Najbardziej pamiętny mecz Polski z Albanią? Boniek rozegrał go w cieniu tragedii
Mecze z Albanią nie zawsze były łatwe, lecz w historii tych starć nie brakuje pamiętnych spotkań. W 1985 roku Biało-Czerwoni jechali do Tirany, by ratować szanse na grę w mistrzostwach świata. Kilkadziesiąt godzin przed i po tym pojedynku było czasem, którego nie zdoła zapomnieć zwłaszcza Zbigniew Boniek.
2026-03-25, 10:00
- Tyle pieniędzy kosztują nowe koszulki reprezentacji Polski. Cena z kosmosu
- Adam Małysz ujawnia. Zapowiada zwrot ws. Tomasiaka po upadku w Vikersund
- Danielle Collins szczerze o Świątek. Dwa słowa mówią wszystko
Stawka była ogromna
Od tamtych chwil minęło ponad 40 lat, w których piłka zmieniła się kompletnie, a dawni bohaterowie są już w zupełnie innych miejscach. Przed czwartkowym meczem, w którym Polacy rozpoczną kluczowy etap drogi na mundial, stawka jest jednak podobna jak 30 maja 1985 roku. Liczy się tylko wygrana, a konsekwencje jej braku będą fatalne.
W pierwszym meczu z Albanią w eliminacjach do mundialu w 1986 roku Polska, będąca wówczas trzecią drużyną świata, zaledwie zremisowała na własnym boisku ze skazywanym na pożarcie rywalem. Był to fatalny mecz w naszym wykonaniu, który zakończył się remisem 2:2. Niewiele zresztą brakowało, by Biało-Czerwoni przegrali, ponieważ to oni gonili wynik. W całych eliminacjach mocno komplikowali sobie życie i dopiero później stało się jasne, że oglądaliśmy schyłek potęgi jednej z czołowych drużyn świata.
Przed rewanżem, do którego doszło w Tiranie, sytuacja była prosta - Polacy musieli wygrać, jeśli chcieli zapewnić sobie awans na turniej i uniknąć baraży. W grupie eliminacyjnej mierzyli się jeszcze z Grecją i Belgią i to, kto poleci na turniej do Meksyku, było do samego końca niewiadomą.
Urban asystował, Boniek strzelał
Mecz w Tiranie nie był spacerkiem w parku, a gospodarze nie zamierzali ułatwiać Polakom zadania. Chcieli sprawić kolejna sensację i przy odrobinie szczęścia powalczyć o to, by po raz pierwszy w historii pojechać na mundial. Polacy szybko dostali sygnał ostrzegawczy, gdy Mirel Josa trafił w poprzeczkę. Zdołali jednak stanąć na wysokości zadania.
Skończyło się tylko na jednym golu. Golu, który był wyjątkowy dla Zbigniewa Bońka. W decydującej akcji świetnie spisał się... obecny selekcjoner Polaków, Jan Urban. Zszedł na prawą nogę, efektowną piętką wyłożył piłkę koledze, a gracz Juventusu przymierzył nie do obrony sprzed pola karnego. Był to dwudziesty czwarty i ostatni gol Bońka w reprezentacji Polski. Wówczas jednak nie mógł o tym wiedzieć.
W ostatnim grupowym meczu Polacy zremisowali bezbramkowo z Belgią i to oni zajęli pierwsze miejsce w grupie. Niestety, turniej w Meksyku zapadł w pamięci nie jako ten, na którym udało się coś ugrać. Był on końcem pewnej epoki. A gol Bońka był jednym z najdziwniejszych, jakie strzelali nasi kadrowicze. Nie chodzi tu o sam sposób, ale o okoliczności, które mu towarzyszyły.
Dwa mecze w jeden dzień, oba w cieniu tragedii
Kilkanaście godzin przed tym, zanim znalazł się w stolicy Albanii, Boniek przeżył najbardziej dramatyczne momenty swojej kariery. Sceny na stadionie Heysel, których byli świadkami kibice futbolu na całym świecie, uznawane są za największą - obok wydarzeń na Hillsborough - tragedię w najnowszej historii piłki nożnej. W wyniku zdarzeń 29 maja 1985 roku, kiedy Anglicy zaatakowali na trybunach Włochów w Brukseli zginęło 39 osób.
Juventus - m.in. ze Zbigniewem Bońkiem i Michelem Platinim w składzie - wygrał z Liverpoolem 1:0 po golu Francuza z rzutu karnego w 58. minucie. Ta wygrana dała Włochom Puchar Europy, lecz sukces zszedł na dalszy plan wobec dramatu na trybunach. Polak nie świętował z tymi kolegami, którzy chcieli celebrować wygraną. Władze PZPN najwyraźniej nie brały pod uwagę tego, że któryś z Biało-Czerwonych może zagrać w finale i zgodziły się, by mecz z Albanią odbył się dzień później.
Na spotkanie Bońka nie chciał puścić prezes "Starej Damy", ale ostatecznie ugiął się i Polak ruszył do Albanii prywatnym odrzutowcem. Dotarł tam zaledwie kilka godzin przed meczem, lecz wyszedł na murawę i był jednym z najlepszych graczy na placu. Podczas nieobecności Władysława Żmudy założył też na ramieniu opaskę kapitańską.
Koniec wielkich Biało-Czerwonych i "klątwa Bońka"
Udział Polski na mundialu w Meksyku ograniczył się do czterech meczów. Prowadzeni po raz drugi podczas mundialu przez Antoniego Piechniczka Biało-Czerwoni najpierw zremisowali z Marokiem 0:0, by później pokonać Portugalię 1:0 po golu Włodzimierza Smolarka. Na zakończenie rozgrywek grupowych przyszedł zimny angielski prysznic - 0:3 po trzech golach Gary'ego Linekera. Sygnałów ostrzegawczych było aż nadto, jednak najgorsze miało dopiero nadejść.
W 1/8 finału Polacy zderzyli się z Brazylią. Mecz skończył się bolesną porażką aż 0:4. Jeszcze przy 0:0 Ryszard Tarasiewicz mógł wyprowadzić Polaków na prowadzenie. Po jego strzale piłka trafiła jednak w słupek bramki "Canarinhos".
- Wspominam to. Uważam, że czasem ten łut szczęścia jest potrzebny. Tylko, że szczęściu trzeba pomóc - przyznawał. Dodał także, iż, jego zdaniem, by pokonać zespół klasy Brazylii, należało zaryzykować. Trzeba wierzyć w końcowe zwycięstwo. Los należy do odważnych, dlatego nie wolno grać piłki zachowawczej. Gdyby nie został odgwizdany karny, którego nie było, to może byśmy schodzili na przerwę z wynikiem 0:0. Może inaczej to wyglądało - później poszliśmy trochę „na hura”. Takiemu zespołowi nie można zostawiać dużo miejsca, bo można zostać od razu skarconym - wspominał.
Po tym meczu nastały trudne czasy dla kadry Polski, która przez 16 lat nie potrafiła wywalczyć awansu na mistrzostwa świata. Była to zresztą słynna już "klątwa Bońka". To właśnie ten zawodnik po porażce z Brazylią stwierdził, że na kolejne mistrzostwa trzeba będzie poczekać 20 lat. Nie pomylił się wiele - fatum udało się przerwać dopiero po 16 latach - w 2002 roku Biało-CzerwonI zakwalifikowali się na mistrzostwa świata rozgrywane na boiskach Japonii i Korei Południowej.
Kiedy baraże mistrzostw świata 2026?
Półfinał baraży o udział w mistrzostwach świata odbędzie się już w czwartek 26 marca o godzinie 20.45. Polska ma rachunki do wyrównania. W 2023 roku podczas kwalifikacji do Euro Biało-Czerwoni przegrali z nimi 2:0. Jeśli Biało-Czerwoni wygrają, powalczą o awans na mundial z lepszym z pary Ukraina - Szwecja.
Piłkarski mundial rozgrywany będzie w 2026 roku w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Pierwszy mecz 11 czerwca, finał - 19 lipca. Tytułu najlepszej drużyny globu bronić będzie Argentyna. Jeżeli reprezentacja Polski awansuje do turnieju, na mundialu zagra w grupie F. Losowanie grup piłkarskich mistrzostw świata odbyło się w grudniu 2025 roku.
Źródło: PolskieRadio24.pl/Paweł Słójkowski