakt, że przewodnicząca stara się odgrywać w tej kwestii rolę, która przypisana jest szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas. Gdy sytuacja na Bliskim Wschodzie się zaogniła, von der Leyen zasugerowała poparcie dla zmiany reżimu w Iranie, a także przeprowadzała rozmowy z przywódcami UE i Zatoki Perskiej. Krytycy twierdzą, że zajmowała stanowiska wykraczające poza konsensus między państwami Wspólnoty.

- Miałam wrażenie, że mam halucynacje - skomentowała centrowa francuska eurodeputowana Nathalie Loiseau, odnosząc się do rozmów przewodniczącej z głowami państw Zatoki Perskiej. - Ona nie ma służb dyplomatycznych, wypowiada się bez mandatu i bez odpraw wywiadowczych. Jej słowa nie mają żadnej wartości poza jej indywidualnym oświadczeniem - oceniła w rozmowie z POLITICO.

Dyplomaci, z którymi rozmawiał portal, wskazali, że za koordynację polityki zagranicznej UE odpowiada Kaja Kallas. To ona ma kontaktować się ze stolicami i formułować wspólne stanowisko. Z kolei problem z von der Leyen polega na tym, że "wychodzi z pomysłami i w pewien sposób zobowiązuje Unię Europejską bez wcześniejszych konsultacji". W ten sposób pojawia się ryzyko "wywołania zamieszania w relacjach z resztą świata" - oceniają rozmówcy POLITICO.

Ewolucja w europejską przywódczynię?

Komisja Europejska uważa, że niemiecka polityczka działa jak należy. Rzecznik KE ocenił, że wykazuje się ona "politycznym przywództwem w zakresie polityki zewnętrznej Komisji", co jest zgodne z unijnymi traktatami. Wskazał też, że kontakty z innymi przywódcami to "nieodłączny element obowiązków przewodniczącej". Rzecznik dodał, że formalne stanowisko Unii zostało określone właśnie przez Kaję Kallas w oświadczeniu skoordynowanym z państwami członkowskimi.

POLITICO zauważa "ewolucję von der Leyen" w kierunku najważniejszej osoby we Wspólnocie o znaczeniu równym prezydentom i premierom. Proces ten trwa prawie siedem lat. Jak wskazano, w tym czasie polityczka prowadziła UE "przez jeden kryzys po drugim". Chodzi o pandemię koronawirusa, inwazję Rosji na Ukrainę oraz gospodarcze spory z prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Dyplomaci chwalą szefową KE jako menedżerkę dobrze zarządzającą kryzysami. Problem pojawia się w przypadku sytuacji na Bliskim Wschodzie czy kwestii rozszerzenie Wspólnoty. W drugim przypadku odczuwa się wywieranie nacisku na europejskie rządy. Wpisy von der Leyen dotyczące państw Zatoki Perskiej, mówią krytycy, nie reprezentują formalnie stanowiska polityki zagranicznej Unii. Przewodnicząca nie ma bowiem ani do dyspozycji sił wojskowych ani mandatu, by kształtować ogólnounijne stanowisko zewnętrzne. - Co dokładnie obiecuje, mówiąc, że będziemy ich wspierać? Kim są "my"? (…) To, co widzimy, to odgrywanie ról, za którym nic nie stoi - stwierdziła Nathalie Loiseau.

Irytację miało wzbudzić poparcie szefowej KE dla zmiany reżimu w Iranie. W UE nie ma bowiem jednomyślności w tej sprawie, część państw bliższych jest podejściu premiera Hiszpanii Pedro Sancheza, który krytycznie oceniał ataki lotnicze USA i Izraela na bliskowschodni kraj. - Mamy być latarnią morską prawa międzynarodowego. Ale teraz uwięziła nas ona w temacie zmiany reżimu. Czyje to jest stanowisko? Nie nasze - stwierdził jeden z dyplomatów. Co na to rzecznik KE? Ocenił, że państwa Zatoki Perskiej były wdzięczne von der Leyen za "proaktywną" postawę w ostatnich dniach.

Rada Pokoju i Ukraina też kośćmi niezgody

To nie wszystko, bo np. Paryż zirytowało wysłanie komisarz do spraw regionu śródziemnomorskiego Dubravki Šuicy na sesję inauguracyjną budzącej kontrowersje Rady Pokoju. Zdenerwowanie wzbudziły też naciski na rozszerzenie Unii Europejskiej, a jednym z rozwiązań miałoby być przyłączenie Ukrainy do Wspólnoty już w 2027 r. Część państw przypomina, że musi to być akceptowalne dla wszystkich i "istnieje odpowiedni proces", by tego dokonać.

- Musimy zdecydować, czy chcemy zmiany instytucjonalnej - czy chcemy powierzyć Komisji więcej funkcji w zakresie polityki zagranicznej. Jeśli tak, musimy o tym pomyśleć, zbadać to i podjąć świadomą decyzję - ocenił socjalistyczny hiszpański europarlamentarzysta Nacho Sánchez Amor, cytowany przez POLITICO.

Czytaj także:

Źródło: POLITICO/ms

Polecane

Wróć do strony głównej