Polska przegrała w szwedzkim Kristianstad z Francją 22:31 (9:15) w swoim pierwszym meczu grupy B turnieju finałowego mistrzostw Europy piłkarek ręcznych.
Biało-czerwone szczypiornistki zaczęły dobrze, prowadziły 8:4, ale potem w spotkaniu z wicemistrzyniami olimpijskimi nie miały żadnych szans. - Potwierdziło się to, co podejrzewałem. Liczyłem na nasz entuzjazm, młodość. Ale okazało się, że rutyna Francuzek to za mocna siła na nasz niedoświadczony zespół - podsumował trener Leszek Krowicki.
- Dziewięć bramek różnicy to dużo. Jesteśmy niezadowoleni z wysokiej porażki, ale musimy się uczyć. Musimy zastanowić się nad tym, co się wydarzyło. Dziewczyny walczyły do końca, ale przecież jedenaście debiutantek zmierzyło się z bardzo mocną drużyną - dodał.
Francuzki obnażyły błędy Polek
Szkoleniowiec podkreślił, że szczypiorniak kobiet jest bardzo zmienny i nieobliczalny. - Na tym poziomie każdy wynik jest możliwy. Nie doceniamy Niemek. Może Holenderki za lekko podeszły, za szybko uwierzyły w zwycięstwo? - skomentował porażkę "Oranje".
Właśnie z Holandią - wicemistrzem świata - Polki zagrają we wtorek swój drugi mecz na szwedzkim czempionacie. Krowicki już rozgryza rywalki, ale zaznaczył: "Informacje to jedna sprawa, ale przetworzenie na wynik to inna sprawa". - Będziemy do każdego meczu podchodzili z nadzieją na zwycięstwo - zakończył.
Press Focus/x-news
kbc