Nowe samoloty Straży Granicznej stoją w hangarze. "Propaganda sukcesu"
Nowe samoloty Turbolet L-410 miały wzmocnić ochronę granic, ale nadal nie prowadzą regularnych patroli i większość czasu spędzają w hangarze. Choć po pytaniach mediów maszyny wzbiły się w powietrze, funkcjonariusze podkreślają, że były to jedynie loty szkoleniowe, a nie realne działania operacyjne.
2026-02-19, 12:57
Nowe samoloty za 120 mln zł wciąż czekają na start
Zakupione za 120 mln zł dwa samoloty Turbolet L-410 miały wzmocnić możliwości patrolowe Straży Granicznej. Tymczasem, mimo zapowiedzi szybkiego włączenia do służby, maszyny od miesięcy pozostają głównie w hangarze bazy przy lotnisku w Gdańsku. - Planujemy do służby uruchomić nasz nowy sprzęt jeszcze w tym roku. Prawdopodobnie to się stanie w połowie grudnia - mówił w TVN24 pod koniec listopada płk Grzegorz Pietyra, dyrektor Biura Lotnictwa Straży Granicznej. Wtedy prezentowano nowe nabytki jako istotne wzmocnienie ochrony granic.
Z ustaleń Radia ZET wynika jednak, że jeszcze do niedawna samoloty nie wykonywały żadnych lotów. - Nie latały ani razu. Z tego, co wiem, były kłopoty z rejestracją. Nadal są też problemy z ludźmi. Od miesięcy nie pozyskaliśmy żadnego dowódcy, więc możliwości są bardzo ograniczone - mówił jeden z funkcjonariuszy SG.
Samoloty w końcu wystartowały. "Ewidentnie to były loty szkoleniowe"
Straż Graniczna dysponuje dwoma Turboletami kupionymi w 2020 r. za 110 mln zł, a po dostarczeniu nowych egzemplarzy starsze maszyny skierowano do remontu. - W efekcie przez pewien czas niedostępne były wszystkie cztery samoloty. Dwa stare były w remoncie, a nowe jeszcze nie latały. Stały po prostu w hangarze. Nikt nie mówił, dlaczego tak jest, nic nie tłumaczył. Tak właśnie wygląda wielomilionowa modernizacja Straży Granicznej, którą chwalą się władze - przekonywał rozmówca.
Po pytaniach skierowanych do rzeczniczki Komendanta Głównego SG mjr Anny Sobieskiej-Tekień odbyły się dwa loty samolotami Turbolet, które dostarczono w połowie listopada. Oba loty trwały ok. dwóch godzin, ale maszyny nie patrolowały granicy, a krążyły w rejonie na południe od Lęborka i wróciły do bazy. Później nie wznosiły się już w powietrze. Jak wskazywał w rozmowie z Radiem ZET jeden z fukcjonariuszy, jest to tylko "propaganda sukcesu" i próba pokazania, że wszystko jest dobrze. - To ewidentnie były loty szkoleniowe. Nie wiem, na jakiej zasadzie się odbyły, ale o regularnym patrolowaniu granicy według mnie na razie nie może być mowy - tłumaczył rozmówca.
- Wzmożony ruch lotniczy nad Europą. "Nie widziano tego od inwazji na Irak"
- Sikorski uderza w Nawrockiego. "Logika psychoprawicy, zdrada i zaprzaństwo"
- Podwójne zabójstwo w Raciążu. 29-latek sam zadzwonił na policję
Źródła: X/Radio ZET/TVN24/PolskieRadio24.pl/tw