Poczobut o następcy Łukaszenki i życiu w łagrze. "Każdy może cię zniszczyć"

Andrzej Poczobut, który po latach spędzonych w białoruskim więzieniu odzyskał wolność, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" kreśli obraz państwa opartego na strachu, przemocy i całkowitej kontroli. Jego relacja odsłania mechanizmy działania systemu oraz daje wgląd w to, jak może wyglądać przyszłość Białorusi po rządach Aleksandra Łukaszenki.

2026-05-04, 12:14

Poczobut o następcy Łukaszenki i życiu w łagrze. "Każdy może cię zniszczyć"
Andrzej Poczobut podczas procesu w Grodnie, 16 stycznia 2023 r.Foto: Leonid Shcheglov/Associated Press/East News

Poczobut o systemie Łukaszenki. "Każdy może zniszczyć ci życie"

Andrzej Poczobut nie ma wątpliwości, że białoruski system represji działa nie tylko na najwyższym szczeblu władzy. Kluczową rolę odgrywają także lokalne struktury służb. - To państwo, w którym nawet drobny funkcjonariusz może człowiekowi bardzo mocno zepsuć życie - podkreśla.

Dziennikarz wielokrotnie był zatrzymywany i przesłuchiwany, także brutalnie. Opowiada o pobiciu przez funkcjonariuszy KGB i próbie dochodzenia sprawiedliwości, które opisał w artykule z 2010 roku. - Poszedłem do prokuratury złożyć doniesienie o popełnieniu przez funkcjonariuszy przestępstwa. Skierowano mnie na obdukcję. Biegły lekarz patrzył na mnie jak na wariata: "Człowieku, na co ty się porywasz? Skarga na KGB? Czy ty normalny jesteś?". Pyta, o co mi chodzi i co chcę osiągnąć. Powiedziałem mu, że chcę, żeby mnie więcej nikt nigdy nie bił - wspominał Poczobut.

Choć początkowo pojawiły się dowody potwierdzające jego wersję wydarzeń, postępowanie ostatecznie umorzono. Dziś - jak zaznacza - podobna próba nagłośnienia sprawy skończyłaby się wieloletnim wyrokiem. System, który kiedyś dopuszczał minimalne luki, stał się znacznie bardziej represyjny i szczelny.

Łagry, karcery i "kapo". Jak działa więzienna machina

Z relacji Poczobuta wyłania się obraz systemu penitencjarnego, który opiera się nie tylko na izolacji i ciężkich warunkach, ale też na świadomie budowanej hierarchii wśród samych więźniów. W półotwartych łagrach osadzeni pracują fizycznie - często w skrajnie niebezpiecznych warunkach, jak przy spalaniu izolacji kabli. Poczobut przywołuje sytuację, gdy nad łagrem pojawił się dron służb ratunkowych, zaniepokojonych kłębami czarnego dymu. Strażnicy mieli otworzyć do niego ogień.

Czytaj także:

Z kolei więźniowie polityczni trafiają często do cel izolacyjnych lub karcerów ("szizo"), gdzie spędzają tygodnie w zimnie, bez podstawowych warunków. Istotnym elementem systemu są tzw. kapo - więźniowie współpracujący z administracją. - Noszą specjalne opaski, mają przywileje i wpływy. Mogą liczyć na ulgi, a nawet wcześniejsze wyjście na wolność - opisywał Poczobut. To właśnie oni pomagają utrzymywać dyscyplinę i kontrolę nad innymi osadzonymi. W zamian za współpracę stają się częścią systemu nacisku.

Odmowa podporządkowania się tej logice wiąże się z poważnymi konsekwencjami. Poczobut przytacza historię więźnia, który nie chciał zostać "kapo" - spędził lata w izolacji, a następnie trafił do jeszcze cięższego więzienia.

System wykorzystuje też degradację społeczną jako narzędzie presji. Przydzielanie najbardziej pogardzanych prac - jak czyszczenie toalet - oznacza wykluczenie z więziennej wspólnoty. Poczobut odmawiał ich wykonywania, co kończyło się kolejnymi karami i izolacją.

Co po Łukaszence? "Po nim będzie Łukaszenka"

Zdaniem Poczobuta system nie zmieni się wraz z odejściem obecnego przywódcy. Przeciwnie - może zostać utrzymany w niemal niezmienionej formie. - Po Łukaszence będzie Łukaszenka - mówi wprost. Dziennikarz wskazuje na scenariusz sukcesji władzy, w którym kluczową rolę może odegrać syn prezydenta, Wiktar. Taki model przekazywania rządów - znany m.in. z państw Azji Centralnej - uznaje za najbardziej prawdopodobny.

Wiktar Łukaszenka, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, szef białoruskiego komitetu olimpijskiego  (Fot. PAP/EPA/ANDREI STASEVICH) Wiktar Łukaszenka, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, szef białoruskiego komitetu olimpijskiego (Fot. PAP/EPA/ANDREI STASEVICH)

Jednocześnie ostrzega przed dalszym zaostrzaniem kursu. Jego zdaniem Białoruś może zmierzać w kierunku jeszcze bardziej zamkniętego systemu, przypominającego najtwardsze reżimy postsowieckie. - Jesienią 2022 rozmawiałem z Turkmenem o totalitaryzmie w jego kraju. Mówił, że nawet jako białoruski więzień polityczny nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak tam jest. Że w momencie, w którym człowiek zaczyna rozmawiać o polityce, to ludzie zaczną od niego po prostu uciekać. Bo sama rozmowa może spowodować, że człowieka osadzą w Owadan Depe. To najstraszliwsze więzienie w całym dawnym ZSRR, zbudowane na środku pustyni Karakum, tam ludzie nie mają nazwisk, tylko numery, po prostu znikają za murami, bez śladu - powiedział Poczobut. 

Mam wrażenie, że taki klimat, w którym ludzie boją się nawet rozmawiać o polityce, może wkrótce zapanować także u nas, na Białorusi - podsumował.

Czytaj także:

Źródło: "Gazeta Wyborcza"/oprac. ak

Polecane

Wróć do strony głównej