more_horiz
Wiadomości

Ekspert: wzrosty liczby zakażeń jesienią są pewne, w najgorszym scenariuszu mogą przynieść wiele tysięcy zgonów

Ostatnia aktualizacja: 11.07.2021 09:00
- Epidemia koronawirusa może  objąć jeszcze nawet 5 milionów obywateli, co może przynieść nawet 40 tysięcy zgonów. W najczarniejszym scenariuszu to może zdarzyć się na jesieni i wyglądać jak duża fala zakażeń. Ale wszyscy mamy nadzieję, że wzrost zakażeń będzie powolny, i zdążymy przekonać i zaszczepić tych, którzy są najbardziej zagrożeni. Szacujemy, że każde 1000 szczepień ratuje trzy ludzkie istnienia - powiedział portalowi PolskieRadio24.pl dr Franciszek Rakowski (ICM). Jest i światło na końcu tunelu. Nasz rozmówca zaznaczył, że po przejściu czwartej fali społeczeństwo nabędzie tak wysoki poziom odporności, że sytuacja najpewniej wróci do normy, o ile nie pojawią się nowe szczególne, zaskakujące mutacje wirusa.
Koronawirus w Polsce. Punkt szczepień w Izbie Tradycji Kopalni Ziemowit w Lędzinach
Koronawirus w Polsce. Punkt szczepień w Izbie Tradycji Kopalni Ziemowit w LędzinachFoto: PAP/Andrzej Grygiel

polska koronawirus free 1200 shutt
"Duża liczba zaszczepionych może nas uchronić przed najbardziej pesymistycznymi scenariuszami"

- Czwarta fala pandemii jest nieunikniona, pytanie tylko, kiedy się pojawi i jaki będzie jej przebieg – mówi portalowi PolskieRadio24.pl dr Franciszek Rakowski z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) Uniwersytetu Warszawskiego. Wedle obecnej prognozy czwarta fala pandemii pojawi się pod koniec września.

Może ona objąć 5 milionów osób - tyle, wg szacunków ekspertów brakuje do tzw. odporności zbiorowiskowej. Skąd jednak wiadomo, jak wiele osób zostanie zakażonych? Dr Rakowski wyjaśnia, że odporność zbiorowa, charakterystyczna dla odmiany wirusa Delta, szacowana jest obecnie na 88 procent. Natomiast odporność polskiego społeczeństwa, szacowana na podstawie liczby i tempa szczepień oraz przebytych zakażeń, wyniesie jesienią prawdopodobnie około 75 procent. Stąd 12-13 procent społeczeństwa – jeśli nie uzyska odporności przez szczepienia – będzie musiało przejść zakażenia. Śmiertelność COVID-19 obliczana jest na podstawie wskaźników poprzednich odmian – po przeliczeniu daje to przerażający obraz, 40 tysięcy zgonów.

Stąd kluczowym i jedynym ratunkiem są szczepienia. – Każde 1000 szczepień ratuje trzy istnienia ludzkie – podkreślił dr Franciszek Rakowski.

Sytuacja jest bardzo poważna. Jak ciężko będziemy przechodzić czwartą falę, zależy od poziomu naszej zbiorowej odporności, a zatem i od tego, jak wiele osób przyjmie szczepienia, a nie "nabędzie tę odporność" drogą choroby, która może zabrać wiele istnień ludzkich.

Dobre wiadomości: po czwartej fali sytuacja wróci do normy

Są także dobre wiadomości. Gdy polskie społeczeństwo przejdzie czwartą falę pandemii, osiągnie taki poziom odporności, że sytuacja epidemiczna wróci do normy. To przy założeniu, że nie pojawią się nowe szczególniejsze mutacje koronawirusa.

Wróci wówczas normalność? Dr Franciszek Rakowski zaznacza, że koronawirus zostanie z nami tak jak grypa do końca naszej cywilizacji. Nie będzie jednak aż tak groźny – bo nie spotka się już z populacją pozbawioną zupełnie odporności. Będą zapewne dodatkowe szczepienia, a także sezonowe zachorowania.

Przyszłość w superkomputerach

Jak prognozuje się przyszłość pandemii w naszym kraju? - Modeli matematycznych epidemii jest dość dużo. Rozwijane są w różnych metodologiach. Nasz instytut stosuje model agentowy. Można rzec, że Polska jest w nim odzwierciedlona w formie 1:1. W naszym modelu mamy zatem reprezentację mieszkańców Polski w komputerze, 38 milionów osób, wszystkie gospodarstwa domowe, szkoły, przedszkola. To bardzo duży model obliczeniowy, wymagający superkomputerów. Ludzie w wirtualnym modelu Polski "przemieszczają się", "spotykają się", "przekazują sobie wirusa". W tym cyfrowym świecie możemy manipulować restrykcjami, otwierać i zamykać szkoły, patrzeć na możliwe konsekwencje takich kroków. Dzięki temu modelowi możemy przewidywać, jak rozwinie się sytuacja pandemiczna – opowiada dr Franciszek Rakowski.

Nasz rozmówca dodaje, że ten model jest przewidziany dla wszelkich chorób zakaźnych, przenoszonych drogą kropelkową. W przypadku tego rodzaju zakażeń odseparowanie się od ich źródła jest właściwie niemożliwe, stąd są one najgroźniejsze.

Dr Rakowski podkreśla, że teraz jednak nie  czas, by odetchnąć z ulgą.- Jeśli prawdą jest to, że odporność stadna w przypadku Delty wynosi 88 procent, to musimy do tego poziomu w jakiś sposób dotrzeć. Dojdziemy do tego punktu albo drogą wielu zachorowań, co wiąże się ze zgonami i hospitalizacjami, albo poprzez dodatkowe szczepienia. Innej drogi nie ma – podkreślił.

Więcej w rozmowie. Zachęcamy serdecznie do lektury wywiadu.

PolskieRadio24.pl: Wszyscy zadają sobie pytania o czwartą falę pandemii: w jaki sposób rysuje się w prognozach, kiedy się jej spodziewać, jak będzie przebiegała. Co możemy powiedzieć o tym, jak sytuacja pandemiczna będzie wyglądała w najbliższym czasie?

Dr Franciszek Rakowski z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) Uniwersytetu Warszawskiego: Czynnikiem, który warunkuje wybuch czwartej fali pandemii jest immunizacja społeczna, czyli odporność obywateli na kolejne infekcje.

Ma ona dwa źródła. Pierwszym jest przechorowanie w czasie poprzednich fal pandemii, a drugim jest szczepienie.

Szacuje się, że szczepienie pierwszą dawką dotyczy 55 procent społeczeństwa, zakłada się, że osoby te przyjmą także drugą dawkę szczepionki.

Szacuje się także, że w połączeniu z osobami, które przechorowały koronawirusa, których liczbę szacuje się na 58 procent, daje to razem 75 procent odporności społeczeństwa. Nie jest to prosta suma, to zbiory, które na siebie nachodzą.

Jeśli pod koniec sierpnia odpornych będzie 75 procent osób, a odporność stadną dla wariantu Delta ocenia się na 88 procent, to pozostaje 12-13 procent osób, które mogą zostać zainfekowane.

13 procent to około 5 milionów obywateli – zatem najpewniej dotknie ich czwarta fala pandemii jesiennej.

Kształt fali, czy będzie płaska i rozciągnięta na kilka miesięcy, czy skumulowana i będzie trwała 2-3 miesiące – to wciąż niewiadoma. Zależy on od kilku różnych czynników.

Niemniej jednak czwarta fala jest czymś pewnym.

Trzeba tutaj wspomnieć o szczepieniach. Można hasłowo podać, że 1000 szczepień przekłada się na trzy zaoszczędzone istnienia ludzkie. To trzy zgony mniej w kolejnej fali.

Tak obecnie kształtuje się sytuacja. Oczywiście zagrożeniem jest pojawienie się kolejnych wariantów koronawirusa. 

Niemniej jednak poziom 88 procent odporności stadnej, który zostanie osiągnięty po czwartej fali to już bardzo wysoki pułap. Potencjał, by pojawiły się szczepy jeszcze bardziej zakaźnych wirusów, nie będzie aż taki duży. 

88 procent odporności zbiorowej osiągniemy po czwartej fali pandemii?

88 procent to odporność stadna szacowana dla wirusa Delta dla naszego społeczeństwa. To liczba osób, która musi posiadać odporność, żeby epidemia samoczynnie wygasała.

Odporność stadna jest parametrem niezależnym od czasu.

Możemy zatem tylko szacować, ile osób przeszło pandemię? Około trzech milionów to dane na podstawie wykonanych testów.

Około trzy miliony to zarejestrowane zakażenia. Wiadomo jednak, że było ich znacznie więcej – szacuje się, że co najmniej 5-6 razy więcej.

5 milionów osób to zatem liczba możliwych zakażeń w czasie czwartej fali pandemii. To bardzo groźna prognoza. A jeśli chodzi o ryzyko śmierci, które niesie ze sobą koronawirus w czwartej fali?

Szacuje się ją na około 40 tysięcy, bo ocenia się, że może to być 0,8 procent ogólnej liczby zakażeń.

To ogromna liczba. To bardzo wielkie zagrożenie.

Model, który opisuje tę prognozę, zakłada obecnie, że wirus Delta jest bardziej niebezpieczny niż poprzednie mutacje?

Jest bardziej zakaźny.

Czy powoduje cięższy przebieg choroby?

Tego jeszcze do końca nie wiemy. Wiemy już z pewnością, że jest bardziej zakaźny. Brak jest wciąż pewnych statystyk, jak wygląda przebieg choroby i jaki jest odsetek zgonów przy wirusie Delta. Na ten moment zakładamy, że jest taki sam, jak przy poprzednich falach zakażeń.

Czyli prognozy mogą ulec pogorszeniu?

To prawda, ale mogą ulec i poprawie, gdyż są i takie sygnały, że odmiana Delta jest mniej śmiercionośna niż jej poprzedniczki w poprzednich falach pandemii, chociażby Alfa.

Pierwsze doniesienia medialne sugerowały, że Delta bardzo szybko się rozprzestrzenia, a szczepienia zapobiegają w dużej mierze ciężkiemu przebiegowi choroby u zakażonych.

Czy wiadomo coś jeszcze na ten temat, jakie zagrożenia mogą się rysować i jak się przed nimi chronić? Prognoza, jak zakładam, jest wypośrodkowaniem scenariuszy, ale sytuacja może rozwijać się lepiej albo gorzej?

Tu mówimy o wariantach. Prognoza, którą zaprezentowałem to ogólna liczba osób, które wedle naszych szacunków muszą jeszcze przejść koronawirusa albo zdobyć odporność przez szczepienie, tak aby społeczeństwo osiągnęło odporność stadną, zbiorową.

Droga do poziomu 88 procent odporności stadnej może być różna. W najgorszym przypadku przejście to będzie gwałtowne w październiku, listopadzie z osiągając 16 tysięcy stwierdzonych przypadków, z 20 tysiącami hospitalizacji. To najgorszy możliwy scenariusz, zapewne mało prawdopodobny.

Myślę że raczej będziemy mieli do czynienia z kilkoma tysiącami stwierdzonych przypadków dziennie, czwarta fala będzie bardziej płaska.

Czy można przewidzieć, kiedy czwarta fala pandemii się zacznie?

Pod koniec września będzie widać wyraźny przyrost przypadków zakażeń.

Nie wcześniej?

Obecnie wygląda na to, że do końca lata będzie spokojnie.

Część krajów podejmuje pewne działania przeciwdziałające działania przeciwdziałające Delcie. Chodzi np. o kwarantannę dla osób przybywających z krajów, gdzie ta mutacja występuje.

To działania zapobiegawcze, które mają zminimalizować przypadki występowania Delty w społeczeństwie.

W Polsce mamy już przypadki Delty – nowe przypadki wpłyną na czas wystąpienia czwartej fali pandemii, a nie na jej skalę. Tak czy inaczej czwarta fala pandemii się pojawi.

Chciałam zapytać jeszcze o model matematyczny, którym posługuje się instytut w celu prognozowania, w jakim kierunku sytuacja będzie się rozwijała. Czy móby pan coś o tym powiedzieć?

Modeli matematycznych epidemii jest dość dużo. Rozwijane są w różnych metodologiach. Nasz instytut stosuje model agentowy. Można rzec, że Polska jest w nim odzwierciedlona w formie 1:1 w komputerze.

W naszym modelu mamy zatem reprezentację mieszkańców Polski w komputerze, 38 milionów osób, wszystkie gospodarstwa domowe, szkoły, przedszkola. To bardzo duży model obliczeniowy, wymagający superkomputerów.

Ludzie w wirtualnym modelu Polski "przemieszczają się", "spotykają się", "przekazują sobie wirusa". W tym cyfrowym świecie możemy manipulować restrykcjami, otwierać i zamykać szkoły, patrzeć na możliwe konsekwencje takich kroków. Dzięki temu modelowi możemy przewidywać, jak rozwinie się sytuacja pandemiczna.

Z tego wszystkiego wynika, że szczepienia są tym działaniem, który możemy podjąć, żeby zmienić scenariusz przyszłości na lepszy.

Tak, chodzi o lepszą przyszłość. To widać nawet bez używania modelu. Jeśli prawdą jest to, że odporność stadna w przypadku Delty wynosi 88 procent, to musimy do tego poziomu w jakiś sposób dotrzeć.

Dojdziemy do tego punktu albo drogą wielu zachorowań, co wiąże się ze zgonami i hospitalizacjami, albo poprzez dodatkowe szczepienia.

Innej drogi nie ma.

Ale z tego wynika, że jeśli osiągniemy 88 procent odporności zbiorowej, to oznacza, że pokonaliśmy pandemię?

Tak.

Wówczas pandemia przestanie być dla nas problemem? Przynajmniej w tych wariantach, które znamy, jeśli nie pojawi się mutacja nowego rodzaju?

Tak.

Szczepienia nadal będą miały miejsce?

Tak, bo będziemy z czasem tracili odporność. Proces utraty odporności będzie jednak stopniowy i znacznie wolniejszy niż wzrost dostępności szczepionek.

Ludzie będą brali dodatkowe szczepionki, lokalnie możliwe są rejestracje większej ilości przypadków koronawirusa. Nie będzie to jednak tak duża fala epidemii jak dotąd, uderzenie związane z tym, że nowy rodzaj wirusa wkroczył na populację organizmów, które nie były w stanie się bronić poprzez przeciwciała.

Zatem przy założeniu, że Delta nie będzie miała nowych zaskakujących cech i nie pojawią się nowe mutacje, które mogłyby nas zaskoczyć – właściwie wystarczy tylko dotrwać do zimy. To byłoby optymistyczne, zwłaszcza gdyby czwarta fala nie zebrała u nas żniwa.

Niestety czwarta fala wiąże się z pewną liczbą dodatkowych ofiar.

Choć widać światło w tunelu, to sytuacja jest wciąż poważna.

Nie można jeszcze odetchnąć z ulgą. Sytuacja jest poważna.

Można jednak zakładać, że nie będą wprowadzane ostre lockdowny. Obecnie na koronawirusa podane jest kilkanaście procent społeczeństwa, nie całość populacji.

Celem lockdownu była ochrona społeczeństwa, które było w całości podatne na zakażenie.

Kolejną zmienną byłaby okoliczność, gdyby okazało się, że osoby zaszczepione także się zakażają, nie w małym, ale w dużym odsetku? To jednak nie ma miejsca?

Z obecnych ustaleń wynika, że wśród zakażonych jest bardzo mały odsetek zaszczepionych.

Zatem o tym, czy pożegnamy się z pandemią, przesądzi to, czy pojawią się nowe mutacje?

Z pandemią się pożegnamy, ale COVID-19 z nami pozostanie, będzie nam towarzyszył tak jak grypa. Ludzie będą chorowali na koronawirusa sezonowo.

Na grypę ludzie nie umierają tak często jak na COVID-19, gdyż chorują na nią w młodym wieku, przez całe życie gromadzą przeciwciała. Chronią nas one przed poważnym przejściem przez grypę. Podobnie będzie z koronawirusem.

Czy tworzone są modele, prognozy w odniesieniu do innych wirusów?

Nasz model działa w odniesieniu do wszystkich infekcji przenoszonych drogą kropelkową i w aerozolu.

Takie modele są najważniejsze. Tego rodzaju epidemie są nie do powstrzymania. Przed innymi drogami zakażenia można się chronić, separując się od nich.

Na ile możliwe jest pojawienie się nowego groźnego wirusa wśród ludzkiej populacji?

Tym zajmują się wirusolodzy. Badają przypadki przenoszenia się wirusów ze zwierząt na ludzi, możliwe mutacje. My korzystamy z tej wiedzy, natomiast sami jej nie generujemy.

Model i prognozy mogą ulec zmianie, gdyby okazało się, że Delta ma właściwości, które nas zaskoczą? Na razie – dodajmy – nic o tym nie wiadomo.

Przechodzimy przez tego rodzaju wydarzenie pandemiczne po raz pierwszy w historii świata. Kilka razy udało się nam być skutecznym, ale kilka razy sytuacja nas zaskoczyła. Nie przypisujemy sobie całkowitej nieomylności w naszych prognozach, choć staramy się wykonywać to zadanie jak najlepiej.

Po pierwsze, można przeoczyć coś, co jest ważne. Wiedza o modelowaniu dopiero tak naprawdę się rodzi.

Po drugie wielu danych brakuje, odgadujemy je.

Jednak modelowanie jest potrzebne. Pozwala nam się przygotować na przyszłość, uczynić ją bardziej przewidywalną i kontrolować przebieg wydarzeń, przewidzieć, co niesie ze sobą koronawirus.

Wiele razy udało się to zrobić. Myślę, że takie narzędzie jest bardzo potrzebne, by móc racjonalnie prowadzić politykę społeczną.

 

***

Z dr. Franciszkiem Rakowskim z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) rozmawiała Agnieszka Marcela Kamińska, PolskieRadio24.pl.

 

***

Zobacz także

Zobacz także