Wojna z pseudokibicami przegrana?
Szalone lata 90. w wersji polskiej wracają. Wtedy na piłkarskich stadionach niemal w każdym tygodniu dochodziło do bijatyk między kibicami zwaśnionych drużyn. Podczas ostatniego meczu między Legią Warszawą a Jagiellonią Białystok fani obu klubów przenieśli się kilkanaście lat wstecz.
2014-03-05, 09:00
Posłuchaj
2 marca 2014 roku. Na boisku przy Łazienkowskiej Legia Warszawa podejmuje Jagiellonię Białystok. Niestety niektórzy kibice obserwujący tamto spotkanie nie byli zainteresowani tym, co dzieje się na murawie. Między sympatykami obu zespołów doszło do regularnej bitwy.
Wniosek o zamknięcie stadionu
prsa:repo
Bijatykę zakończyła dopiero interwencja policji. W związku z tymi wydarzeniami na ręce Wojewody Mazowieckiego trafił wniosek stołecznej policji o zamknięcie stadionu dla publiczności na trzy mecze.
- Wniosek jest oparty na opisie wydarzeń z ostatniego spotkania, jak i na braku skuteczność działania służb odpowiedzialnych za porządek podczas poprzednich meczów. Na tym stadionie regularnie dochodzi do sytuacji, które stwarzają realne niebezpieczeństwo – powiedział w PR24 st. asp. Mariusz Mrozek, rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji.
W czasie lutowego meczu pomiędzy Legią Warszawa a Koroną Kielce fani stołecznej drużyny na jednej z trybun odpalili fajerwerki, które po odbiciu się od dachu stadionu spadały na kibiców.
Nie tędy droga
Stadion Legii w przeszłości był już wielokrotnie zamykany dla publiczności. Jednak zdaniem Janusza Wójcika zamykanie aren piłkarskich nie jest najlepszym sposobem walki z bandyckimi zachowaniami na stadionach.
- Czy to, że na mazowieckich drogach codziennie są wypadki i giną ludzie, oznacza że powinniśmy zamykać wszystkie drogi? To nie jest rozwiązanie. Działania Wojewody Mazowieckiego są po prostu nieprzemyślane. To jest dolewanie benzyny do żarzącego się węgla – ocenił były selekcjoner reprezentacji Polski.
Rozwiązanie problemu
Problem z niesfornymi kibicami w ubiegłych latach dotyczył niemal całej Europy. Sympatycy klubów piłkarskich ścierali się m.in. w Niemczech i Anglii. Jednak dziś zjawisko stadionowych walk już tam nie występuje.
- Wzorowaliśmy się na doświadczeniach niemieckich i angielskich. Jednak do tego potrzebne są nie tylko pieniądze, ale i konsekwencja działania. U nas właśnie tej dyscypliny brakuje – dodał Janusz Wójcik, były selekcjoner reprezentacji Polski.
O tym, jak władze tych krajów poradziły sobie z problemem mówili Wojciech Szymański, korespondent Polskiego Radia w Berlinie i Adam Dąbrowski, korespondent Polskiego Radia w Londynie.
PR24/MP