"Białoruś będzie wolna". 330-metrowa flaga na Dzień Woli i morze nadziei
Białoruś będzie wolna - pod takim hasłem Białorusini, uchodźcy z reżimu Alaksandra Łukaszenki, świętowali w Warszawie Dzień Woli (Dzień Wolności). Nieśli gigantyczną 330-metrową biało-czerwono-białą flagę. Na czele pochodu szła Prezydent Wolnej Białorusi Swiatłana Cichanouska. Pytaliśmy Białorusinów, co czują tego dnia. Jak widzą przyszłość Białorusi? I jak pomóc im w drodze do wolności?
2026-03-29, 14:31
Białoruś będzie wolna
- Białoruś będzie wolnym krajem, należącym do Europy - w to wierzą wszyscy bez wyjątku uczestnicy marszu, których pytał o to portal Polskiego Radia. Nikt nie mówił, że jest mu trudno i źle, choć w wielu przypadkach z pewnością tak jest. Prawie wszyscy wykazywali silną wiarę, optymizm: nie ma innej możliwości, Białoruś będzie wolna i demokratyczna.
330-metrowa flaga. Fot. Polskie Radio30 lat trzyma się władzy, jak Smeagol z Władcy Pierścieni, a podporządkowany jest większemu złu, Mordorowi, czyli Putinowi - mówili Białorusini, komentując niesioną na demonstracji karykaturę Alaksandra Łukaszenki, na której wygląda jak Gollum, sinymi palcami czepiając się usilnie udręczonej Białorusi. Dodali, że na Białorusi nie można przedstawiać swojego zdania, bo zaraz zainterweniuje milicja. Marzą o wolnej Białorusi. Wiedzą, że gdy nie będzie Putina, to nie będzie już i rządów Łukaszenki.
Karykatura Łukaszenki Potężna flaga biało-czerwono-biała
Białorusini nieśli razem 330-metrową biało-czerwono-białą flagę. Takie właśnie barwy, nawiązujące do Wielkiego Księstwa Litewskiego, wybrali proklamatorzy pierwszego państwa 1918 roku, taka właśnie była flaga państwowa po 1991 roku, zanim prowadzący prorosyjską politykę Alaksandr Łukaszenka nie zmienił symboli państwowych z powrotem na czerwono-zielone barwy republiki radzieckiej. Od tamtej pory biało-czerwono-biała flaga jest na cenzurowanym, od kilku lat grożą za jej demonstrowanie bardzo poważne represje. - A łukaszenkowska symbolika to znaki stalinowskie, pod jakimi niszczono naród, kulturę, historię Białorusi - mówił nam Alaksandr Makajeu, były szef stowarzyszenia niezależnych przedsiębiorców. Dodał, że reżim jest antybiałoruski, bo tak samo, jak Rosja nienawidzi białoruskości.
Na marsz przyjechali Białorusini z różnych miast Polski, ale także z zagranicy, na przykład z Wilna. Wśród nich filozof i Uładzimir Mackiewicz, były wieloletni więzień polityczny. W rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl powiedział, że chciałby zobaczyć takie święto w Mińsku. - Państwo jak wcześniej, pod obcasami rosyjskich buciorów i pod okupacją. Nasze walki nie przynoszą wyników. Ale mamy nadzieję, że Ukraina zwycięży, USA, UE nas wspomogą i Białoruś będzie wolna - mówił nam. Dodał, że miejsce Białorusi jest w Europie. Pytany, czy robimy wszystko co trzeba, by sprawy szły w dobrym kierunku, mówił, że nie można powtarzać błędów przeszłości, takich jak konferencja w Monachium, gdy Europa poszła na ustępstwa wobec dyktatora. Trzeba sprawić, by rosyjski imperializm nie zagrażał już innym narodom, a musimy pracować nad tym wspólnie w naszym regionie.
Prezydent Wolnej Białorusi Swiatłana Cichanouska podczas przemówienia na Placu Zamkowym mówiła, że ma nadzieję na wyzwolenie więźniów politycznych. Miała przy sobie plakat Andrzeja Poczobuta i Sciapana Łatypaua, nieludzko torturowanego przez reżim więźnia politycznego. Powiedziała, że ludzie z Białorusi piszą do niej, informują, że świętują niepublicznie. Czekają, aż Dzień Woli będzie można świętować na Białorusi. - Nikt oprócz nas naszej wolności nie wywalczy. To nasze zadanie - mówiła. Dodała, że Białorusini nie są sami, ale jest z nimi Europa, w tym Polska, Ukraina. - Jesteśmy w Polsce, kraju, który zdołał odwojować wolność. Dzisiaj pomaga nam. Bo Polacy rozumieją, że bez wolnej Białorusi nie będzie bezpiecznej Polski - wskazała. Podziękowała serdecznie Polsce i Polakom.
Swiatłana Cichanouska. Fot. Biuro Swiatłany CichanouskiejCzym jest Dzień Woli? Dlaczego Łukaszenka nie pozwala go obchodzić?
Dzień Woli, który w tym roku w Warszawie obchodzono w ostatni weekend marca, to święto upamiętniające proklamowanie pierwszego białoruskiego państwa, Białoruskiej Republiki Ludowej, 25 marca 1918 roku. To święto pokazuje przynależność narodu Białorusi do Europy i jego długą historię, poprzedzającą Wielkie Księstwo Litewskie. Reżim Łukaszenki nie pozwalał prawie w żadnym roku na obchody Dnia Woli, ze strachu przed krytykami, ale też dlatego, że święto demaskuje fałsz radzieckiej narracji o Białorusi. Wedle ideologicznych przemówień Władimira Putina historia Białorusi i Ukrainy zaczyna się od rewolucji 1917 roku, a ich twórcą jest Włodzimierz Lenin. - Co roku w czasie Dnia Woli towarzyszyły nam represje, większe lub mniejsze - zauważyła w rozmowie z portalem jedna z uchodźczyń, która na Białorusi była ich świadkiem co roku. Chciała pozostać anonimowa.
Od kilku lat, od 2021 roku, represje są tak ostre, że na Białorusi nikt publicznie nie świętuje Dnia Woli. Ludzie obchodzą jednak ten dzień, ale w domach - mówiło nam kilku uczestników pochodu. Większość pytanych uważa, że reżim chce zamknąć ludziom usta i zastraszyć ich, a ma to związek i z obawą o władzę, i z prorosyjską polityką Łukaszenki, zależnością od Kremla. To znaczy: Łukaszenka bardzo chce, by sprzeciw wobec jego polityki i rusyfikacji nie był widoczny, by mógł powiedzieć, że właśnie tego chcą Białorusini. - Łukaszenka, zmuszany przez Putina, szykuje kraj do włączenia go w wojnę nie tylko przeciw Ukrainie, ale także przeciwko Polsce - o tym mówił portalowi PolskieRadio24.pl wieloletni opozycjonista Wiaczesław Siwczyk, ale nie tylko on tak uważa.
Polskie Radio Łukaszenka próbował zastraszyć uczestników marszu
Jak co roku reżim Łukaszenki próbował zastraszyć uchodźców z Białorusi, by nie przyszli na obchody Dnia Woli za granicą. Co pewien czas reżimowe służby prewencyjnie ogłaszają, że zidentyfikowały twarze ludzi biorących udział w wolnościowych spotkaniach demokratycznej diaspory.
W Warszawie na marszu z okazji Dnia Woli pojawiły się jednak setki osób. Część, by się chronić, unikała fotografii. Reżim Łukaszenki przedtem groził wprost: konfiskatą mienia, sprawami karnymi za udział w marszach diaspory. Na Białorusi prześladowani mogą być bliscy takich osób. Straszono, że ludzie będą rozpoznani. W czasie tegorocznych obchodów Dnia Woli w Wilnie, które odbyły się na początku tygodnia, służby Łukaszenki, podszywając się pod dziennikarkę Nowej Gazety, kupiły usługi nieświadomych niczego fotografów. Potem zdjęcia manifestujących wykorzystano w propagandowej telewizji.
Na przekór temu i by pokazać siłę ducha, Białorusini przyszli tłumnie na marsz w Warszawie. Franciszak Wiaczorka, sekretarz liderki opozycji Swietłany Cichanouskiej, powiedział portalowi PolskieRadio24.pl, że w Mińsku jeden z blogerów urządził prowokację: posłał służbom wygenerowane przez AI zdjęcie protestu z czterema osobami i dwoma biało-czerwono-białymi flagami. Od razu na to miejsce w Mińsku ruszyły radiowozy funkcjonariuszy, zaczęli szukać śmiałków. Widać, że każdy przejaw wolności każe się bardzo ostro.
Biuro Swiatlany CichanouskiejDoradca Cichanouskiej Franak Wiaczorka, pytany, czego najbardziej potrzeba Białorusi, mówi, że to bardzo ważne, by utrzymać sankcje UE nałożone na reżim Łukaszenki. Jest bowiem szansa, że Amerykanie zdołają wyzwolić więźniów politycznych. - Trzeba jednak pamiętać o większym celu, wyzwolić cały kraj, obalić reżim. Mam nadzieję, że Białorusini z diaspory i w kraju, odegrają swoją rolę - mówi portalowi PolskieRadio24.pl. Bo jeśli kraj nie będzie wolny - jak mówiło mi wielu Białorusinów - Łukaszenka znów uwięzi więźniów politycznych. - To taka karuzela - mówił Polskiemu Radio Paweł Łatuszka.
Franciszak Wiaczorka zanaczył, że represje na Białorusi są niezwykle surowe. Polska pomogła przyjmując prześladowane osoby. Dodał, że bardzo ważne jest wsparcie inicjatyw kulturalnych, informacyjnych, edukacyjnych, umożliwienia młodzieży studiów. Ważne jest też wsparcie polityczne Polski, bo Polska ma głos w Unii Europejskiej. Chodzi o to, by Białoruś pozostawała w agendzie politycznej i by Łukaszenka poniósł odpowiedzialność za swoje czyny. Wiaczorka wyraził nadzieję, że zostanie wydany nakaz aresztowania Alaksandra Łukaszenki i dodał, że już wyznaczono trzech sędziów - kobiety, które będą rozpatrywać jego sprawę w trybunale w Hadze.
O znaczeniu dochodzenia do sprawiedliwości mówił także Paweł Łatuszka, wicepremier w rządzie Swiatłany Cichanouskiej. Jak wskazał w przemówieniu na Placu Zamkowym, kiedyś Łukaszence przeciwstawiły się trzy kobiety, a teraz sądzić go będą trzy kobiety. Polityk opozycyjny przypominał wszystkim o wyborach do Rady Koordynacyjnej. To ciało na wzór parlamentu, wspierające rząd Swiatłany Cichanouskiej, wybory odbędą się w maju.
Walka o przetrwanie tożsamości Białorusinów
Z kolei Wiaczesław Siwczyk z Ruchu Solidarności Razem, obecny na marszu, mówił, że Białoruś na uchodźstwie powinna mieć własny uniwersytet, bo w kraju nie ma możliwości rozwoju elit. Zabija się tożsamość białoruską, język białoruski.
Niszczenie tożsamości białoruskiej to z ważny cel reżimu. Nie inaczej trzeba rozumieć uznanie za ekstremistów wydawców, wydających książki w języku białoruskim. Na początku marca KGB uznało białoruskie wydawnictwa i przedsiębiorstwa zajmujące się dystrybucją książek za "formacje ekstremistyczne". Część z nich trafiła do więzienia. Uznano, że istnieje spisek wydawców - to oczywiście nieprawda.
Na obchody Dnia Woli przyjechał ze stoiskiem pełnym książek Jarosław Iwaniuk, twórca największej w świecie białoruskiej biblioteki internetowej Komunikat.org. Mówił Polskiemu Radiu, że książki są nośnikiem idei. Wciąż ma miejsce prześladowanie białoruskiej kultury - to wciąż to samo - mówi nam. Fundacja Komunikat i on sam są teraz uznani za członków "ugrupowania ekstremistycznego", z szeregiem innych wydawców.
Polskie Radio W miejsce białoruskiej kultury, białoruskiego języka, robi się miejsce dla Rosji. Jedna z uczestniczek marszu mówiła, że pełzająca okupacja Rosji przybiera nowe formy. Bo obecnie na Białoruś przyjeżdża wielu Rosjan, wykupują mieszkania. Inna wskazywała, że na granicy Białorusi z Litwą ludzie nie mogą poruszać się po okolicznym lesie, co rodzi przypuszczenia, że dochodzi tam do budowy tajnej infrastruktury lub ma tam miejsce jakaś aktywność, którą Łukaszenka chce ukryć.
- Uwolnieni więźniowie polityczni mówili, że świętowanie Dnia Woli to cud, cudem jest to, że można powiedzieć swoje zdanie. Mówili o tym na uroczystości z udziałem polskiego MSZ na uczelni muzycznej im. Fryderyka Szopena - wskazała rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl Alina Kouszyk, dyrektor Telewizji Biełsat. Mówiła, że najważniejsza jest wiara i to, by nie opuszczać rąk, a naród białoruski jest bardzo silny, zasługuje na wolność i swoje państwo. Białorusi mentalnie są Europejczykami, w sercu, historycznie. Musimy walczyć. Bo z Rosją - nie będzie żadnej wolności, wskazała.
Alina Kouszyk, fot. Polskie Radio Podczas marszu można było kupić białoruskie książki niezależne. Wystąpiły legendarny Wolny Chór i młody zespół Szuma. Furorę zrobiła prezentacja grupy rekonstrukcyjnej Invictus z Kaciaryną Wadanosową.
Swoje przemówienia przedstawiali działacze i politycy. Na placu Zamkowym można było skosztować ukochanej potrawy Białorusinów - draników, czyli placków ziemniaczanych.
W pochodzie szli także polscy politycy, w tym Grzegorz Schetyna, przewodniczący senackiej spraw zagranicznych oraz Andrzej Halicki, eurodeputowany. Obaj politycy od lat wspierają białoruską diasporę i białoruską drogę do wolności. Na marszu byli obecni także aktywiści z Ukrainy i z Polski. Słychać było hasła na cześć Białorusi, Ukrainy, Polski.
Źródło: PolskieRadio24.pl/agkm