more_horiz
Wiadomości

Kto przytyje na "Fit for 55"? Felieton Miłosza Manasterskiego

Ostatnia aktualizacja: 13.01.2022 13:35
Według Komisji Europejskiej największym problemem Europy nie jest pandemia koronawirusa, agresywna Rosja, despotyczna Białoruś, nielegalna migracja i terroryzm islamistów. Dla KE nie ma nic ważniejszego od ograniczenia emisji CO2 w jak najszybszym tempie, po jak najwyższych kosztach.
Fit for 55 ma przyspieszyć ograniczenia emisji CO2 w Unii Europejskiej,
"Fit for 55" ma przyspieszyć ograniczenia emisji CO2 w Unii Europejskiej,Foto: Yuriy Bartenev/Shutterstock.com

Frans Timmermans promuje swój radykalny i potwornie drogi projekt "Fit for 55", który polega nie tylko na przyśpieszeniu ograniczenia emisji CO2 w Unii Europejskiej, ale jednoczesnym poszerzeniu pojęcia emisyjności. I to zapewne rozwiąże wszystkie problemy Europy i świata. Musi tak ktoś myśleć w Brukseli, skoro żąda od nas tak niebywałych wydatków.

Pojęcie "ochrony klimatu" robi niebywałą karierę w Europie i Stanach Zjednoczonych. Wygląda to tak, jakby działy się naprawdę straszne rzeczy – Niemcy zmieniły się w pustynię, w Szwecji wyrosły lasy tropikalne a z Holandii została tylko mała wyspa, środkiem USA przelewa się ocean. Tylko że nic takiego się dzieje.

Zmiany klimatu są odczuwalne na całym świecie, niemniej naukowcy spierają się zarówno co do stopnia wpływu na klimat działalności człowieka, jak i problemów, jakie ma przynieść jego zmiana. Jednego i drugiego faktu nikt raczej nie kwestionuje, ale czy rzeczywiście nadciąga totalna katastrofa? A jeśli nawet, to jakim cudem ma ją powstrzymać samodzielnie Unia Europejska? Czy Frans Timmermans czuje się klimatycznym mesjaszem?

Apokaliptyczna wizja świata spalonego przez słońce to ciągle raczej political-fiction niż realna rzeczywistość. Po pierwsze dlatego, że zauważalne zmiany klimatu nie postępują w takim tempie, żeby w 2030 roku miała stopić się Antarktyda, spalić Australia i wyschnąć cała Afryka. Po drugie – na zmiany klimatyczne można się przygotować. Rozwój nauki i techniki jest w stanie zniwelować szereg problemów, jakie może wywołać ocieplenie. Istnieją analizy, że jesteśmy w stanie wykorzystać je z korzyścią, na przykład w rolnictwie. Są raporty wskazujące, że przy wyższych średnich temperaturach globu plony mogą być wyższe. Dzięki odpowiedniej technologii rolniczej, nawadnianiu, nawozom sztucznych nie grozi nam głód, ale urodzaj. Dziwne, że nic nie słychać w Brukseli o tym, że zmiany klimatyczne są szansą dla europejskiego rolnictwa…

Nie istnieją żadne poważne raporty mówiące o tym, że przez najbliższe 10 lat ludzkość wyginie z powodu ocieplenia klimatu, które czytałby Frans Timmermans i mógłby się nimi przejąć. Gdyby nawet istniały, to należałoby je potraktować z dystansem. Nasza nauka potrafi już zdziałać cuda, ale najgorzej idzie jej z prognozowaniem. Od lat słyszymy, że zmiany klimatu są największym wyzwaniem dla ludzkości. Od lat wydajemy ogromne sumy, żeby klimat chronić. Tymczasem - niespodzianka - w ostatnich latach największym zagrożeniem dla ludzkości była epidemia koronawirusa. I naprawdę nikt, ani 5, ani 10, ani 15 lat temu, nie wieścił, że trzeba się przygotować na globalną pandemię. Nie było żadnego planu dla Unii Europejskiej podnoszącego standardy sanitarne. Unia Europejska nie przygotowała nawet zapasu maseczek czy rękawic dla medyków na czarną godzinę. A to z powodu pandemii, a nie zmian klimatu w Europie i na całym świecie zmarły setki tysięcy ludzi.

Komisja Europejska i klimatyczni lobbyści przestrzegają, że zmiany klimatu doprowadzą do wojen w strefie równikowej i masowej migracji. Czy klimat zmienił się w akurat w Rosji, która toczy od 2014 roku wojnę z Ukrainą i przygotowuje się do być może totalnej inwazji? Nie, w Rosji wody (i lodu) nie brakuje i z całą pewnością to nie zmiany klimatu motywują działania Kremla. Szkoda, że urzędnicy w Brukseli nie widzą, że życiu Europejczyków znacznie poważniej od podniesienia temperatury o 1 stopień, zagraża polityka Moskwy. Zagraża wręcz całemu światu - przecież obie wojny światowe rozpoczęły się na naszym kontynencie.

I znów zapytam - gdzie są analitycy, gdzie organizacje lobbujące za powszechnym przeszkoleniem wojskowym, za zwiększeniem wydatków na obronność? Dlaczego Komisja Europejska nie przekonuje nas, że trzeba ponieść wysokie koszty modernizacji europejskich armii? Niechby nawet powstał wreszcie ten europejski korpus choćby w liczbie 55 tys. żołnierzy wyposażonych w najlepszą na świecie broń. Takie „Fit for 55” naprawdę miałoby głęboki sens.

Tymczasem jesteśmy oszukiwani, że największym problemem Europy i świata jest klimat. Warto zauważyć, że nie mówimy od dawna o ochronie przyrody, czystym powietrzu, ekologii w tradycyjnym tego słowa zrozumieniu. Nie mówimy, bo szereg rozwiązań dla tzw. ochrony klimatu w Unii Europejskiej stoi w rażącym konflikcie z ekologią właśnie. Doskonałym przykładem są Niemcy, które zamknęły elektrownie atomowe, żeby korzystać w większym stopniu z węgla… Jak można uważać, że unijni decydenci kierują się jakimś racjonalizmem?

Kto schudnie od "Fit for 55" już wiemy: my wszyscy. To jest fit dla 99 procent Europejczyków. Opłaty, celnie nazywane "podatkiem Tuska", zrujnują naszą gospodarkę i portfele. Efekt będzie taki, że Unia Europejska, która dzisiaj jest celem tysięcy nielegalnych migrantów, stanie się miejscem, do którego nikt nie będzie chciał przyjeżdżać, a sami Europejczycy będą uciekać do miejsc o mniej restrykcyjnej polityce klimatycznej. Nie o takie rozwiązanie problemu migracji chyba jednak chodziło.

A kto przytyje na "Fit for 55"? Zapewne cała branża "zielonych technologii", bo jeśli będziemy dalej tak gonić za zeroemisyjnością, będzie mogła dyktować dowolne ceny na swoje produkty. Stara zasada ekonomii mówi, że skoro klient jest zmuszony, będzie płacić więcej, nie mając de facto wyboru. Podkręcanie „śruby” przez KE ten efekt wywoła. Dlatego zapewne prof. Zbigniew Krysiak mówi, że koszty „Fit for 55” mogą być dwukrotnie wyższe od wyliczeń analityków Banku Pekao SA.

Środowisko trzeba chronić, trzeba zadbać o czyste powietrze, inwestować w energooszczędne rozwiązania. Ale dajmy sobie wmówić, że największym zagrożeniem dla świata jest klimat i każdy z nas musi zapłacić 64 tys. (albo nawet 128 tys.), żeby uratować ludzkość. Nie zastanawiając się przy tym, kto na tym naprawdę korzysta.

Miłosz Manasterski

Zobacz także

Zobacz także