more_horiz
Wiadomości

Dramatyczne warunki w kociarni Na Paluchu. Wolontariusze skarżą się na złe wydawanie pieniędzy

Ostatnia aktualizacja: 05.11.2021 07:26
Utworzony na Ochocie punkt adopcyjny kotów "Ochota na Kota" od wtorku jest zamknięty. Z powodu choroby koty musiały wrócić do schroniska. Wolontariusze uważają, że jest to dla nich trauma, a pieniądze wydane na punkt powinny być przeznaczone na nową kociarnię.
zdj. ilustracyjne
zdj. ilustracyjneFoto: Deniss Ivenkovs/Shutterstock.com

We wtorek "Ochota na Kota", czyli punkt adopcyjno-informacyjny schroniska Na Paluchu poinformował, że z powodów zdrowotnych wszystkie koty, przebywające przy ul. Grójeckiej 79, musiały wrócić do schroniskowego szpitala. Informacja wywołała reakcję wolontariuszy ze stołecznego schroniska. Uważają oni, że pomysł stworzenia takiego punktu był chybiony, gdyż pieniądze wydane na punkt można było przeznaczyć na nową kociarnię, która jest bardziej potrzebna.

shutterstock pies schronisko free 1200.jpg
Poważne oskarżenia pod adresem władz Warszawy. Raport wolontariuszy schroniska Na Paluchu

Wolontariuszka 

- Od lat zgłaszamy dramatyczne warunki panujące w kociarni Na Paluchu. Zdajemy sobie sprawę, że punkt "Ochota na Kota" miał być miejscem bliżej warszawiaków. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że przebywa tam tylko kilka kotów. A w schronisku, w tym momencie jest ich około 160. Nie da się też porównać warunków w schronisku i w punkcie na Ochocie - podkreśliła wolontariuszka Magda Kowerska, która opiekuje się kotami.

Jak zaznaczyła, "to jest tak, że kilka kotów chwilowo ma lepiej, bo ma poduszki, kanapy i przestrzeń, ale w tym samym momencie 160 innych kotów w schronisku przeżywa swoje dramaty".

Wolontariuszka wskazuje, że koty są zwierzętami, które źle znoszą wszelkiego rodzaju zmiany. - Mocno przeżywają adaptację do nowych warunków - zaznaczyła. Dodała, że w punkcie adopcyjnym były cztery koty, które musiały wrócić do schroniska. Jak stwierdziła, w punkcie nie ma lekarza, który na miejscu leczyłby koty.

Przekazała, że zabrane z ochockiego punktu koty mają problemy jelitowe i właśnie są diagnozowane. - Nie wiem czy te koty wrócą do "Ochoty na Kota", bo one teraz mogą złapać od innych kotów inne choroby, mogą się nie wyleczyć szybko, mogą dostać depresji klatkowej - stwierdziła wolontariuszka.

Czytaj także:

pies psy zwierzęta pomoc wolontariat 1200.jpg
"Nie kupuj, adoptuj, pomagaj". Zajęcia z pomagania zwierzętom

Szpital jest przepełniony

Jak poinformowała, koty z punktu adopcyjnego nie trafiły do szpitala. - W tym momencie szpital jest przepełniony, więc z tego, co mi wiadomo koty są w tzw. kontenerze gdzie przebywają z kotami zdrowymi - powiedziała wolontariuszka. - Niestety nie jest to pierwsza sytuacja, kiedy koty z Ochoty na Kota trafiają z powrotem do schroniska - dodała.

Schronisko Na Paluchu informuje na swojej stronie, że w punkcie "Ochota na Kota" mieszka kilkanaście kotów. "Mieszkańcy mogą (...) wejść do środka, pogłaskać i osobiście poznać charakter pupili. Miłośnicy podglądają codzienne życie mruczących czworonogów także w Internecie. Inicjatywa ma na celu promowanie adopcji zwierząt. Na miejscu jest również opcja dokonania wszystkich formalności i przygarnięcia kociaka do swojego domu" - napisano.

Wolontariusze na profilu FB "SOS Paluch" poruszają kwestie finansowe związane z punktem. "Z kasy schroniska na jego adaptację przeznaczono około 100 tysięcy złotych. Plus koszty stałe: czynsz (700 zł/mies), etat dla opiekuna (5000 zł/mies) dojazdy weterynarzy (trudno oszacować). Wszystkie te pieniądze służą średnio 5 kotom miesięcznie(...). Tutaj opiekun był dla 5 kotów, w schronisku ma ich 80 pod opieką. Wielokrotnie też obiekt stał pusty - w trakcie pandemii, jak i teraz, kiedy wszystkie koty zachorowały i musiały wrócić do schroniska" - informują wolontariusze.

nj

Zobacz także

Zobacz także