more_horiz
Wiadomości

77. rocznica wyzwolenia Auschwitz. "Zachowaliśmy marzenia o wolności. One pozwoliły nam przetrwać"

Ostatnia aktualizacja: 27.01.2022 15:55
- W tych tragicznych warunkach zachowaliśmy ludzkie odruchy, zachowaliśmy marzenia o wolności. One pozwoliły nam dotrwać do końca - mówił były więzień Bogdan Bartnikowski podczas uroczystości 77. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau. 
Dziś 77. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau
Dziś 77. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-BirkenauFoto: gov.pl

Około dwudziestu ocalałych wzięło udział w uroczystości 77. rocznicy wyzwolenia byłego niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Na uroczystość przyjechał między innymi premier Francji Jean Castex oraz dyplomaci z kilkunastu krajów. Po raz pierwszy na obchodach nie przemawiali politycy. Głos zabrało dwoje ocalałych z obozu: Halina Birenbaum i Bogdan Bartnikowski. Przemówienie wygłosił także dyrektor Muzeum Auschwitz Piotr Cywiński. Uroczystość prowadził Marek Zając, przewodniczący Rady Fundacji Auschwitz-Birkenau.

Honorowy patronat nad obchodami rocznicowymi objął Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda. 

Masowa zagłada europejskich Żydów

Podczas uroczystości dyrektor Muzeum Auschwitz Piotr Cywiński nawiązał do słów Martina Luthera Kinga: "koniec końców, nie będziemy pamiętać słów naszych wrogów, ale ciszę naszych przyjaciół". Jak podkreślił, to zdanie w dużej mierze odzwierciedla "złożoność powojennych relacji europejskich Żydów i ich europejskiej ojczyzny". - 80 lat temu, w Auschwitz, obozie koncentracyjnym istniejącym już dwa lata, do którego wówczas trafiali głównie Polacy, rozpoczęła się masowa zagłada europejskich Żydów. Szoa zapukała do bramy Auschwitz, aby w tym miejscu pochłonąć największą liczbę ofiar - wspomniał.

Dodał, że "słowa Kinga charakteryzują, niestety, naszą dzisiejszą, zachodnią postawę". - Jesteśmy tak dumni z naszych wypracowanych przez wieki wartości, z naszych fundamentów filozoficznych i religijnych, z naszego humanizmu i z naszych definicji praw człowieka. To nam wystarcza. Nie potrafimy dziś wcielić tych wzniosłych ideałów w życie społeczne, polityczne, międzynarodowe, ogólnoludzkie - powiedział Cywiński. Nawiązał tu do milczenia świata wobec prześladowania Ujgurów. 

"Zapadamy w ciszę, w obojętność"

Dyrektor Muzeum Auschwitz zwrócił uwagę, że "w dzisiejszym świecie widzimy powolny koniec dawnych ideologicznych podziałów w polityce". - Lewica i prawica coraz mniej się różnią. Dziś coraz mocniej widać nowy podział - na tych, którzy w duchu ogólnoludzkich wartości i humanizmu szukają świata humanitarnego oraz tych, którzy idą ścieżką dehumanizacji. A i tym mało się przejmujemy, zapatrzeni w piękne brzmienie naszych fundamentalnych wartości, więc zapadamy w ciszę, w obojętność - stwierdził.

Tymczasem w tym miejscu i w tej chwili - mówił Cywiński - trzeba przypomnieć, że "hasło »Nigdy więcej« nie powstało po wojnie". - Było je już słychać w obozie. I nie był to krzyk o wieczną pamięć, ale o opamiętanie, swoiste motto dla czasów przyszłych. A czasy są takie, jakie chcieliśmy i zdołaliśmy stworzyć. Nadal w naszej pamięci zbyt mało rodzi się owego moralnego niepokoju, który każe nam podważać naszą zbyt częstą obojętność - podkreślił.

Według dyrektora Muzeum Auschwitz, "nie o taką pamięć chodziło ofiarom, byłym więźniom, ocalałym". - Dziękując zatem obecnym tu ocalałym z Auschwitz i dziękując tym wszystkim ludziom, którzy nie mogąc być obecni, śledzą te obchody poprzez media i internet proszę każdego - po prostu - o chwilę ciszy, o własną refleksję nad swoją własną odpowiedzialnością, własną obojętnością i własnym zaangażowaniem. To jesteśmy winni ofiarom i temu przede wszystkim ma dziś służyć pamięć - podsumował.

"Zachowaliśmy marzenia o wolności"

- Nazywano nas "mali, polscy bandyci z Warszawy". Było nas prawie 500 małych dziewcząt i chłopców, wywiezionych z powstańczej stolicy - powiedział były więzień obozu Bogdan Bartnikowski. - To była szkoła przetrwania. Chciano z nas zrobić niewolników, chciano nas pozbawić nadziei na jakiekolwiek życie, przygotować nas do tego, żebyśmy karnie, jak zwierzęta, pomaszerowali do komory gazowej - wspominał były więzień. 

- Przetrwaliśmy, zachowaliśmy ludzkie odruchy. W tych tragicznych warunkach, gdzie się głodowało, marzło, zachowaliśmy marzenia o wolności. One pozwoliły nam dotrwać do końca - podkreślił Bartnikowski. 

Bogdan Bartnikowski urodził się w 1932 r. w Warszawie. Był łącznikiem jednego z oddziałów w Powstaniu Warszawskim. Po opanowaniu w sierpniu 1944 r. dzielnicy Ochota, gdzie mieszkał, przez kolaborującą z Niemcami brygadę SS RONA (Rosyjska Narodowa Armia Wyzwoleńcza), znajdującą się pod niemiecką komendą, został wypędzony wraz z matką z domu i skierowany do obozu przejściowego w Pruszkowie. Stamtąd 12 sierpnia 1944 r. oboje zostali deportowani transportem do KL Auschwitz-Birkenau. Wraz ze swoimi kolegami trafił do obozu męskiego w Birkenau. W kolejnych tygodniach wielokrotnie pytali kapo o to, dlaczego tu trafili i mówili, że chcą wolności. - Stąd na wolność wychodzi się przez kominy - odpowiadali kapo, jak przypomniał Bartnikowski w swoim przemówieniu.

11 stycznia 1945 r. Bartnikowski został wraz z matką ewakuowany przez Niemców do Berlina-Blankenburga, gdzie znajdowało się komando robocze obozu Sachsenhausen. Do wyzwolenia w dniu 22 kwietnia 1945 r. pracował przy odgruzowaniu miasta. Po wojnie powrócił wraz z matką do Warszawy. Pracował jako dziennikarz. Jest autorem książek o losach polskich dzieci w latach wojny. - Mówimy o naszej przeszłości, mówimy o naszej przeszłości obozowej. Każde takie wystąpienie to wyrywanie z siebie okropnych przeżyć, ale zdajemy sobie sprawę, że musimy o tym mówić, aby zachować pamięć o tym, co działo się w tym miejscu i do czego może doprowadzić totalitaryzm w swoich zapędach – powiedział na zakończenie.

Posłuchaj
00:15 11525156_1 (1).mp3 Świadectwo Bogdana Bartnikowskiego, który do Auschwitz-Birkenau trafił jako dziecko (IAR)

Apel o pamięć

 - W świecie pełnym konfliktów, nowych śmiertelnych chorób, pandemii, coraz mniej absorbuje ludzkość Holokaust - mówiła była więźniarka Halina Birenbaum. - Ten ogrom straconych istnień, życia, cierpień daremnych, zadawanych mąk, śmierci niewinnych. Czas i niewiedza mogą zatrzeć ślady o nich - dodała.

Przypomniała, że "odchodzą Ci, którzy te męki przeżyli, zapamiętali na zawsze i wszystkimi siłami starali się udokumentować światu, by utrwalić w pamięci ludzkiej, przestrzec przed ich powtórzeniem". - Przychodzą na świat i wzrastają nowe pokolenia, dla których te dzieje są dalekie, stare, jakby niedotyczące ich. Zwłaszcza, że są one tak koszmarne, a od smutków i tragedii chciałoby się raczej uciekać niż się w nie zagłębiać. Chce się zapomnieć, umniejszać, zaprzeczać ich istnieniu - fałszować historię. A zapomnienie zbrodniczych faktów tej wojny i zagłady jest po prostu zagrożeniem - zaznaczyła.

Posłuchaj
00:25 11525122_1 (1).mp3 Halina Birenbaum: zapomnienie o zbrodniczych faktach Zagłady sprowadza ponowne zagrożenie (IAR)

Przyznała, że patrzy "z narastającym przerażeniem i bólem na krzykliwe, bezkarne marsze nienawiści do innego, do Żydów, do ludzi uciekających dla ratunku przed szalejącym terrorem w krajach ich pochodzenia". - Znany aż nazbyt dobrze jest jeszcze sprzed Auschwitz wrzask żądnych krwi, ogłupiałych, zatrutych nienawiścią młodziaków i nie tylko młodziaków: "Śmierć Żydom!" znów rozbrzmiewający chwacko w dozwolonych marszach ulicznych - podkreśliła.

Halina Birenbaum urodziła się w 1929 r. w Warszawie. W okupowanej stolicy przebywała w getcie. Jako dziecko została deportowana do obozu na Majdanku, a następnie do Auschwitz, Ravensbrueck oraz Neustadt-Glewe, w którym doczekała wolności. Podczas wojny straciła całą rodzinę. W 1947 r. wyjechała do Izraela, gdzie mieszka do dzisiaj. Jest pisarką, poetką i tłumaczką. W 1967 r. ukazały się jej wspomnienia z czasów wojny "Nadzieja umiera ostatnia". Utwory Birenbaum zostały przetłumaczone na kilka języków.

Pierwszy transport Żydów do Auschwitz

Podczas obchodów 77. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau przywołano wspomnienia trzech byłych więźniarek ze Słowacji - Elisabeth Silberstein Bence, Judith Spielberg Mittelman i Edith Friedman Grosman - które przybyły do obozu w oficjalnie pierwszym transporcie Żydówek w marcu 1942 r.

Deportowanych w nim zostało 999 Żydówek ze Słowacji. Dotarły do Auschwitz 26 marca 1942 r. Transport 999 Żydówek z Popradu na Słowacji był pierwszym zarejestrowanym, który został skierowany przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy do Auschwitz w ramach "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej". To właśnie początek zagłady w Auschwitz wiosną 1942 r. był głównym motywem tegorocznych obchodów.

- Nie miałyśmy w ogóle pojęcia, co się dzieje. Było nas pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt, siedziałyśmy w środku i czekałyśmy, żeby gdzieś dojechać. Nawet nie zdawałyśmy sobie sprawy, co się z nami dzieje. Siedziałam w kącie i patrzyłam na to, co się dzieje. Niektórzy krzyczeli, płakali - ale nikt nie był w stanie przewidzieć, co miało nadejść - opowiadała Elisabeth Silberstein Bence.

Czytaj także:

Judith Spielberg Mittelman z kolei wspomniała swoje rozstanie z matką. - Nie dostawałyśmy nic do jedzenia i wtedy pojawiła się moja siostra, przyniosła mi coś do jedzenia... a potem już nigdy więcej nie zobaczyłam mojej matki - mówiła.

O ostatnim widzeniu z bliską osobą mówiła również Edith Friedman Grosman. - Były krzyki i płacz, słyszałam matkę i słyszę ją teraz, jak mówi: "nie martwię się tak bardzo o twoją siostrę, bo ona jest silna, ale ty jesteś słaba". Potem przyszli do nas i tam było takie małe okienko - widziałam przez nie tatę, który stojąc u bramy machał do mnie. Nie zdawałam sobie sprawy, że już nigdy więcej się nie zobaczymy - wspominała.

Nagrania wypowiedzi więźniarek zostały udostępnione przez fundację Rena's Promise, która pracuje nad filmem dokumentalnym "999" na temat młodych kobiet przybyłych w pierwszym transporcie Żydów do Auschwitz-Birkenau.

Dzień Pamięci

27 stycznia 1945 roku oswobodzonych zostało 7 tysięcy więźniów największej "fabryki śmierci", w tym ponad 300 dzieci. Niemieckiemu kierownictwu obozu Auschwitz nie udało się zatrzeć wszystkich śladów.

Przez cały czas istnienia Auschwitz-Birkenau pełnił rolę obozu koncentracyjnego, w krótkim czasie od założenia stał się największym niemieckim obozem śmierci.

14 czerwca 1940 roku do obozu przyjechał pierwszy transport z polskimi więźniami. Zwożeni tu ludzie ginęli z powodu nieludzkich warunków egzystencji, głodu i pracy ponad siły.

Od pierwszych miesięcy 1942 roku po decyzji o "ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej" ze stycznia 1942 roku, obóz w Auschwitz stał się największym miejscem natychmiastowej i bezpośredniej Zagłady Żydów zwożonych tu z całej Europy.

W 2005 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych uchwaliła dzień 27 stycznia Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

Dowiedz się więcej:

src="//static.prsa.pl/3f5bf262-aed5-4ca5-88bc-b84ae6064666.file"

kp

Zobacz także

Zobacz także