more_horiz
Wiadomości

Barierki nie były chronione? Nowe informacje o organizacji finału WOŚP, podczas którego ugodzono nożem Pawła Adamowicza

Ostatnia aktualizacja: 12.10.2021 16:22
- Barierki z lewej strony sceny nie były przez nikogo chronione, sam trzy razy tędy przechodziłem - zeznał przed gdańskim sądem świadek w procesie ws. organizacji w 2019 r. miejskiego finału WOŚP, podczas którego zaatakowano nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: Mateusz Wlodarczyk/Forum

Podczas rozprawy przed Sądem Rejonowym zeznawał m.in. student Mateusz M., który dwa lata temu podczas finału WOŚP w Gdańsku jako wolontariusz filmował imprezę i robił zdjęcia. 

policja 1200 pap (1).jpg
Gdańsk: zabójstwo 25-letniej kobiety. Policja zatrzymała podejrzanego

Mężczyzna przyznał, że wszedł na scenę spóźniony już po przemówieniu prezydenta Adamowicza. - Stałem metr za nim. Zaczęło się odliczanie światełka do nieba. Osoby będące na scenie miały zapalone zimne ognie. Gdy skończyło się odliczanie, wybuchły fajerwerki, po czym jakiś mężczyzna zaatakował prezydenta - mówił podczas śledztwa świadek, którego protokoły zeznań zostały odczytane przez sąd.

Czytaj także:

- Zauważyłem jak prezydent upada, a ten mężczyzna trzyma swoją rękę wyciągniętą w kierunku prezydenta na wysokości jego brzucha. Prezydent zachwiał się w jedną stronę, po czym usiadł na jakimś głośniku czy skrzyni od sprzętu muzycznego, trzymając się jedną ręką za ranę, którą miał w prawej części brzucha, w drugiej ręce trzymał zimny ogień. Prezydent coś do mnie mówił, nie pamiętam co. Spytałem go, co się stało i wtedy mu zabrałem ten zimny ogień. Ktoś zaczął krzyczeć "pogotowie" - dodał mężczyzna.

Świadek: barierki nie były chronione

Mateusz M. przyznał także, że w trakcie koncertu skracał sobie drogę, aby wejść na scenę. - Dochodziłem do Złotej Bramy. Tam znajdowało się przejście dla ludzi kierujących się w stronę ulicy Długiej. W tym miejscu stały barierki, które miały uniemożliwić wejście w innym kierunku niż ulica Długa. W tym miejscu barierki nie były w żaden sposób chronione przez pracowników ochrony. Ja sobie odsuwałem płotek, następnie wchodziłem w strefę zieloną z trawnikiem. Nikt poza mną tam nie przebywał. Drogą tą można było dojść na backstage, unikając jakiejkolwiek kontroli. Wybierałem tę drogę dlatego, aby wyminąć tłum i w krótkim czasie dostać się w okolice sceny. Miejsce to było zaciemnione, przez co przechodziłem tą drogą w sposób niezauważony. Przechodziłem tak trzy razy przed "światełkiem do nieba" - powiedział świadek.

Zaznaczył także, że przed samym wejściem na scenę był jednak kontrolowany przez pracownika ochrony i musiał mu pokazać swój identyfikator "media", który miał przypięty do paska w spodniach.

Nożownik "nie stawiał oporu"

Podczas wtorkowej rozprawy zeznawał też m.in. b. pracownik agencji ochroniarskiej Adam G. - Stałem tyłem do sceny, patrzyłem w stronę widowni. Nagle usłyszałem przerażający krzyk "ochrona, ochrona". Zaczęliśmy biec w kierunku sceny. Kiedy już byłem bliżej, zobaczyłem, że jakiś chłop leży na brzuchu przytrzymywany przez kogoś, kto nie był z naszej ochrony. Ja z kolegą byliśmy najbliżej, więc wzięliśmy go za ręce tak, jak to robi policja. Nie stawiał oporu. Kierownik powiedział, że idziemy z nim w kierunku naszego busa. Potem chcieliśmy położyć go na chodniku. Podłożyłem mu haka, podciąłem mu nogę, trochę się wywrócił i upadł na twarz. Jak już leżał na ziemi, to wspólnie z kierownikiem trzymaliśmy go za ręce wykręcone do tyłu. Tak trzymaliśmy go z pół minuty, a potem pojawili się policjanci - zeznał w śledztwie były ochroniarz.

Oskarżono siedem osób

Na ławie oskarżonych przed Sądem Rejonowym w Gdańsku zasiada siedem osób. Grozi im do pięciu lat więzienia. Akt oskarżenia objął dwie osoby z Regionalnego Centrum Wolontariatu z siedzibą w Gdańsku, które reprezentowały organizatora w sprawach zabezpieczenia imprezy, i które - zgodnie z opinią biegłego - nie dopełniły swoich obowiązków w zakresie właściwego zapewnienia bezpieczeństwa osobom będącym na imprezie. Zarzucono im narażenie uczestników imprezy na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Podobny zarzut postawiono dwóm osobom zarządzającym Agencją Ochrony Tajfun, tj. właścicielowi Agencji Ochrony oraz dyrektorowi ds. ochrony i BHP.

Czytaj także:

Przed sądem stanął też urzędnik Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku, który wydał decyzję zezwalającą na organizację imprezy, pomimo uchybień w złożonym wniosku, a także dwaj funkcjonariusze policji, którzy wydali w tym zakresie pozytywną opinię. Policjantom zarzucono niedopełnienie obowiązków służbowych i narażenie uczestników imprezy na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Prezydent Gdańska zginął podczas "światełka do nieba"

policja free 1200 (1).jpg
Atak nożownika w Lubartowie. Zatrzymano 37-latka podejrzewanego o morderstwo byłej żony

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz 13 stycznia 2019 r. został ciężko raniony nożem przez 27-letniego Stefana W. podczas miejskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na Targu Węglowym. Samorządowiec w bardzo ciężkim stanie trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, gdzie zmarł następnego dnia.

Na nagraniach pokazujących zdarzenie widać, jak napastnik przebiegł przez podest i zadał prezydentowi Gdańska kilka ciosów nożem. Po zamachu mężczyzna podnosił w górę ręce w geście zwycięstwa. Zanim został zatrzymany chodził po scenie. - Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz - krzyczał ze sceny.

Paweł Adamowicz był prezydentem Gdańska od 1998 r. Miał 53 lata. 

ng

Zobacz także

Zobacz także