Pożegnanie Edwarda Linde-Lubaszenki. "Najważniejsze jest dla mnie wiedzieć, co mówię"
Aktor Edward Linde-Lubaszenko został pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Ostatnie pożegnanie artysty odbyło się w gronie bliskich i przyjaciół.
2026-02-24, 17:11
Edward Linde-Lubaszenko spoczął na Powązkach. Tak wspominają go przyjaciele
"Miał głos, który niósł znaczenie od pierwszego zdania. Miał spojrzenie, w którym mieściła się surowość i czułość. Miał wreszcie niezwykłą umiejętność bycia na scenie w sposób całkowicie prawdziwy - bez fałszu, nadmiaru i zbędnych gestów" - napisała w liście ministra kultury Marta Cienkowska.
"Edward Linde-Lubaszenko należał do pokolenia twórców, które budowało rangę polskiego teatru i kina poprzez rzetelność, dyscyplinę i szacunek do widza. Był artystą wszechstronnym. Potrafił być dramatyczny i przejmujący, ale potrafił być także zabawny i rozczulający. Jego role miały jednocześnie ciężar doświadczenia i lekkość inteligentnego dystansu. Potrafił w kilku scenach zbudować bohatera, który zostawał z widzem na długo. Nie szukał łatwych efektów. Szukał prawdy. Dla wielu reżyserów był partnerem wymagającym, ale bezcennym. Dla młodszych aktorów autorytetem i punktem odniesienia. Teatr nie był dla niego jedynie miejscem pracy. Był przestrzenią spotkania z tekstem i drugim człowiekiem" - wskazała.
Profesor Grzegorz Mielczarek, rektor Akademii Sztuki Teatralnej im. St. Wyspiańskiego w Krakowie podkreślił podczas pogrzebu, jak wyjątkową postacią był zmarły artysta. - Edward Linde-Lubaszenko był dla nas wybitnym aktorem, wspaniałym pedagogiem, niewątpliwym autorytetem i człowiekiem, z którym chciało się być na zajęciach, na próbie, na scenie - wskazał.
- Współpracował z największymi artystami polskiej sceny, jednocześnie był ikoną polskiej kultury popularnej, stwarzając niezapomniane postacie w kultowych filmach przełomu wieków. We wszystkich rolach szukał sensu, bo, jak powiedział w jednym z wywiadów: "Najważniejsze jest dla mnie wiedzieć, co mówię" - dodał prof. Mielczarek.
"Umiał i chciał słuchać. Niczego nie narzucał"
- Będąc jego asystentem obserwowałem niezwykły talent i rzadko spotykaną charyzmę profesora. Umiał i chciał nas słuchać. Niczego nie narzucał, mimo to bardzo wiele nam ofiarowywał. Siły teatru upatrywał w słowie, stąd zawsze wybierał teksty będące dla nas wyzwaniem i obietnicą odkrycia nieznanych obszarów wrażliwości - podkreślił prof. Mielczarek.
- Żegnam człowieka niezwykłego, nie tylko mojego profesora i pedagoga aktorskich pokoleń, ale przyjaciela, który ponad 20 lat temu uwierzył w siłę młodości - powiedział podczas mszy pogrzebowej Piotr Sieklucki, dyrektor Teatru Nowego Proxima w Krakowie.
- 20 lat temu podzieliłem się z panem Edwardem moim marzeniem - grania na własnych zasadach, bez instytucji i biurokracji, bez sztywnych ram czasowych. Odpowiedział: "Otwieraj teatr, pomogę, ale musi się nazywać - nowy" - mówił Sieklucki.
W grudniu świętować będziemy jubileusz 20-lecia. Zapytał mnie kiedyś: "Wie pan, jaki jest najlepszy moment spektaklu?". Powiedziałem, że nie wiem. Odpowiedział: "Ukłony, że nareszcie już koniec". I na ten już niesymboliczny koniec kłaniam się, przyjacielu, najniżej jak mogę - dodał w mowie żałobnej.
"Szlachetnie i godnie jest żegnać ludzi w tak wspaniały sposób"
- Zawsze dostarczałeś nam dużo emocji poprzez sposób, w jaki patrzyłeś na świat. Najbardziej brakuje nam teraz twojego śmiechu. Tego, że jednym zdaniem potrafiłeś rozbroić smutek, a cierpienie obrócić w śmiech. I wiem, że wolałbyś, żebyśmy dziś nie pogrążali się wyłącznie w smutku. Wiem, że chciałbyś, żeby każdy z nas tu obecnych choć przez chwilę uśmiechnął się - na twoją cześć. Bardzo państwa o to proszę - o uśmiech i modlitwę za tatę - powiedziała córka aktora Beata Chyczewska.
Olaf Lubaszenko, syn zmarłego aktora, podziękował za ciepłe słowa, jakie zostały wypowiedziane o zmarłym. - Szlachetnie i godnie jest żegnać ludzi w tak wspaniały sposób, ale zapewne jeszcze szlachetniej i godniej, a z pewnością trudniej, jest być przy nich, kiedy jeszcze są. To zdanie rzucam w przestrzeń i kieruję również do siebie - rzekł.
Wybitny aktor i reżyser. Kariera Edwarda Linde-Lubaszenki
Edward Linde-Lubaszenko był wybitnym polskim aktorem i pedagogiem teatralnym. Pierwsze kroki aktorskie stawiał w studenckim teatrze "Kalambur". Następnie dołączył do Teatru Polskiego we Wrocławiu, z którym był związany w latach 1964-1973. Jednocześnie występował na scenach Teatru Miejskiego w Gorzowie Wielkopolskim, Teatru Ziemi Opolskiej w Opolu oraz Teatru Współczesnego we Wrocławiu.
W 1973 roku przeniósł się do Krakowa, gdzie rozpoczął współpracę ze Starym Teatrem, w którym zagrał ponad 50 ról.
W 1977 roku ukończył Wydział Reżyserii Dramatu w PWST w Krakowie, a cztery lata później rozpoczął pracę jako wykładowca tej uczelni. W latach 1987-1990 pełnił funkcję dziekana Wydziału Aktorskiego, a w 1991 roku otrzymał tytuł profesora sztuk teatralnych z rąk prezydenta Lech Wałęsa. W latach 1994-1997 był przewodniczącym zarządu krakowskiego Oddziału Związku Artystów Scen Polskich. W 2024 roku został odznaczony złotym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.
Powszechnie znany był z takich ról jak "Psy", "Róża" czy "Kroll". W 1993 r. zagrał też u Stevena Spielberga w "Liście Schindlera". W swojej karierze współpracował z wybitnymi reżyserami polskiego teatru i filmu, m.in. Jerzym Jarockim, Konradem Swinarskim, Krystianem Lupą, Andrzejem Wajdą, Kazimierzem Kutzem i Krzysztofem Zanussim.
Pod koniec 2025 roku powiadomił o zawieszeniu kariery. Zmarł 8 lutego 2026 roku.
Źródło: PAP