Poczobut o następcy Łukaszenki i życiu w łagrze. "Każdy może cię zniszczyć"
Andrzej Poczobut, który po latach spędzonych w białoruskim więzieniu odzyskał wolność, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" kreśli obraz państwa opartego na strachu, przemocy i całkowitej kontroli. Jego relacja odsłania mechanizmy działania systemu oraz daje wgląd w to, jak może wyglądać przyszłość Białorusi po rządach Aleksandra Łukaszenki.
2026-05-04, 12:14
Poczobut o systemie Łukaszenki. "Każdy może zniszczyć ci życie"
Andrzej Poczobut nie ma wątpliwości, że białoruski system represji działa nie tylko na najwyższym szczeblu władzy. Kluczową rolę odgrywają także lokalne struktury służb. - To państwo, w którym nawet drobny funkcjonariusz może człowiekowi bardzo mocno zepsuć życie - podkreśla.
Dziennikarz wielokrotnie był zatrzymywany i przesłuchiwany, także brutalnie. Opowiada o pobiciu przez funkcjonariuszy KGB i próbie dochodzenia sprawiedliwości, które opisał w artykule z 2010 roku. - Poszedłem do prokuratury złożyć doniesienie o popełnieniu przez funkcjonariuszy przestępstwa. Skierowano mnie na obdukcję. Biegły lekarz patrzył na mnie jak na wariata: "Człowieku, na co ty się porywasz? Skarga na KGB? Czy ty normalny jesteś?". Pyta, o co mi chodzi i co chcę osiągnąć. Powiedziałem mu, że chcę, żeby mnie więcej nikt nigdy nie bił - wspominał Poczobut.
Choć początkowo pojawiły się dowody potwierdzające jego wersję wydarzeń, postępowanie ostatecznie umorzono. Dziś - jak zaznacza - podobna próba nagłośnienia sprawy skończyłaby się wieloletnim wyrokiem. System, który kiedyś dopuszczał minimalne luki, stał się znacznie bardziej represyjny i szczelny.
Łagry, karcery i "kapo". Jak działa więzienna machina
Z relacji Poczobuta wyłania się obraz systemu penitencjarnego, który opiera się nie tylko na izolacji i ciężkich warunkach, ale też na świadomie budowanej hierarchii wśród samych więźniów. W półotwartych łagrach osadzeni pracują fizycznie - często w skrajnie niebezpiecznych warunkach, jak przy spalaniu izolacji kabli. Poczobut przywołuje sytuację, gdy nad łagrem pojawił się dron służb ratunkowych, zaniepokojonych kłębami czarnego dymu. Strażnicy mieli otworzyć do niego ogień.
Z kolei więźniowie polityczni trafiają często do cel izolacyjnych lub karcerów ("szizo"), gdzie spędzają tygodnie w zimnie, bez podstawowych warunków. Istotnym elementem systemu są tzw. kapo - więźniowie współpracujący z administracją. - Noszą specjalne opaski, mają przywileje i wpływy. Mogą liczyć na ulgi, a nawet wcześniejsze wyjście na wolność - opisywał Poczobut. To właśnie oni pomagają utrzymywać dyscyplinę i kontrolę nad innymi osadzonymi. W zamian za współpracę stają się częścią systemu nacisku.
Odmowa podporządkowania się tej logice wiąże się z poważnymi konsekwencjami. Poczobut przytacza historię więźnia, który nie chciał zostać "kapo" - spędził lata w izolacji, a następnie trafił do jeszcze cięższego więzienia.
System wykorzystuje też degradację społeczną jako narzędzie presji. Przydzielanie najbardziej pogardzanych prac - jak czyszczenie toalet - oznacza wykluczenie z więziennej wspólnoty. Poczobut odmawiał ich wykonywania, co kończyło się kolejnymi karami i izolacją.
Co po Łukaszence? "Po nim będzie Łukaszenka"
Zdaniem Poczobuta system nie zmieni się wraz z odejściem obecnego przywódcy. Przeciwnie - może zostać utrzymany w niemal niezmienionej formie. - Po Łukaszence będzie Łukaszenka - mówi wprost. Dziennikarz wskazuje na scenariusz sukcesji władzy, w którym kluczową rolę może odegrać syn prezydenta, Wiktar. Taki model przekazywania rządów - znany m.in. z państw Azji Centralnej - uznaje za najbardziej prawdopodobny.
Wiktar Łukaszenka, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, szef białoruskiego komitetu olimpijskiego (Fot. PAP/EPA/ANDREI STASEVICH) Jednocześnie ostrzega przed dalszym zaostrzaniem kursu. Jego zdaniem Białoruś może zmierzać w kierunku jeszcze bardziej zamkniętego systemu, przypominającego najtwardsze reżimy postsowieckie. - Jesienią 2022 rozmawiałem z Turkmenem o totalitaryzmie w jego kraju. Mówił, że nawet jako białoruski więzień polityczny nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak tam jest. Że w momencie, w którym człowiek zaczyna rozmawiać o polityce, to ludzie zaczną od niego po prostu uciekać. Bo sama rozmowa może spowodować, że człowieka osadzą w Owadan Depe. To najstraszliwsze więzienie w całym dawnym ZSRR, zbudowane na środku pustyni Karakum, tam ludzie nie mają nazwisk, tylko numery, po prostu znikają za murami, bez śladu - powiedział Poczobut.
- Mam wrażenie, że taki klimat, w którym ludzie boją się nawet rozmawiać o polityce, może wkrótce zapanować także u nas, na Białorusi - podsumował.
Czytaj także:
Źródło: "Gazeta Wyborcza"/oprac. ak