Burza po rajdzie na Morskie Oko. Kierwiński zdecydował ws. influencera
Ukraiński influencer, który sportowym samochodem wjechał na trasę prowadzącą do Morskiego Oka, trafi na listę osób niepożądanych, co będzie oznaczało zakaz wjazdu na teren Polski przez najbliższe pięć lat. Decyzję ogłosił szef MSWiA Marcin Kierwiński.
2026-05-23, 16:36
Influencer z Ukrainy z zakazem wjazdu do Polski
Decyzja zapadła po fali krytyki, jaka przetoczyła się przez media społecznościowe po ujawnieniu incydentu. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński przekazał w mediach społecznościowych, że "sprawca rajdu na Morskie Oko zostanie rozliczony".
"W związku z naruszeniem porządku publicznego na wniosek Policji trafi na listę osób niepożądanych z zakazem wjazdu na teren RP na 5 lat. Łamanie prawa zawsze spotka się z ostrą reakcją" - napisał minister. Oznacza to konieczność opuszczenia Polski oraz zakaz ponownego wjazdu na teren kraju przez pięć lat.
Sportowa corweta na trasie do Morskiego Oka
Do zdarzenia doszło w piątek, 22 maja, wieczorem. Influencer poruszał się sportową corwetą po asfaltowej trasie prowadzącej do Morskiego Oka, mimo obowiązującego zakazu ruchu na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Droga jest przeznaczona wyłącznie dla uprawnionych pojazdów oraz służb.
Mężczyzna przejechał ponad osiem kilometrów chronioną trasą, a następnie zatrzymał się, by zrobić zdjęcia z partnerką na tle samochodu. Po krótkim postoju wrócił tą samą drogą i został zatrzymany przez policję przy wyjeździe z parku w rejonie Palenicy Białczańskiej.
Początkowo kierowca został ukarany mandatem w wysokości 100 zł oraz ośmioma punktami karnymi. Jak wyjaśniał rzecznik zakopiańskiej policji Roman Wieczorek, przepisy przewidują za takie wykroczenie karę od 20 zł do nawet 5 tys. zł, jednak funkcjonariusze zdecydowali się na niższy mandat.
100 zł mandatu. Burza w sieci po decyzji policji
Właśnie wysokość kary wywołała największe oburzenie internautów. W sieci pojawiły się liczne komentarze wskazujące, że sankcja była niewspółmiernie niska do skali naruszenia przepisów obowiązujących na terenie objętym ochroną przyrodniczą.
Jak ustaliła Polska Agencja Prasowa, strażnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego początkowo nie wiedzieli o całym zajściu i dowiedzieli się o nim dopiero po publikacji zdjęć w internecie.
Po wybuchu afery influencer opublikował przeprosiny. Tłumaczył, że błędnie zrozumiał informacje dotyczące możliwości dojazdu nad Morskie Oko i chciał sprawdzić, czy rzeczywiście obowiązuje tam zakaz ruchu. Napisał również, że "być może w pewnym sensie to wyjątkowe zdjęcie było warte tych 100 złotych", choć zaznaczył, że gdyby mógł cofnąć czas, wybrałby pieszą wycieczkę.
Do sprawy odniósł się premier Donald Tusk. W mediach społecznościowych stwierdził, że rajd "budzi zrozumiałe oburzenie" i poinformował o zwróceniu się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich okoliczności zdarzenia oraz wyciągnięcie surowych konsekwencji wobec sprawcy.
Źródła: PolskieRadio24.pl/PAP